Oficjalnie nie ma czegoś takiego w medycynie, nie ma wyodrębnionej jednostki chorobowej zwanej "syndromem poaborcyjnym".
Nie ma syndromu "poślubnego", a już w ogóle kompletnym tabu jest nienawiść do własnych dzieci i żałowanie posiadania ich. Chociaż jest coś takiego, jak depresja poporodowa, która ponoć może się ciągnąć nawet latami. Czy w takim wypadku jest to naprawdę ta depresja poporodowa, czy już zwykła nienawiść do dzieci, męża i swojego życia?
Każdy człowiek ma prawo do żałowania podjęcia jakichś decyzji. Są ludzie, którzy żałują wyjścia za mąż. Są ludzie, którzy żałują posiadania dzieci. Są ludzie, którzy żałują przeprowadzenia na sobie aborcji. Podejmowanie decyzji i ewentualny żal jest naturalną koleją rzeczy. Nie ma co rozdrabniać tematu i dramatyzować. Popełniamy błędy, bo żyjemy, czyli wszystko jest ok.
Jednak z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, nie każdy może się z tą naturalną koleją rzeczy pogodzić. Skutkiem tego jest między innymi istnienie w społecznej świadomości takiego czegoś, jak "syndrom poaborcyjny". Myślę, że nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
Nauki, w tym medyczne, od zawsze były upolitycznione... sam proces społecznych zmian i ewolucji świadomości jest niezwykle ciekawy i oczywiście, jak już wspomniałam, w tym przypadku dotyczy syndromu poaborcyjnego, ale nie należy zapominać, że dynamika tego procesu dotyczy właściwie wszystkiego - całej nauki, całej polityki, całego społeczeństwa.
Przeglądając różne materiały na temat odmiennych poglądów, życie socjalne homo sapiens, gody, zbierając informacje na temat świata, polityki, gospodarki i społeczeństwa i analizując argumenty przeciwnych z założenia partii, przychodzi w końcu do człowieka taka myśl, że to wszystko nie ma sensu i te wszystkie argumenty nie mają sensu i są kretyńskie. Wiele z nich jest całkowicie sprzecznych ze sobą. Wiele z nich nie ma pokrycia w rzeczywistości. A przede wszystkim wiele z nich jest polana taką dozą nienawiści i irracjonalności, że głowa boli. Czy widzieliście kiedyś racjonalnego mizogina, który chciał banować kobiet wstęp na studia i argumentował to tym, że kobiety są głupsze (i to podobno kobiety przesadzają)? Przecież to nie ma sensu: jeśli kobiety faktycznie byłyby głupsze, to nie trzeba byłoby im banować studiowania. I tak, posłużyłam się tutaj przykładem feministycznym, ukazujący menską głupotę w czystej postaci, ale moim skromnym zdaniem jest to jedna z rzeczy, która jednocześnie jest tak irracjonalna i ma ogromny wręcz wpływ na życie miliardów ludzi. Nie sposób więc jej pominąć, gdy mówimy o podejmowaniu decyzji i formowaniu się poglądów.
Nie będziemy tutaj omawiać w żadnym wypadku całego gendera. Zmierzam do tego, że...
...można wręcz zadać sobie pytanie, czy jakiekolwiek idee wywodzą się z racjonalnego, zimnego rozumowania, czy po prostu z emocji, tudzież psychiki. Czy wszystko jest tylko i wyłącznie racjonalizacją, a u źródłach naszych decyzji i poglądów stoją "zwykłe" uczucia i instynkty? A te wszystkie filozofie, edukacja, nauka, pseudointelektualne dyskusje są jedynie przykrywką i swoistym oszustwem, sztucznie odgradzającym nas od "świata zwierząt" i stawiający nas na piedestale? Czy wszystko, co mówimy ma drugie dno? Czy nasze poglądy są wypadkową naszej budowy mózgu i społecznych norm?
Można wręcz zadać pytanie, które dotyka jeszcze większych podstaw nie tyle, co rozumowania i ogólnej świadomości społecznej: czy tzw "logiczne" rozumowanie istnieje? Czyżby wytykanie innym ludziom brak logicznego myślenia było jedynie zabiegiem erystycznym? Jedynie manipulacją? Która ma, rzecz jasna, drugie dno?
Czy kiedykolwiek ten świat uszyty z kłamstw da się zburzyć? Czy w ogóle warto? Ponoć kłamstwo ma krótkie nogi, ale jak to jest, że wielu ludzi żyje kłamstwem i ułudami, karmi się tym... mało tego, cieszy się z tego? Jak to jest, że tyle ludzi żyje sobie bezkarnie kłamiąc? Akurat to jest prawda, bo gadanie w stylu "kłamstwo ma krótkie nogi" jest myśleniem życzeniowym, złudzeniem, że świat jest sprawiedliwy i każdego spotyka to, na co zasłużył. Oczywiście pomijam fakt, że tego typu zabiegi często służą manipulacji drugiej jednostki (najczęściej dzieci).
Bardzo ciężko wyobrazić sobie świat, w którym Wszechświat ma nas w dupie i jest całkowicie obojętny na nasze moralne rozterki i że nie ma dobra i zła. Widocznie im bardziej przypadkowe nasze życie, tym bardziej potrzebujemy wierzyć w tego typu rzeczy, co z resztą widać po stopniu religijności państw biednych. Dodać do tego błędy poznawcze i mamy społeczeństwo, których fundamentami są iluzje i kłamstwa.
Więc kiedy czytam na temat osób, które pikietują przed klinikami, a potem same robią sobie aborcję nie mogę wyjść ze zadziwienia. Kiedy czytam na temat osób, które mówią o świętości życia, a potem zabijają lekarzy, nie mogę wyjść ze zdziwienia. Można tutaj przytoczyć jedynie słowa George'a Carlina: "A więc, gdyby ten płód (abortowany - przyp. tłum.) okazał się wyrosnąć na ginekologa, to wtedy można go zabić? (o pro-life)"
Jedyne, co mi się ciśnie na usta to jedno słowo: DLACZEGO?
Czy jest to "zwykła" hipokryzja? Czy istnieje jakiś efekt psychologiczny odpowiedzialny za tego typu irracjonalne zachowanie ludzi?
Inną grupą, która może się pochwalić dwulicowością o podobnym poziomie są homofoby. Było już wiele badań, które wykazały, że są to po prostu kryptogeje, które wypierają ze świadomości swoją homoseksualność. Czy to samo dzieje się z osobami pro-life? Czy ogólnie osoby o poglądach konserwatywnych cechuje większa hipokryzja spowodowana wyparciem? Czy aborcja dla części kobiet pro-life była tak traumatycznym przeżyciem, że te wolą to wyprzeć ze świadomości i w ten sposób przekształcają się w fanatyczki?
Ostatecznie nasze rozważania mogą nie mieć w ogóle sensu i racji bytu. Być może faktycznie część kobiet wypiera aborcję ze świadomości i ich "syndrom poaborcyjny" przybiera postać poglądów pro-life, a w skrajnych przypadkach zamieniają się one w fanatyczne aktywistki. Stety albo niestety musimy pamiętać, że korelacja, to "tylko korelacja". To, że na ogromną liczbę aborcji decydują się kobiety pro-life jest spowodowane tym, że po prostu to kobiety religijne są zazwyczaj przeciwko aborcji z wiadomych względów. Wiadomo też, że religijność jest skorelowana z biedą. A bieda z liczbą aborcji, co chyba nie dziwi żadnej osoby, a zwłaszcza kobiety, która kiedykolwiek rozmyślała nad swoją sytuacją i posiadaniem ewentualnych dzieci.
.....................
Cześć. Poniżej znajduje się materiał, który oficjalnie nie jest w tej notce, ale miał się znaleźć. Notkę pisałam fragmentami w dużych odstępach czasu, dlatego myśli i idee są rozrzucone i trochę chaotyczne. Niektóre z nich nie nadawały się na ostateczną wersję notki, jednak uważam, że nie są kompletnie bezwartościowe. Jako autorka postanowiłam, że te fragmenty tu zamieszczę, jako ciekawostkę, jako impuls do dalszych przemyśleń i/albo dyskusji.
Często uważamy się za prawych, sprawiedliwych, wspaniałych, a jakby tego było mało: za lepszych od innych. Oczywiście mądrzejszych. Bardziej "moralnych". Szczególnie konserwatyści, którzy mają złośliwy nawyk nierozwiązywania problemów, a bezmyślnego osądzania. Oni chcą, żeby było "prawo", a nie, żeby było dobrze. Znamy jednak siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Wygodnie prawić morały siedząc w ciepłym domu z dostępem do wody pitnej w kraju, gdzie są przestrzegane prawa człowieka (ekhm, powiedzmy). Tak więc powstają dziwne ruchy anty-szczepionkowców (którzy przy zachorowaniu dziecka oczywiście jadą do szpitala z dostępem do nowoczesnej medycyny), pro-life (bo jestem na tyle bogata, żeby sobie w podziemiu zrobić aborcję, ale siebie za to nienawidzę i żałuję tego, bo myślałam, że jestem "lepszą" osobą, więc chce zakazać tego innym, na złość, bo przecież nie będę siebie nienawidzić), starzy vs młodzi "bo kiedyś było lepiej" (też chlaliśmy i paliliśmy papierosy, ale zazdrościmy młodym niezmarnowanego życia i nowych szans, bo sami nie spełniliśmy swoich marzeń i nie mamy nic ciekawego do przekazania nowym pokoleniom).
Wszystko, co robimy, nawet decyzje, które nazwalibyśmy racjonalne wywodzą się z emocji. To nasze uczucia są paliwem dla naszych działań. Co więc kieruje konserwatystami? Na pewno nie "logiczne" rozważania, ani nie "zdrowy rozsądek".
Czy można terroryzm chrześcijan, w postaci narzucania swojej woli (która objawiać również poprzez typowe zamachy terrorystyczne, a nie tylko "niewinne" pikietowanie przed kliniką) jest niczym innym, jak wściekłością i nienawiścią do samych siebie? Mechanizmem obronnym? Wyparciem? Ignorancją? Wymieszaniem tego wszystkiego po trochu?
Fanatyzm religijny jest jednym z nich.
Przeglądając materiały na temat chrześcijańskiego terroryzmu, dociekając psychologicznych aspektów bycia aktywistą/ką pro-life umyka nam jeden bardzo ważny aspekt, który był już raz wspomniany na początku notki i który trafia w sedno, tak naprawdę, w sedno tego zagadnienia. Nie pisałabym tej notki, gdyby nie... polityka.
Mimo, że działania przestępcze chrześcijan mają ten sam charakter, co na przykład działania przestępcze islamskich ekstremistów nie zobaczyliście narodowych debat na temat bezpieczeństwa narodowego po terrorystycznym wyskoku Breivika, który w imię chrześcijańskiej religii napadł i zamordował 60 dzieci. Gdybyśmy chcieli być konsekwentni musielibyśmy nazwać Brevika chrześcijańskim terrorystą. Zaskoczeni?
Podczas, gdy aborcje i pikietowanie przed klinikami są głównie przeprowadzane przez osoby, które posiadają zdrową macicę, jajniki i pochwę identyfikujące się z płcią "kobiecą", tak najgorsze akty terroryzmu (morderstwa, bombardowania) są sprawką osób posiadających penisy i identyfikujące się z płcią "męską". Nie zajmiemy się tutaj omawianiem różnic genderowych, bo i nie o to tu chodzi. Mężczyźni nie tylko w terroryzmie "królują", ale ogólnie częściej i bardziej są agresywni, czyli po prostu dopuszczają się gorszych w skutkach aktów agresji. Głównie kobiety przeprowadzają aborcje i to one jednocześnie czasem są pro-life (na tym zjawisku się skupimy), zaznaczając, że i mężczyzna może być pro-life i na przykład namawiać córkę/żonę/partnerkę do aborcji.
Mimo, że mężczyźni nie mogą sobie zrobić aborcji, omawiane przez nas zjawisko w gruncie rzeczy ich dotyczy, bo rozszerza się ono na wiele innych aspektów życia, a podstawy, źródło jego pochodzenia leży w ludzkiej psychice. Niełatwo jest bowiem dostrzec, że nie tylko kobiety
Mechanizm kierujący kobietami pro-life, które robią sobie aborcję i są aktywnymi fanatyczkami można przenieść na każdą inną dziedzinę życia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pro-choice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pro-choice. Pokaż wszystkie posty
20150331
Syndrom poaborcyjny, czyli... terroryzm chrześcijan cz.2
UWAGA! Tłumaczenie amatorskie. Mogą być błędy.
Źródło.
"Przeprowadziłam parę aborcji na kobietach, które regularnie pikietowały przed moją kliniką, włączając w to 16-latkę, która przyszła pikietować następnego dnia po aborcji, to było 3 lata temu. Przez cały jej pobyt w klinice, czuliśmy, że było z nią coś nie tak, ale nie było żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Nalegała, że aborcja była jej pomysłem i zapewniała nas, że wszystko jest OK. Całą procedurę przebyła gładko i wypisaliśmy ją bez żadnego problemu. Rutyna. Następnego ranka była ze swoją matką i rówieśnikami ze szkoły przed kliniką ze swoimi pro-life plakatami. Wygląda na to, że wybrała aborcję, której potrzebowała i wciąż wyznawała poglądy, których od niej oczekiwali rodzice, nauczyciele i rówieśnicy."
"Miałam kilka przypadków w ostatnich paru latach pacjentek pro-life, które racjonalizowały sobie w różny sposób, że ich aborcja jest wyjątkiem, ale przypadek, który wywarł na mnie największe wrażenie to przypadek studentki, która była prezydentem organizacji Prawo-do-Życia, co znaczyło, że pracowała w tej organizacji ciężko przez ostatnie parę lat. Gdy kończyłam procedurę, spytałam się jej, co zamierza zrobić ze swoim stanowiskiem w tej organizacji. Zrobiła wielkie oczy: "Nie zamierzasz im powiedzieć, prawda!?". Kiedy zapewniłam ją, że nie, odetchnęła z ulgą i wyjaśniła mi, jak ważna była dla niej ta pozycja i nie chciała, żeby ta aborcja w jakikolwiek sposób miała na to wpływ."
"W 1990 roku, Bostonie, Operacja Ratunek i inne grupy regularnie blokowały kliniki i wiele z nas chodziło każdego ranka w soboty przez wiele miesięcy, by pomóc kobietom i kadrze wejść do środka. W rezultacie znałyśmy wiele osób pro-life z twarzy. Pewnego ranka, kobieta, która była jedną z tych protestujących weszła do kliniki z inną młodą kobietą, która wyglądała na 16-17 lat i była oczywiście jej córką. Spytałam się jej, czy sytuacja jej córki zmieniła jej zdanie. "Nie sądzę, żebyś była w stanie zrozumieć sytuację mojej córki." - odpowiedziała zdenerwowana. Tej soboty wróciła z resztą kobiet i pikietowały przeciwko "mordowaniu dzieci"."
"W ostatnim tygodniu kobieta w poczekalni zawiadomiła wszystkich dookoła, że ona uważa, że aborcja powinna być nielegalna. Co niesamowite, to była jej druga aborcja w ostatnich paru miesiącach, zaszła w ciążę w miesiąc po pierwszej aborcji. Pielęgniarka zaczęła jej opowiadać o tym jakie straszne rzeczy się działy w czasach, gdy aborcja była nielegalna i jakie wielkie szczęście ma, że dostępna jest bezpieczna, profesjonalna aborcja. Niemniej jednak ta młoda kobieta dalej się upierała, że aborcja była zła i że powinna być nielegalna. W końcu pielęgniarka powiedziała "No, cóż, w takim razie pewnie nie będziemy Cię już tutaj widywać, nie to, że jesteś tu niemile widziana.". Później inna pacjentka podeszła po pielęgniarki i jej podziękowała za to, co powiedziała."
"Widzieliśmy się ostatnio z kobietą, która po czterech próbach i wielu godzinach konsultacji w szpitalu i w naszej klinice, w końcu miała aborcję. Cztery miesiące później zadzwoniła do mnie w Wigilię, żeby mi powiedzieć, że nigdy nie była pro-choice i że nie byliśmy w stanie stwierdzić, że tak naprawdę była w klinicznej depresji w czasie przeprowadzenia aborcji. Zadzwoniła po to do mnie, by mnie ukarać za to, że nie wysłałam jej do psychiatry."
"Ostatnio mieliśmy pacjentkę, która miała epizod bycia pro-life aktywistką, ale zdecydowała się mieć aborcję. Była dla mnie miła i nasza dyskusja była pełna szacunku. Później powiedziała komuś z mojej kadry, że ona uważa aborcję za morderstwo, że ona jest mordercą i że ona morduje swoje dziecko. Z tego powodu przed samą procedurą spytałam się jej, czy ona uważa, że aborcja to morderstwo - jej odpowiedź brzmiała "tak". Spytałam się jej, czy ona uważa mnie za mordercę i czy uważa, że będę mordować jej dziecko - odpowiedziała twierdząco. Powiedziałam, że morderstwo to zbrodnia, a morderców poddaje się egzekucji. Czy to jest zbrodnia, spytałam się. Powinna być, odpowiedziała. W tym momencie zaczęła się denerwować i podsumowała mnie, jako maszynę do zabijania dzieci i jak ja śmiem się jej pytać, co ona myśli. Po wyjaśnieniu jej, że nie przeprowadzam aborcji na wkurzonych ludziach i którzy uważają mnie za morderczynię, odmówiłam wykonania zabiegu. Nie wiem, czy znalazła kogoś, kto by jej przeprowadził aborcję."
"W roku 1973, po Roe v. Wade, aborcja stała się legalna, ale musiała być przeprowadzona w szpitalu. Oczywiście to zostało zmienione później. W pierwszy dzień legalnej aborcji miałam omówione 5 procedur. Podczas przerw pomiędzy wizytami, odwiedził mnie szef oddziału ginekologicznego. Zapytał się mnie "Ile dzieci zamierzam dzisiaj zabić?". Moja odpowiedź ze zdenerwowania brzmiała podobnie agresywnie. Trzy miesiące później, ten neofita chrześcijański zadzwonił do mnie, by mi powiedzieć, że jest przeciwko aborcji, ale jego córka jest tylko w pierwszej klasie liceum i jest za młoda, żeby mieć dziecko i bał się, że jeśli urodziłaby to dziecko to nie chciałaby oddać je do adopcji. Odpowiedziałam, że on nie musi mi się tłumaczyć. Powiedziałam: "Jedynie, co muszę wiedzieć, to to, czy ONA chce aborcji". Dwa lata później przeprowadziłam na niej drugą aborcję podczas przerwy w czasie studiów. Podziękowała mi i powiedziała: "Proszę, nie mów mojemu ojcu, on wciąż jest przeciwko aborcji.""
"Zakonnica z Holandii raz odwiedziła klinikę aborcyjną w Beek, gdzie pracowałam w latach siedemdziesiątych. Po wejściu do poczekalni powiedziała do mnie: "Matko, co te wszystkie młode dziewczyny tutaj robią?", odpowiedziałam: "To samo, co ty.". "Brudne małe damy, odparła."."
"Miałam pacjentkę 10 lat temu, która przyjechała do Nowego Yorku z Południowej Karoliny na aborcję. Spytałam się jej, czemu przebyła taką długą drogę. Powiedziała, że jest członkinią kółka różańcowego, która nie wierzyła w aborcję i nie chciała, żeby ktoś z tej grupy wiedział, że ona miała jedną. Planowała powrócić z powrotem do tego kółka zaraz po powrocie do Południowej Karoliny."
"Miałam klientkę z Niemiec, która przy samych drzwiach zaczęła mi dziękować, wychodząc po trudnej 22-tygodniowej aborcji. Na odchodne dodała z olśniewającym uśmiechem: "I tak jesteś mordercą."."
"Pierwszy raz spotkałam się z tym fenomenem, kiedy pracowałam w klinice planowania rodziny. Wartości anti-choice tej kobiety przemawiały poprzez jej mowę ciała. Powiedziała, że jest urażona innymi kobietami w klinice aborcyjnej w poczekalni, ponieważ one używają aborcji, jako formy kontroli urodzeń, ale jej pękła prezerwatywa, więc ona nie miała wyboru! Miałam wielką trudność, by nie powiedzieć jej, że przecież ona też ma wybór i dokoła decyzji! Tak, jak inne kobiety w poczekalni."
"21 letnia kobieta i jej matka jechały 3 godziny na umówione spotkanie na przeprowadzenie aborcji. Były zaskoczone miłą obsługą kliniki, że jesteśmy tacy profesjonalni. Gdy zaczęłyśmy omawiać metody antykoncepcji, powiedziały mi, że są pro-life i że nie zgadzają się z ideą aborcji, ale pacjentka nie mogła w tym momencie utrzymać potencjalnego dziecka. Ponadto, nie potrzebuje ona antykoncepcji, ponieważ nie będzie uprawiała seksu, aż do ślubu, ze względu na swoje religijne przekonania. Zamiast się z nimi kłócić, zauważyłam w tej sytuacji okazję do dialogu. Mam nadzieję, że udało mi się zasiać "ziarno nadziei", które być może w przyszłości pomoże im rozwiązać ich konflikt pomiędzy ich wierzeniami i oczekiwaniami, a rzeczywistością."
"Miałam wczoraj 37-letnią kobietę, która była w 13 tygodniu ciąży. Powiedziała, że ona i jej mąż dyskutowali o jej ciąży przez ostatnie 2-3 miesiące. Była przeciwna aborcji, 'ale mój mąż zmusza mnie do tego'. Oczywiście powiedziałam jej, że nikt nie może jej zmusić do aborcji i że musi wybrać, czy jej ciąża, czy jej mąż są dla niej ważniejsze. Powiedziałam, że jedynie, czego chcę, to tego, co jest najlepsze dla niej i nie zrobię aborcji, dopóki się się na nią nie zgodzi. Gdy w końcu zdała sobie sprawę, że ma prawo mieć własne zdanie w tej kwestii, powiedziała: "No, cóż, umówiłam się i przyszłam, więc zróbmy to. To najlepsza decyzja." Myślę, że przynajmniej doszło do niej, że ostatecznie to była jej decyzja."
"Spotykamy kobiety pro-life w naszej klinice bez przerwy. Wiele z nich jest po prostu naiwna dopóki nie znajdzie się w sytuacji niechcianej ciąży. Wiele z nich jest złośliwa. Wiele z nich po prostu nie przemyślała swojej postawy, aż w końcu to zaczyna ich dotyczyć. One mogą osądzać innych, przyjaciół, rodzinę. Nagle są w ciąży. Nagle widzą prawdę. Że to powinna być tylko i wyłącznie ich decyzja. Niestety, wiele z nich w jakiś sposób tłumaczy sobie, że są inne, niż wszyscy i one zasługują na aborcję, a wszyscy inni nie."
Źródło.
"Przeprowadziłam parę aborcji na kobietach, które regularnie pikietowały przed moją kliniką, włączając w to 16-latkę, która przyszła pikietować następnego dnia po aborcji, to było 3 lata temu. Przez cały jej pobyt w klinice, czuliśmy, że było z nią coś nie tak, ale nie było żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Nalegała, że aborcja była jej pomysłem i zapewniała nas, że wszystko jest OK. Całą procedurę przebyła gładko i wypisaliśmy ją bez żadnego problemu. Rutyna. Następnego ranka była ze swoją matką i rówieśnikami ze szkoły przed kliniką ze swoimi pro-life plakatami. Wygląda na to, że wybrała aborcję, której potrzebowała i wciąż wyznawała poglądy, których od niej oczekiwali rodzice, nauczyciele i rówieśnicy."
"Miałam kilka przypadków w ostatnich paru latach pacjentek pro-life, które racjonalizowały sobie w różny sposób, że ich aborcja jest wyjątkiem, ale przypadek, który wywarł na mnie największe wrażenie to przypadek studentki, która była prezydentem organizacji Prawo-do-Życia, co znaczyło, że pracowała w tej organizacji ciężko przez ostatnie parę lat. Gdy kończyłam procedurę, spytałam się jej, co zamierza zrobić ze swoim stanowiskiem w tej organizacji. Zrobiła wielkie oczy: "Nie zamierzasz im powiedzieć, prawda!?". Kiedy zapewniłam ją, że nie, odetchnęła z ulgą i wyjaśniła mi, jak ważna była dla niej ta pozycja i nie chciała, żeby ta aborcja w jakikolwiek sposób miała na to wpływ."
"W 1990 roku, Bostonie, Operacja Ratunek i inne grupy regularnie blokowały kliniki i wiele z nas chodziło każdego ranka w soboty przez wiele miesięcy, by pomóc kobietom i kadrze wejść do środka. W rezultacie znałyśmy wiele osób pro-life z twarzy. Pewnego ranka, kobieta, która była jedną z tych protestujących weszła do kliniki z inną młodą kobietą, która wyglądała na 16-17 lat i była oczywiście jej córką. Spytałam się jej, czy sytuacja jej córki zmieniła jej zdanie. "Nie sądzę, żebyś była w stanie zrozumieć sytuację mojej córki." - odpowiedziała zdenerwowana. Tej soboty wróciła z resztą kobiet i pikietowały przeciwko "mordowaniu dzieci"."
"W ostatnim tygodniu kobieta w poczekalni zawiadomiła wszystkich dookoła, że ona uważa, że aborcja powinna być nielegalna. Co niesamowite, to była jej druga aborcja w ostatnich paru miesiącach, zaszła w ciążę w miesiąc po pierwszej aborcji. Pielęgniarka zaczęła jej opowiadać o tym jakie straszne rzeczy się działy w czasach, gdy aborcja była nielegalna i jakie wielkie szczęście ma, że dostępna jest bezpieczna, profesjonalna aborcja. Niemniej jednak ta młoda kobieta dalej się upierała, że aborcja była zła i że powinna być nielegalna. W końcu pielęgniarka powiedziała "No, cóż, w takim razie pewnie nie będziemy Cię już tutaj widywać, nie to, że jesteś tu niemile widziana.". Później inna pacjentka podeszła po pielęgniarki i jej podziękowała za to, co powiedziała."
"Widzieliśmy się ostatnio z kobietą, która po czterech próbach i wielu godzinach konsultacji w szpitalu i w naszej klinice, w końcu miała aborcję. Cztery miesiące później zadzwoniła do mnie w Wigilię, żeby mi powiedzieć, że nigdy nie była pro-choice i że nie byliśmy w stanie stwierdzić, że tak naprawdę była w klinicznej depresji w czasie przeprowadzenia aborcji. Zadzwoniła po to do mnie, by mnie ukarać za to, że nie wysłałam jej do psychiatry."
"Ostatnio mieliśmy pacjentkę, która miała epizod bycia pro-life aktywistką, ale zdecydowała się mieć aborcję. Była dla mnie miła i nasza dyskusja była pełna szacunku. Później powiedziała komuś z mojej kadry, że ona uważa aborcję za morderstwo, że ona jest mordercą i że ona morduje swoje dziecko. Z tego powodu przed samą procedurą spytałam się jej, czy ona uważa, że aborcja to morderstwo - jej odpowiedź brzmiała "tak". Spytałam się jej, czy ona uważa mnie za mordercę i czy uważa, że będę mordować jej dziecko - odpowiedziała twierdząco. Powiedziałam, że morderstwo to zbrodnia, a morderców poddaje się egzekucji. Czy to jest zbrodnia, spytałam się. Powinna być, odpowiedziała. W tym momencie zaczęła się denerwować i podsumowała mnie, jako maszynę do zabijania dzieci i jak ja śmiem się jej pytać, co ona myśli. Po wyjaśnieniu jej, że nie przeprowadzam aborcji na wkurzonych ludziach i którzy uważają mnie za morderczynię, odmówiłam wykonania zabiegu. Nie wiem, czy znalazła kogoś, kto by jej przeprowadził aborcję."
"W roku 1973, po Roe v. Wade, aborcja stała się legalna, ale musiała być przeprowadzona w szpitalu. Oczywiście to zostało zmienione później. W pierwszy dzień legalnej aborcji miałam omówione 5 procedur. Podczas przerw pomiędzy wizytami, odwiedził mnie szef oddziału ginekologicznego. Zapytał się mnie "Ile dzieci zamierzam dzisiaj zabić?". Moja odpowiedź ze zdenerwowania brzmiała podobnie agresywnie. Trzy miesiące później, ten neofita chrześcijański zadzwonił do mnie, by mi powiedzieć, że jest przeciwko aborcji, ale jego córka jest tylko w pierwszej klasie liceum i jest za młoda, żeby mieć dziecko i bał się, że jeśli urodziłaby to dziecko to nie chciałaby oddać je do adopcji. Odpowiedziałam, że on nie musi mi się tłumaczyć. Powiedziałam: "Jedynie, co muszę wiedzieć, to to, czy ONA chce aborcji". Dwa lata później przeprowadziłam na niej drugą aborcję podczas przerwy w czasie studiów. Podziękowała mi i powiedziała: "Proszę, nie mów mojemu ojcu, on wciąż jest przeciwko aborcji.""
"Zakonnica z Holandii raz odwiedziła klinikę aborcyjną w Beek, gdzie pracowałam w latach siedemdziesiątych. Po wejściu do poczekalni powiedziała do mnie: "Matko, co te wszystkie młode dziewczyny tutaj robią?", odpowiedziałam: "To samo, co ty.". "Brudne małe damy, odparła."."
"Miałam pacjentkę 10 lat temu, która przyjechała do Nowego Yorku z Południowej Karoliny na aborcję. Spytałam się jej, czemu przebyła taką długą drogę. Powiedziała, że jest członkinią kółka różańcowego, która nie wierzyła w aborcję i nie chciała, żeby ktoś z tej grupy wiedział, że ona miała jedną. Planowała powrócić z powrotem do tego kółka zaraz po powrocie do Południowej Karoliny."
"Miałam klientkę z Niemiec, która przy samych drzwiach zaczęła mi dziękować, wychodząc po trudnej 22-tygodniowej aborcji. Na odchodne dodała z olśniewającym uśmiechem: "I tak jesteś mordercą."."
"Pierwszy raz spotkałam się z tym fenomenem, kiedy pracowałam w klinice planowania rodziny. Wartości anti-choice tej kobiety przemawiały poprzez jej mowę ciała. Powiedziała, że jest urażona innymi kobietami w klinice aborcyjnej w poczekalni, ponieważ one używają aborcji, jako formy kontroli urodzeń, ale jej pękła prezerwatywa, więc ona nie miała wyboru! Miałam wielką trudność, by nie powiedzieć jej, że przecież ona też ma wybór i dokoła decyzji! Tak, jak inne kobiety w poczekalni."
"21 letnia kobieta i jej matka jechały 3 godziny na umówione spotkanie na przeprowadzenie aborcji. Były zaskoczone miłą obsługą kliniki, że jesteśmy tacy profesjonalni. Gdy zaczęłyśmy omawiać metody antykoncepcji, powiedziały mi, że są pro-life i że nie zgadzają się z ideą aborcji, ale pacjentka nie mogła w tym momencie utrzymać potencjalnego dziecka. Ponadto, nie potrzebuje ona antykoncepcji, ponieważ nie będzie uprawiała seksu, aż do ślubu, ze względu na swoje religijne przekonania. Zamiast się z nimi kłócić, zauważyłam w tej sytuacji okazję do dialogu. Mam nadzieję, że udało mi się zasiać "ziarno nadziei", które być może w przyszłości pomoże im rozwiązać ich konflikt pomiędzy ich wierzeniami i oczekiwaniami, a rzeczywistością."
"Miałam wczoraj 37-letnią kobietę, która była w 13 tygodniu ciąży. Powiedziała, że ona i jej mąż dyskutowali o jej ciąży przez ostatnie 2-3 miesiące. Była przeciwna aborcji, 'ale mój mąż zmusza mnie do tego'. Oczywiście powiedziałam jej, że nikt nie może jej zmusić do aborcji i że musi wybrać, czy jej ciąża, czy jej mąż są dla niej ważniejsze. Powiedziałam, że jedynie, czego chcę, to tego, co jest najlepsze dla niej i nie zrobię aborcji, dopóki się się na nią nie zgodzi. Gdy w końcu zdała sobie sprawę, że ma prawo mieć własne zdanie w tej kwestii, powiedziała: "No, cóż, umówiłam się i przyszłam, więc zróbmy to. To najlepsza decyzja." Myślę, że przynajmniej doszło do niej, że ostatecznie to była jej decyzja."
"Spotykamy kobiety pro-life w naszej klinice bez przerwy. Wiele z nich jest po prostu naiwna dopóki nie znajdzie się w sytuacji niechcianej ciąży. Wiele z nich jest złośliwa. Wiele z nich po prostu nie przemyślała swojej postawy, aż w końcu to zaczyna ich dotyczyć. One mogą osądzać innych, przyjaciół, rodzinę. Nagle są w ciąży. Nagle widzą prawdę. Że to powinna być tylko i wyłącznie ich decyzja. Niestety, wiele z nich w jakiś sposób tłumaczy sobie, że są inne, niż wszyscy i one zasługują na aborcję, a wszyscy inni nie."
20150330
Syndrom poaborcyjny, czyli... terroryzm chrześcijan cz.1
UWAGA! Tłumaczenie amatorskie. Mogą być błędy.
UWAGA! Nie odpowiadam za błędy merytoryczne autorek i autorów poniższych tekstów.
Pytanie: czy prawicowe poglądy są formą zaburzenia, bądź choroby psychicznej? Czy wyparcie, racjonalizacja, dysonans poznawczy mogą wpływać aż tak bardzo na nasze postrzeganie świata?
"Chociaż niewiele badań zostało przeprowadzonych na temat tego fenomenu, badanie przeprowadzone w roku 1981 wykazało, że 24% kobiet, które miały przeprowadzoną aborcję uważały ją za moralnie złą, a 7% kobiet, które miały aborcję nie zgodziły się z tym zdaniem: "Każda kobieta, która chce mieć aborcję powinna mieć do niej legalny dostęp". W latach 1995/1995 badanie prawie 10 000 pacjentek, które miały aborcję pokazało, że 18% tych osób jest od niedawna protestantkami. Wiele z tych kobiet jest pro-life. To badanie pokazało również, że katoliczki miały liczbę aborcji wyższą o 29%, niż protestantki. Planowane Rodzicielstwo zaznacza, że prawie połowa wszystkich aborcji dotyczy kobiet, które opisują siebie, jako nawrócone chrześcijanki, protestantki, albo katoliczki." - Planned Parenthood in America "Pro-choice Debate Handbook"
"Jedną z największych ironii Amerykańskiego społeczeństwa jest to, że większość aborcji jest przez konserwatywnych chrześcijan. Poczytajcie statystyki: 49% ciąż w tym kraju jest z wpadki, jest to poziom, który się utrzymuje od 30 lat. Połowa tych ciąż kończy się aborcją. Albo, ujmując to inaczej, ponad 90% aborcji w Stanach Zjednoczonych jest robionych z powodu niechcianych ciąż. Liczba ciąż z wpadki i liczba aborcji jest znacznie większa w Stanach Zjednoczonych, niż w innych krajach o podobnym rozwoju ekonomicznym. Tak samo z religijnością. To, że w tych dwóch dziedzinach jesteśmy "dziwakami" nie jest przypadkiem.
Trzy aspekty konserwatywnego chrześcijaństwa, które promują aborcję: pro-natalizm, obsesja na punkcie seksu oraz nacisk na praworządność, zamiast na współczucie.
(...)
Biblijne chrześcijaństwo nie jest pro-natalistyczne. Nie jest nawet pro-ludzkie życie. Steven Pinker ostatnio oszacował, że sam Stary Testament opisuje 1.2 miliona śmierci z ręki Jahwe albo jego sług. Biblia jest jednakże pro-poród. "Bądźcie owocni i rozmnażajcie się" (Księga Rodzaju 1:28), "Kobiety będą ocalone poprzez rodzenie" (1 Tm 2:15). Marcin Luter, lider protestanckiej reformacji, ujął to swoimi słowami: "Jeśli kobieta zmęczy, albo w końcu umrze podczas porodu, to jest nieważne. Należy jej pozwolić umrzeć, jak rodzi. Po to ona jest."
(...)
W czasach, gdy religie Abrahamowe powstawały, męska chęć w inwestowanie tylko w swoje potomstwo obrała formę niewolnictwa kobiet i seksizmu.
(...)
Kobiety, których przyłapano w dorosłym życiu na nieposiadaniu błony dziewiczej były mordowane przez starożytnych hebrajczyków, tak samo, jak dzisiaj są mordowane przez muzułmanów. Chrześcijańska obsesja z grzechem seksu, albo raczej z kobiecą "czystością" stworzyła Amerykański mit o dziewictwie. W porównaniu z bardziej laickimi, otwartymi społeczeństwami. Amerykańskie nastolatki zazwyczaj nie chcą antykoncepcji do roku od czasu rozpoczęcia współżycia.
(...)
Wiele wierzących wolałaby być praworządna i prawicowa, niż być w społeczności. Woleliby być konserwatywni, niż empatyczni. Woleliby być praworządni, niż rozwiązywać problemy. Woleliby być przeciwko aborcji, niż faktycznie przeciwdziałać jej.
(...)
W bardzo laickiej Holandii, to spowodowało zmniejszenie aborcji do 7 na 1000 kobiet. Jedna trzecia liczby aborcji w USA. Więc czemu Prawicowy Konserwatyści skupiają się na restrykcyjnych prawach, zamiast na dostępności do antykoncepcji? Czemu walczą o prawa człowieka dla zygot, co stoi w sprzeczności z samą istotą świadomości? Czemu są przeciwni zgodnej z medyczną wiedzą edukacją seksualną?
Dlatego, że aborcja ich tak naprawdę nie interesuje. Oni chcą czystości. Chcą praworządności. Niektórzy chcą specjalnych reproduktorów. Nawet ci, którzy świadomie nie są pro-natalistyczni są częścią myśli i strategii, które były częścią religii od samego początku jej powstania." - "3 Ways Conservative Christianity's Obsessions Promote Abortions " Valerie Tarico
"Instytut Guttmacher posiada użyteczny zbiór wykresów pokazujących stan aborcji w 2014 roku, tak a propos 40. rocznicy Roe (zalegalizowanie aborcji w USA - przyp. tłumaczki). Krótko mówiąc aborcja jest bardziej rozprzestrzeniona, niż się Amerykanom wydaje; w wieku 45 lat, prawie połowa Amerykanek będzie miała przebytą niechcianą ciążę i prawie 1/3 będzie miała aborcję. 60% kobiet, które miały aborcję, posiadały już jedno dziecko, 44% było mężatkami, albo miały partnera i 69% było niestabilne ekonomicznie. Bez względu na konserwatywną retorykę, większość aborcji jest przeprowadzona w pierwszym trymestrze i 73% kobiet, które miały aborcję były religijne." - "Who Has Abortions and Why it Matters" Jamelle Bouie
"Fakty są takie, że nieważne, jak bardzo opozycja Roe v. Wade jest przygotowana, nieważne, za jak bardzo moralnie lepsze prawicowe damy (i ich wsparcie w postaci dżentelmenów) chcą być uważane, nieważne są ich liczne wystąpienia w marszach pro-life z plakatami "liberałowie to mordercy", nieważne są ich modły w sprawie aborcji, nieważne są ich wystąpienia w Fox (konserwatywny kanał telewizyjny w USA - przyp. autorki)... jest tyle samo konserwatywnych kobiet, które robią aborcję, albo prawie tyle samo, co liberalnych kobiet.
Spójrzmy na obiektywne, apolityczne dane z bezpartyjnego Instytutu Guttmacher. Wpierw, szok. Prawie 22% wszystkich ciąż kończy się aborcją. 3/10 kobiet będzie miało aborcję w wieku 45 lat. Ponad połowa aborcji jest przeprowadzana na dwudziestolatkach. Od Roe v. Wade było przeprowadzonych prawie 50 milionów aborcji. Jak myślicie, ile tych aborcji było zrobionych na konserwatywnych kobietach? Żadna? One chcą, żebyście tak myśleli. Żadna. Bez cytowania jakiejkolwiek statystyki, naprawdę myślicie, że te wszystkie 50 milionów kobiet, które miały aborcję były liberałkami? Weźmy pod uwagę fakt, że w konserwatywnych stanach jest więcej nastoletnich ciąż, niektóre z nich kończą się aborcją i już to daje nam rzut na sytuację. I myślałem, że konserwatywne nastolatki są znaaaaacznie bardziej cnotliwe, bo wychowywane w pełnym Boga, aseksualnych domach. Jakże byłem głupi!
Musicie też wiedzieć, że 29% płodów z syndromem Downa jest abortowanych w Atlancie, największym mieście w Pasu Biblijnym (najbardziej konserwatywna część Stanów Zjednoczonych - przyp. tłumaczki). Te liczby są ciężkie to odniesienia się, ale zgaduję, że podobna liczba jest w innych stanach i miastach.
(...)
Dawno temu, klinika w Bronxie przeprowadziła wywiad z 1000 pacjentów w ostatnich roku, włączając w to protestantów, katolików i Żydów i okazało się, że 35% z nich miało przynajmniej jedną aborcję w zeszłym roku. W innym, wcześniejszym ogólnonarodowym badaniu 22% ciąż miało się kończyć aborcją. Ciekawostka: Ta liczba jest taka sama od 80 lat, bez względu na to, czy aborcja jest legalna, czy nie.
Większość aborcji jest przeprowadzana do 8 tygodnia od ostatniej miesiączki. W ósmym tygodniu płód (stadium rozwoju płodu zaczyna się od 12 tygodnia, tutaj powinna być mowa o zarodku - przyp. tłumaczki) jest wielkości zaledwie ponad połowy cala (1,6 cm - przyp. tłumaczki). Waży 0.04 uncji (1,13 grama - przyp. tłumaczki). Nic nie funkcjonuje. Komórki nerwowe dopiero się formują. Nikt nie wie jeszcze nawet, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. Słyszałem, że płód opisywany jest, jakoby miałby być wielkości fasoli. Sugerowanie, że jest to w jakikolwiek wykształcona istota ludzka jest śmieszne." - "Do As I Say Not As I Do: The Truth About the Anti-Abortion Crowd" Dennis S
"W ciągu swojego życia ciążę mogła usunąć nie mniej niż co czwarta i nie więcej niż co trzecia dorosła Polka - pisze w podsumowaniu swojego badania CBOS.
Jak pisze CBOS, "gdy przełożymy to na konkretne obywatelki, okaże się, że aborcji poddało się od 4,1 do 5,8 mln kobiet. (...) co najmniej jednokrotne przerwanie ciąży częściej deklarują kobiety gorzej wykształcone (zwłaszcza z wykształceniem podstawowym - aż 42 proc.), niezadowolone ze swej sytuacji materialnej, mające prawicowe poglądy i praktykujące religijnie." - "Co czwarta Polka przerwała ciążę" Paweł Kośmiński
"Chrześcijański pogląd na aborcję, który był cytowany przez osoby i grupy jest odpowiedzialny za groźby, napaści i mordowanie lekarzy i lekarek oraz bombardowanie ich klinik aborcyjnych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
Po 1981, członkowie takich grup, jak Armia Boga zaczęli atakować kliniki aborcyjne i lekarzy w całych Stanach Zjednoczonych. Kilka ataków terrorystycznych zostało przypisanych przez Bruce'a Hoffman'a jednostkom i grupom, które były związane z ruchami Chrześcijańska Brać i Chrześcijański Patriota, włączając w to Owce Chrystusa. Grupa nazywająca się Zatroskani Chrześcijanie została deportowana z Izraela za podejrzenia planowania ataku na święte ziemie w Jerozolimie pod koniec 1990 roku; wierzyli, że ich śmierci "doprowadzą ich do nieba".
Motyw dla anty-aborcjonisty Scott'a Roeder'a, mordercy lekarza George'a Tiller'a 31 maja 2009 był taki, że uważał on, iż aborcja nie tylko była niemoralna, ale także "formą morderstwa w zgodzie z prawem Bożym", niezależnym od prawa ludzkiego w jakimkolwiek kraju i że to jest w zgodzie z jego wierzeniami religijnymi. Grupa wspierająca Roeder'a ogłosiła, że każda siła jest "słuszna, by chronić życie nienarodzonych" i wezwała wszystkich Chrześcijan to "powstania" i "powzięcia akcji" przeciwko zagrożeniom Chrześcijaństwa i nienarodzonego życia. Eric Robert Rudolph przeprowadził bombardowanie na Centennial Olympic Park w 1996 oraz następne ataki na kliniki aborcyjne i lesbijski klub nocny. Michael Barkun, profesor Uniwersytetu Syracuse stwierdził, że Rudolph'a można wpisać w definicję "chrześcijańskiego terrorysty". James A. Aho, profesor na Uniwersytecie Idaho State, przekonywał jednak, że Rudolph'a religijne przekonania stanowiły tylko część jego motywacji. Aref M. Al-Khattar zakwalifikował Przymierze, Miecz i Ramię Pana (CSA), Akcję Defensywną, Montana Freeman i inną "chrześcijańską milicję", jako grupy, które "mogą być omawiane w kategoriach skrajnie-konserwatywnego terroryzmu", który posiada pierwiastek religijny. W 1996 roku trzej mężczyźni - Charles Barbee, Robert Berry i Jay Merelle - zostali oskarżeni o dwie napaście i bombardowania na bank, gazetę Spokane i biuro Planned Parenthood w stanie Waszyngton. Mężczyźni byli antysemitami i identyfikowali się z chrześcijańskim terroryzmem, którzy wierzyli, że Bóg chciał, by oni te agresywne ataki przeprowadzili i że te ataki przyspieszą prosnąca przewagę rasy Aryjskiej." - "Christian terrorism" Wikipedia angielska
UWAGA! Nie odpowiadam za błędy merytoryczne autorek i autorów poniższych tekstów.
Pytanie: czy prawicowe poglądy są formą zaburzenia, bądź choroby psychicznej? Czy wyparcie, racjonalizacja, dysonans poznawczy mogą wpływać aż tak bardzo na nasze postrzeganie świata?
"Chociaż niewiele badań zostało przeprowadzonych na temat tego fenomenu, badanie przeprowadzone w roku 1981 wykazało, że 24% kobiet, które miały przeprowadzoną aborcję uważały ją za moralnie złą, a 7% kobiet, które miały aborcję nie zgodziły się z tym zdaniem: "Każda kobieta, która chce mieć aborcję powinna mieć do niej legalny dostęp". W latach 1995/1995 badanie prawie 10 000 pacjentek, które miały aborcję pokazało, że 18% tych osób jest od niedawna protestantkami. Wiele z tych kobiet jest pro-life. To badanie pokazało również, że katoliczki miały liczbę aborcji wyższą o 29%, niż protestantki. Planowane Rodzicielstwo zaznacza, że prawie połowa wszystkich aborcji dotyczy kobiet, które opisują siebie, jako nawrócone chrześcijanki, protestantki, albo katoliczki." - Planned Parenthood in America "Pro-choice Debate Handbook"
"Jedną z największych ironii Amerykańskiego społeczeństwa jest to, że większość aborcji jest przez konserwatywnych chrześcijan. Poczytajcie statystyki: 49% ciąż w tym kraju jest z wpadki, jest to poziom, który się utrzymuje od 30 lat. Połowa tych ciąż kończy się aborcją. Albo, ujmując to inaczej, ponad 90% aborcji w Stanach Zjednoczonych jest robionych z powodu niechcianych ciąż. Liczba ciąż z wpadki i liczba aborcji jest znacznie większa w Stanach Zjednoczonych, niż w innych krajach o podobnym rozwoju ekonomicznym. Tak samo z religijnością. To, że w tych dwóch dziedzinach jesteśmy "dziwakami" nie jest przypadkiem.
Trzy aspekty konserwatywnego chrześcijaństwa, które promują aborcję: pro-natalizm, obsesja na punkcie seksu oraz nacisk na praworządność, zamiast na współczucie.
(...)
Biblijne chrześcijaństwo nie jest pro-natalistyczne. Nie jest nawet pro-ludzkie życie. Steven Pinker ostatnio oszacował, że sam Stary Testament opisuje 1.2 miliona śmierci z ręki Jahwe albo jego sług. Biblia jest jednakże pro-poród. "Bądźcie owocni i rozmnażajcie się" (Księga Rodzaju 1:28), "Kobiety będą ocalone poprzez rodzenie" (1 Tm 2:15). Marcin Luter, lider protestanckiej reformacji, ujął to swoimi słowami: "Jeśli kobieta zmęczy, albo w końcu umrze podczas porodu, to jest nieważne. Należy jej pozwolić umrzeć, jak rodzi. Po to ona jest."
(...)
W czasach, gdy religie Abrahamowe powstawały, męska chęć w inwestowanie tylko w swoje potomstwo obrała formę niewolnictwa kobiet i seksizmu.
(...)
Kobiety, których przyłapano w dorosłym życiu na nieposiadaniu błony dziewiczej były mordowane przez starożytnych hebrajczyków, tak samo, jak dzisiaj są mordowane przez muzułmanów. Chrześcijańska obsesja z grzechem seksu, albo raczej z kobiecą "czystością" stworzyła Amerykański mit o dziewictwie. W porównaniu z bardziej laickimi, otwartymi społeczeństwami. Amerykańskie nastolatki zazwyczaj nie chcą antykoncepcji do roku od czasu rozpoczęcia współżycia.
(...)
Wiele wierzących wolałaby być praworządna i prawicowa, niż być w społeczności. Woleliby być konserwatywni, niż empatyczni. Woleliby być praworządni, niż rozwiązywać problemy. Woleliby być przeciwko aborcji, niż faktycznie przeciwdziałać jej.
(...)
W bardzo laickiej Holandii, to spowodowało zmniejszenie aborcji do 7 na 1000 kobiet. Jedna trzecia liczby aborcji w USA. Więc czemu Prawicowy Konserwatyści skupiają się na restrykcyjnych prawach, zamiast na dostępności do antykoncepcji? Czemu walczą o prawa człowieka dla zygot, co stoi w sprzeczności z samą istotą świadomości? Czemu są przeciwni zgodnej z medyczną wiedzą edukacją seksualną?
Dlatego, że aborcja ich tak naprawdę nie interesuje. Oni chcą czystości. Chcą praworządności. Niektórzy chcą specjalnych reproduktorów. Nawet ci, którzy świadomie nie są pro-natalistyczni są częścią myśli i strategii, które były częścią religii od samego początku jej powstania." - "3 Ways Conservative Christianity's Obsessions Promote Abortions " Valerie Tarico
"Instytut Guttmacher posiada użyteczny zbiór wykresów pokazujących stan aborcji w 2014 roku, tak a propos 40. rocznicy Roe (zalegalizowanie aborcji w USA - przyp. tłumaczki). Krótko mówiąc aborcja jest bardziej rozprzestrzeniona, niż się Amerykanom wydaje; w wieku 45 lat, prawie połowa Amerykanek będzie miała przebytą niechcianą ciążę i prawie 1/3 będzie miała aborcję. 60% kobiet, które miały aborcję, posiadały już jedno dziecko, 44% było mężatkami, albo miały partnera i 69% było niestabilne ekonomicznie. Bez względu na konserwatywną retorykę, większość aborcji jest przeprowadzona w pierwszym trymestrze i 73% kobiet, które miały aborcję były religijne." - "Who Has Abortions and Why it Matters" Jamelle Bouie
"Fakty są takie, że nieważne, jak bardzo opozycja Roe v. Wade jest przygotowana, nieważne, za jak bardzo moralnie lepsze prawicowe damy (i ich wsparcie w postaci dżentelmenów) chcą być uważane, nieważne są ich liczne wystąpienia w marszach pro-life z plakatami "liberałowie to mordercy", nieważne są ich modły w sprawie aborcji, nieważne są ich wystąpienia w Fox (konserwatywny kanał telewizyjny w USA - przyp. autorki)... jest tyle samo konserwatywnych kobiet, które robią aborcję, albo prawie tyle samo, co liberalnych kobiet.
Spójrzmy na obiektywne, apolityczne dane z bezpartyjnego Instytutu Guttmacher. Wpierw, szok. Prawie 22% wszystkich ciąż kończy się aborcją. 3/10 kobiet będzie miało aborcję w wieku 45 lat. Ponad połowa aborcji jest przeprowadzana na dwudziestolatkach. Od Roe v. Wade było przeprowadzonych prawie 50 milionów aborcji. Jak myślicie, ile tych aborcji było zrobionych na konserwatywnych kobietach? Żadna? One chcą, żebyście tak myśleli. Żadna. Bez cytowania jakiejkolwiek statystyki, naprawdę myślicie, że te wszystkie 50 milionów kobiet, które miały aborcję były liberałkami? Weźmy pod uwagę fakt, że w konserwatywnych stanach jest więcej nastoletnich ciąż, niektóre z nich kończą się aborcją i już to daje nam rzut na sytuację. I myślałem, że konserwatywne nastolatki są znaaaaacznie bardziej cnotliwe, bo wychowywane w pełnym Boga, aseksualnych domach. Jakże byłem głupi!
Musicie też wiedzieć, że 29% płodów z syndromem Downa jest abortowanych w Atlancie, największym mieście w Pasu Biblijnym (najbardziej konserwatywna część Stanów Zjednoczonych - przyp. tłumaczki). Te liczby są ciężkie to odniesienia się, ale zgaduję, że podobna liczba jest w innych stanach i miastach.
(...)
Dawno temu, klinika w Bronxie przeprowadziła wywiad z 1000 pacjentów w ostatnich roku, włączając w to protestantów, katolików i Żydów i okazało się, że 35% z nich miało przynajmniej jedną aborcję w zeszłym roku. W innym, wcześniejszym ogólnonarodowym badaniu 22% ciąż miało się kończyć aborcją. Ciekawostka: Ta liczba jest taka sama od 80 lat, bez względu na to, czy aborcja jest legalna, czy nie.
Większość aborcji jest przeprowadzana do 8 tygodnia od ostatniej miesiączki. W ósmym tygodniu płód (stadium rozwoju płodu zaczyna się od 12 tygodnia, tutaj powinna być mowa o zarodku - przyp. tłumaczki) jest wielkości zaledwie ponad połowy cala (1,6 cm - przyp. tłumaczki). Waży 0.04 uncji (1,13 grama - przyp. tłumaczki). Nic nie funkcjonuje. Komórki nerwowe dopiero się formują. Nikt nie wie jeszcze nawet, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. Słyszałem, że płód opisywany jest, jakoby miałby być wielkości fasoli. Sugerowanie, że jest to w jakikolwiek wykształcona istota ludzka jest śmieszne." - "Do As I Say Not As I Do: The Truth About the Anti-Abortion Crowd" Dennis S
"W ciągu swojego życia ciążę mogła usunąć nie mniej niż co czwarta i nie więcej niż co trzecia dorosła Polka - pisze w podsumowaniu swojego badania CBOS.
Jak pisze CBOS, "gdy przełożymy to na konkretne obywatelki, okaże się, że aborcji poddało się od 4,1 do 5,8 mln kobiet. (...) co najmniej jednokrotne przerwanie ciąży częściej deklarują kobiety gorzej wykształcone (zwłaszcza z wykształceniem podstawowym - aż 42 proc.), niezadowolone ze swej sytuacji materialnej, mające prawicowe poglądy i praktykujące religijnie." - "Co czwarta Polka przerwała ciążę" Paweł Kośmiński
"Chrześcijański pogląd na aborcję, który był cytowany przez osoby i grupy jest odpowiedzialny za groźby, napaści i mordowanie lekarzy i lekarek oraz bombardowanie ich klinik aborcyjnych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
Po 1981, członkowie takich grup, jak Armia Boga zaczęli atakować kliniki aborcyjne i lekarzy w całych Stanach Zjednoczonych. Kilka ataków terrorystycznych zostało przypisanych przez Bruce'a Hoffman'a jednostkom i grupom, które były związane z ruchami Chrześcijańska Brać i Chrześcijański Patriota, włączając w to Owce Chrystusa. Grupa nazywająca się Zatroskani Chrześcijanie została deportowana z Izraela za podejrzenia planowania ataku na święte ziemie w Jerozolimie pod koniec 1990 roku; wierzyli, że ich śmierci "doprowadzą ich do nieba".
Motyw dla anty-aborcjonisty Scott'a Roeder'a, mordercy lekarza George'a Tiller'a 31 maja 2009 był taki, że uważał on, iż aborcja nie tylko była niemoralna, ale także "formą morderstwa w zgodzie z prawem Bożym", niezależnym od prawa ludzkiego w jakimkolwiek kraju i że to jest w zgodzie z jego wierzeniami religijnymi. Grupa wspierająca Roeder'a ogłosiła, że każda siła jest "słuszna, by chronić życie nienarodzonych" i wezwała wszystkich Chrześcijan to "powstania" i "powzięcia akcji" przeciwko zagrożeniom Chrześcijaństwa i nienarodzonego życia. Eric Robert Rudolph przeprowadził bombardowanie na Centennial Olympic Park w 1996 oraz następne ataki na kliniki aborcyjne i lesbijski klub nocny. Michael Barkun, profesor Uniwersytetu Syracuse stwierdził, że Rudolph'a można wpisać w definicję "chrześcijańskiego terrorysty". James A. Aho, profesor na Uniwersytecie Idaho State, przekonywał jednak, że Rudolph'a religijne przekonania stanowiły tylko część jego motywacji. Aref M. Al-Khattar zakwalifikował Przymierze, Miecz i Ramię Pana (CSA), Akcję Defensywną, Montana Freeman i inną "chrześcijańską milicję", jako grupy, które "mogą być omawiane w kategoriach skrajnie-konserwatywnego terroryzmu", który posiada pierwiastek religijny. W 1996 roku trzej mężczyźni - Charles Barbee, Robert Berry i Jay Merelle - zostali oskarżeni o dwie napaście i bombardowania na bank, gazetę Spokane i biuro Planned Parenthood w stanie Waszyngton. Mężczyźni byli antysemitami i identyfikowali się z chrześcijańskim terroryzmem, którzy wierzyli, że Bóg chciał, by oni te agresywne ataki przeprowadzili i że te ataki przyspieszą prosnąca przewagę rasy Aryjskiej." - "Christian terrorism" Wikipedia angielska
20140610
Być mordercą i nazwać się "pro-life" - czyli poradnik, jak manipulować ludźmi
To tak naprawdę nie będzie poradnik.
To będzie luźna notka. Trochę chaotyczna. Trochę dziwna. To nie będzie żadna zachęta do dyskusji, tylko moje luźne myśli. Nic nie będę udowadniać i co więcej: nie muszę tego robić. Tak, nawiążę do pro-life i o to, o co mi chodzi w tytule, ale skupię się też na czymś bardziej ogólnym.
W historii ludzkości mieliśmy różnych zbrodniarzy, których łączyła jedna rzecz: wszyscy uważali, że mają wspaniałą receptę na wszystkie problemy. Prostą. Skuteczną. Nieskomplikowaną. Pewną. Taką, która nie zawiedzie. Tego typu gadki i przemowy zawierające te elementy przeprowadzał Hitler, na przykład. Były one niezwykle skuteczne. Czemu?
Znaczy wiecie, nie znam wszystkich zbrodniarzy na świecie, ja bazuję na Hitlerze i Stalinie. Akurat historię Hitlera znam lepiej, niż Stalina, a wiem, jak on prowadził przemówienia. Wiem w co "uderzał", tak by psychika Niemek i Niemców rozpuściła się pod wpływem orgastycznych spazmów.
Świat jest czarno-biały. Ci z zewnątrz co ci źli, ci z wewnątrz to dobrzy, no chyba przyłączą się do tamtych, a więc oni nie są już naszymi tylko wrogami. Wieczne poczucie zagrożenia i niepewności życiowej. Brak wiary, że będzie lepiej. Marzenie, tęsknota za "starym porządkiem", to co nowe, to co inne jest przerażające. Strach przed kobietami. Bardzo mała tolerancja dla wolności osobistej i ogólnie jakiejkolwiek wolności. Dlaczego brak tolerancji dla wolności, spytacie się? Wolność oznacza brak pewności. Wolność oznacza wybór. Wybór oznacza niepewność, ryzyko, obciążenie mózgu myśleniem, co jest dla mnie dobre, co ja chcę i tak dalej. To jest logiczne - wybór i wolność oznaczają ryzyko i pewien margines błędu. Moralność czarno-biała, czyli to na pewno złe na 100%, my najlepsi znamy dobro i zło. Jasna, nierelatywna, wypaczona pseudo "moralność".
Jeżeli człowiek jest niepewny siebie, boi się innych, inności, jest ksenofobem, jest nieszczęśliwy, nie wierzy, że umie sobie samodzielnie poradzić to będzie chciał to zmienić. Jego psychika nastawiona jest na zniwelowanie wysokiego poziomu stresu wywołanego ogólnie NIEZNANYM.
Ogólnie strach u ludzi bierze się z nieznanego. Jak wiemy, co będzie, nieważne jak bardzo beznadziejna ta przyszłość będzie, to się tak nie boimy (no chyba, że łączy się to z tym, że umrzemy, ale to bardziej się wtedy łączy ze strachem wobec śmierci). To oczywiste. Politycy, którzy podkreślają, że wszystko wiedzą, są pewni siebie, charyzmatyczni, zdają się znać odpowiedzi na wszystkie pytania, mieć proste rozwiązania na wszystkie problemy i bolączki obywateli są przez ludzi posiadający poczucie zagrożenia postrzegani, jako wybawiciele. Problem polega na tym, że nie ma solucji na wszystko. Nie ma solucji na idealne społeczeństwo i nigdy nie będzie. Ludzka psychika, zwłaszcza męska, nie zauważa tego i zdaje się wręcz lgnąć do męskich autorytetów, którzy potrafią z pewnością w głosie odpowiedzieć WIEM, wyśmiać oponenta kretyńskimi argumentami - nawet jeżeli odpowiedź zmyślają, kłamią w żywe oczy. Osoby konserwatywne potrzebują "zamknięcia" sprawy, ich psychika nasączona w strachu potrzebuje wręcz zapewnień o prostych rozwiązaniach sprawy, jakiegoś porządku. Konserwatyści potrzebują szufladkowania dla zdrowia psychicznego, mimo, że z natury są nienormalni.
Polska dla Polaków!
W to właśnie uderzał Hitler. Za Hitlera kobiety straciły wiele ze swoich wywalczonych ciężko praw. Zastanawia Was dlaczego? Dlaczego konserwatywni mężczyźni boją się kobiet? Skąd to się bierze? Czemu widzą rzeczywistość, jako czarno-białą?
Precz z pedalstwem!
Nawiązując teraz do konserwatywnego liberalizmu - uważam, że jest to jedna z bardziej absurdalnych form konserwatyzmu. Ten pogląd jest absolutnie niespójny i niemożliwe jest zachowanie wolności gospodarczej przy konserwatyzmie społecznym, bo tak ludzka psychika nie działa. Ba! Tak nie działa zwykły rozsądek, a co dopiero rozpatrywać to na poziomie psychologicznym!
Widzicie, kiedyś widziałam taki tekst, tudzież przykład który miał wyjaśniać tę "pozorny" brak logiki (ekhm) - żeby nie było nie pamiętam dokładnie cytatu, więc napiszę, jak brzmiał sens wypowiedzi konserwatywnego liberała:
W aptece będą sprzedawane tabletki poronne i antykoncepcyjne, ale kobieta żyjąca w konserwatywnym społeczeństwie i tak nie będzie mogła ich kupić, ze względu na ostracyzm społeczny - no kurwa geniusz.
W jego mniemaniu miało to świadczyć o logicznej spójności konserwatyzmu liberalnego, czy jak to się nazywa. Chuj z tym, że to całkowicie wbrew wolnemu rynkowi, bo jakim prawem miałyby te środki być w aptece, skoro nie byłoby na nie popytu?
Ja nie wiem, tym facetom wydaje się, że Korwin-Mikke im złote góry przyniesie, czy jak? Powiem Wam, jakby Korwin doszedł do szczytu władzy, co by się stało. Gówno. Nic by się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, możliwe, że ten starzec z demencją rozpętałby III wojnę światową. Wiecie, co zrobi Korwin jak podeszlibyście do niego i powiedzieli, że dalej jesteście biedni i dalej żadna dziewczyna Was nie chce? Powiedziałby, że taki jest wolny rynek i że świat jest niesprawiedliwy. Jako konserwatywni liberałowie powinniście się z tym z resztą pogodzić.
Swoją drogą bawi mnie to, że Korwin tak pierdoli o wolnym rynku, a sam nie rozumie jego zasad i się do nich nie stosuje. Oczywiście brak popularności swojej partii i krytykę swoich poglądów zwala na polaczków-debilów. Nie przyjdzie mu do głowy to, żeby zmienić formułę jego partii, nie wiem, PR, sposobu wypowiedzi i tak dalej. Nie, nie! To lewackie media winne! Wszyscy są za jego porażki odpowiedzialni, tylko nie on, król!
Problem polega na tym, że szeroko pojęty konserwatyzm jest oparty na EMOCJACH. I nie chodzi mi tutaj o jakąś miłość do ojczyzny, miłość do rodziny. Nie. Z resztą konserwatyści tak naprawdę nie czują tego - sprawa ich trochę złożona, ale wierzcie mi, że jak oni nie mówią o miłości do ojczyzny to nie mają wcale miłości na myśli.
Nie wierzcie Korwinowi. Jeżeli on doszedłby do władzy nie byłoby wolności. Nie łudźcie się. Głosujecie na niego, bo wierzycie, że on rozwiąże Wasze problemy i ukoi Wasza psychikę (nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale tak jest). Myślicie, że jego poglądy są lekiem na Wasze problemy, bolączki i tak dalej. Oczywiście będziecie twierdzić, że nie i tak dalej, ale czyż nie jest tak, że po to właśnie w ogóle na niego głosujecie, bo szukacie jakiegoś rozwiązania? On Wam emocjonalnie podpasował. Zmanipulował Was i daliście się nabrać. On nie proponuje żadnego rozwiązania i nie będzie proponował. To konserwatywny, bogaty, biały, heteroseksualny mężczyzna - to osoba, która wygrała na życiowej loterii. Myślicie, że biedaki polaki cebulaki go obchodzą? Raz Korwin powiedział: "My, konserwatywni liberałowie wiemy, że świat jest niesprawiedliwy". Dokładnie to samo Wam powie, jak zaczniecie na niego narzekać. Będziecie, prawdopodobnie biedni, bo on jako król (wiecie, twarda, mocna ręka, a nie jakieś pedalstwo rozmyte, nie wiadomo co) wszystko weźmie dla siebie - tak działają dyktatorzy. Wam się będzie wydawało, że jest kurwa zajebiście, bo ktoś Was regularnie bije po mordzie i poniża - twarda ręka, przypominam.
To swoisty paradoks, bo sądzicie, że wychodzicie z założenia, że człowiek jest kowalem swojego losu - tak byście i odpowiedzieli na moje zarzuty. Jest to iluzja oczywiście, bo nie dlatego głosujecie na Korwina. Gdybyście naprawdę wierzyli, że człowiek jest kowalem swojego losu, sami byście coś zrobili i polepszyli swój byt - skoro Wam to nie wychodzi logiczne chyba jest, że czujecie, że nie macie wpływ na swoje życie, prawda? Racjonalnie wychodzi Wam, że tak, owszem, jesteście kowalami! Jak najbardziej! Tylko... jakoś tak ciężko Wam w życiu. Nie umiecie sobie poradzić z własną firmą. Nie umiecie się usamodzielnić. Ot, paradoks.
Oczywiście Korwin nie jest jedynym takim politykiem. Jest wielu innych podobnych do niego. Zwracam na niego uwagę, bo interesuje mnie psychologia jego zwolenników, jednak nie tylko - równie dobrze mogłabym pisać o neo-nazistach, nacjonalistach, Młodzieży Wszechpolskiej i tak dalej - dlatego, że ci niezaradni i skrzywieni psychicznie, młodzi mężczyźni przerażeni niepewnym jutrem, czujący się oszukani, nierozumiejący rzeczywistości mają te sama psychikę. Są między nimi niby jakieś różnice, jednak nie dajcie się nabrać. To iluzja.
Niedoruchane feminazistki!
To irracjonalne. Nie można pogodzić konserwatyzmu i wolności. Zapomnijcie. Tak samo nacjonalizm nie jest wyjściem, szmato. Tak do Ciebie mówię, łysa dziwko. Jestem pewna, że tylko po to organizujecie te marsze Niepodległości, żeby tylko pomacać po dupie spocone ciała swoich kolegów. Hipokryci.
Wróćmy na chwile do Hitlera. Widzicie, jest coś szczególnego w postawie jaką on reprezentował i jego zwolennicy. Otóż oni wcale nie uważali, że atakują kogokolwiek. Oni uważali, że się bronią rozpętując II wojnę światową. Naprawdę. Co mogło stanowić tak wielkie zagrożenie dla Niemiec, że zdecydowały się zrobić obozy zagłady, że przejęły ideologię rasy panów, że zaatakowały Polskę? Wiecie, Hitler miał bardzo dobre podstawy dla swojej ideologii, jak myślicie dlaczego? Odpowiedzi na moje pytania nie trzeba szukać daleko. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, posłuchać. Poserfować po Internecie, który stanowi odbicie mentalności ludzi i niczym lustro odbija naszą nie-wirtualną rzeczywistość.
Rasizm. Antysemityzm. Seksizm. Konserwatyzm. Pro-life. Homofobia. Ksenofobia. Na pewno spotkaliście w Internecie faceta (rzadziej kobietę), który posiada przynajmniej jedną z wyżej wymienionych cech, tudzież poglądów. Dla nich, autentycznie, to wszystko, szeroko pojęte "lewactwo" jest ZAGROŻENIEM. Przed którym trzeba się bronić i należy podjąć ZDECYDOWANE, TWARDE, MOCNE, MĘSKIE kroki! Ci rozhisteryzowani mężczyźni uważają, że, na przykład, feministki zagrażają im. Wiecie... CYWILIZACJA ŚMIERCI. Wow! Cóż za ostre słowa rozchwianej emocjonalnie osoby! Myślę, że wiecie, o co mi chodzi.
Wiecie, taki chrześcijański teolog wyznawał wspaniałą filozofię: wszystkie wymagania, które masz w stosunku do ludzi są TWOIM problemem, nie ich. To twój problem, że ci przeszkadzają. Inni ludzie nie istnieją po to, by spełniać Twoje wymagania. Naprawdę. Świat nie jest czarno-biały. Życie nie jest proste. Pogódź się z tym. Polecam tę ideologię, serio, serio.
Konserwatyści w tym pro-life uważają, że dziecko jest własnością rodziców. Rodzice mogą robić, co zechcą z dzieckiem - nawet bić się i znęcać. Ba! Słyszałam u nich nawet głosy braku sprzeciwu wobec zamordowania dziecka. Prawicowcy wręcz oburzają się, gdy Państwo zabiera dzieci rodzinie, która się nad nimi znęcała. Co więcej, oburzają się na konwencję dotyczącą znęcania się mężczyzn wobec kobiet i jawnie chwalą się tym, że leją swoje żony, a wręcz to publicznie zalecają. Także, kim są ci prawicowcy - dobrze wiemy.
Jebane kurwy lewackie...
Zastanawiam się, jaki mind-fuck musieli mieć pro-life w momencie, gdy dowiedzieli się, że 11-latka, dziecko przecież, które nie ma żadnych praw wg ich ideologii i jest własnością rodziców, które nie może o sobie decydować będzie miało przeprowadzoną aborcję - legalną, za zgodą jej rodziców. Bo oni tak chcą. Nagle okazuje się, że wg prawicowców rodzice nie są właścicielami dziecka, ta męska, żelazna logika. Aha, zaraz, zaraz, no chyba, że płód ma większe prawa, niż dziecko wg pro-life - to się wtedy zgadza, że oni chcą żeby dziecko było w ciąży i ten płód urodziło. Ba! Okazuje się, że płód stoi też ponad dorosłym człowiekiem i ponad prawem prawicowym, które głosi niewolnictwo dziecka - przecież to rodzice dziecka zadecydowali o aborcji (czyli jego teoretyczni właściciele) i uwaga, uwaga - SĄD. Czyżby prawicowi fanatycy uważają prawo polskie za nieważne? Cóż za paradoks - niby tacy patrioci, ale jak przyjdzie co do czego to nie maja problemy z nierespektowaniem prawa Polskiego. Czy są na sali konserwatywni teolodzy, którzy mogliby "logicznie" swoje poglądy uzasadnić?
Przecież to się w ogóle kupy nie trzyma.
Pro-life są nielogiczni. Tak, jak wszyscy konserwatyści opierają swoje opinie o emocje, uczucia. Nie można z nimi dyskutować logicznie i racjonalnie. Trzeba uderzyć w emocjonalny ton - przynajmniej moim zdaniem. I poważnie zastanawiam się, czy jest sens z nimi dyskusja z "lewackimi" argumentami i nie dziwię się, że taka retoryka nie przynosi skutku - wolność wyboru, wiara w siebie i poczucie, że jest się kowalem swojego losu: te uczucia są nieznane konserwom i nie rozumieją o czym mowa i się wzbraniają przed nimi. Można by po prostu ich traktować tak, jak chcą, a nie po lewacku. Odstrzeliwać (tak uważają, poważnie, nie wszyscy, ale są fani Korei Północnej i "twardej", "mocnej" ręki jakiegoś dyktatora). Trzymać ich "za mordę", nie pozwalać na wolność. Oni nie chcą wolności, oni chcą wskazanej konkretnej drogi, konkretnego "rozwiązania" ich żałosnej egzystencji. Sami z resztą to chcą, głosząc rzeczy godne władcy Korei Północnej, albo Hitlera.
W ogóle ta sprawa 11 latki i tej kobiety, której dziecko nie ma mózgu, ale musi urodzić, bo lekarz odmówił przeprowadzenia aborcji przypomina mi to, że żyję w kraju wyznaniowym, takim Iranie. Rozwala mnie straszenie Islamem, skoro u nas kobiety mają tak samo przesrane. Nie musimy nosić burek mówicie. No dziękuję za łaskę, pojebańcu. Jest za to coś takiego, jak mandat za pokazywanie cycków. Faceci nie płacą. Kobiety w Polsce mają zakaz pokazywania piersi. Pytam się: czy jak przedłużę łańcuch niewolnikowi z 2 do 5 metrów, to znaczy, że jest on wolny?
Pro-life wydaje się, że oni czegoś bronią. Że oni stoją na straży moralności, a w rzeczywistości, tak samo, jak inni źli ludzie znający receptę na wszystko są zwykłymi barbarzyńcami.
Szczerze? Nienawidzę konserwatystów. Boję się ich. To są nieobliczalni, źli ludzie to szpiku kości. Nie mają kontroli nad swoimi lękami i uprzedzeniami. Tacy wariaci, tylko jest ich zbyt dużo, żeby uznać ich za wariatów. Mają jakieś urojone lęki, nie umieją myśleć logicznie.
Wiecie, oni doszli do władzy w XX wieku. Naziści i inni popierdoleńcy. Nie mieli technologii, która jest dzisiaj, a jakie zniszczenia zdążyli w ciągu paru lat zrobić. Rozhisteryzowani mężczyźni mają dzisiaj o wiele większe pole do ekspresji swojego przerażenia. Nazistów i dzisiejszych konserwatystów społecznych (czy to religijny, czy to "wolnościowych") łączy jedno - ta sama struktura psychiczna. Jeśli udałoby się im dojść do władzy nie byłoby wolności gospodarczej, nie byłoby żadnej wolności. "Niewierni" byliby mordowani, granice zamknięte, a dla reszty przeznaczony jedna forma życia - zapewne wojskowa, ale to tylko jeśli byście byli mężczyznami. W innym przypadku, w przypadku bycia kobietą, byłybyście skierowane do fabryk macior, przypięte do taśmy i byłybyście wielokrotnie gwałcone, po czym zapłodnione, po czym karmiliby Was przez rurkę. Przesadzam? A czy można mówić o jakimkolwiek braku przesady w przewidywaniu zachowania ludzi, którzy są zdolni do wytworzenia specjalnych ośrodków, w których masowo morduje się ludzi? Naprawdę myślicie, że w dobie bezdzietnych z wyboru i ujemnego przyrostu naturalnego mężczyźni traktowaliby Was z szacunkiem? Już teraz nie traktują, co dowodzą ostatnie wydarzenia w naszym kraju.
To będzie luźna notka. Trochę chaotyczna. Trochę dziwna. To nie będzie żadna zachęta do dyskusji, tylko moje luźne myśli. Nic nie będę udowadniać i co więcej: nie muszę tego robić. Tak, nawiążę do pro-life i o to, o co mi chodzi w tytule, ale skupię się też na czymś bardziej ogólnym.
W historii ludzkości mieliśmy różnych zbrodniarzy, których łączyła jedna rzecz: wszyscy uważali, że mają wspaniałą receptę na wszystkie problemy. Prostą. Skuteczną. Nieskomplikowaną. Pewną. Taką, która nie zawiedzie. Tego typu gadki i przemowy zawierające te elementy przeprowadzał Hitler, na przykład. Były one niezwykle skuteczne. Czemu?
Znaczy wiecie, nie znam wszystkich zbrodniarzy na świecie, ja bazuję na Hitlerze i Stalinie. Akurat historię Hitlera znam lepiej, niż Stalina, a wiem, jak on prowadził przemówienia. Wiem w co "uderzał", tak by psychika Niemek i Niemców rozpuściła się pod wpływem orgastycznych spazmów.
Świat jest czarno-biały. Ci z zewnątrz co ci źli, ci z wewnątrz to dobrzy, no chyba przyłączą się do tamtych, a więc oni nie są już naszymi tylko wrogami. Wieczne poczucie zagrożenia i niepewności życiowej. Brak wiary, że będzie lepiej. Marzenie, tęsknota za "starym porządkiem", to co nowe, to co inne jest przerażające. Strach przed kobietami. Bardzo mała tolerancja dla wolności osobistej i ogólnie jakiejkolwiek wolności. Dlaczego brak tolerancji dla wolności, spytacie się? Wolność oznacza brak pewności. Wolność oznacza wybór. Wybór oznacza niepewność, ryzyko, obciążenie mózgu myśleniem, co jest dla mnie dobre, co ja chcę i tak dalej. To jest logiczne - wybór i wolność oznaczają ryzyko i pewien margines błędu. Moralność czarno-biała, czyli to na pewno złe na 100%, my najlepsi znamy dobro i zło. Jasna, nierelatywna, wypaczona pseudo "moralność".
Jeżeli człowiek jest niepewny siebie, boi się innych, inności, jest ksenofobem, jest nieszczęśliwy, nie wierzy, że umie sobie samodzielnie poradzić to będzie chciał to zmienić. Jego psychika nastawiona jest na zniwelowanie wysokiego poziomu stresu wywołanego ogólnie NIEZNANYM.
Ogólnie strach u ludzi bierze się z nieznanego. Jak wiemy, co będzie, nieważne jak bardzo beznadziejna ta przyszłość będzie, to się tak nie boimy (no chyba, że łączy się to z tym, że umrzemy, ale to bardziej się wtedy łączy ze strachem wobec śmierci). To oczywiste. Politycy, którzy podkreślają, że wszystko wiedzą, są pewni siebie, charyzmatyczni, zdają się znać odpowiedzi na wszystkie pytania, mieć proste rozwiązania na wszystkie problemy i bolączki obywateli są przez ludzi posiadający poczucie zagrożenia postrzegani, jako wybawiciele. Problem polega na tym, że nie ma solucji na wszystko. Nie ma solucji na idealne społeczeństwo i nigdy nie będzie. Ludzka psychika, zwłaszcza męska, nie zauważa tego i zdaje się wręcz lgnąć do męskich autorytetów, którzy potrafią z pewnością w głosie odpowiedzieć WIEM, wyśmiać oponenta kretyńskimi argumentami - nawet jeżeli odpowiedź zmyślają, kłamią w żywe oczy. Osoby konserwatywne potrzebują "zamknięcia" sprawy, ich psychika nasączona w strachu potrzebuje wręcz zapewnień o prostych rozwiązaniach sprawy, jakiegoś porządku. Konserwatyści potrzebują szufladkowania dla zdrowia psychicznego, mimo, że z natury są nienormalni.
Polska dla Polaków!
W to właśnie uderzał Hitler. Za Hitlera kobiety straciły wiele ze swoich wywalczonych ciężko praw. Zastanawia Was dlaczego? Dlaczego konserwatywni mężczyźni boją się kobiet? Skąd to się bierze? Czemu widzą rzeczywistość, jako czarno-białą?
Precz z pedalstwem!
Nawiązując teraz do konserwatywnego liberalizmu - uważam, że jest to jedna z bardziej absurdalnych form konserwatyzmu. Ten pogląd jest absolutnie niespójny i niemożliwe jest zachowanie wolności gospodarczej przy konserwatyzmie społecznym, bo tak ludzka psychika nie działa. Ba! Tak nie działa zwykły rozsądek, a co dopiero rozpatrywać to na poziomie psychologicznym!
Widzicie, kiedyś widziałam taki tekst, tudzież przykład który miał wyjaśniać tę "pozorny" brak logiki (ekhm) - żeby nie było nie pamiętam dokładnie cytatu, więc napiszę, jak brzmiał sens wypowiedzi konserwatywnego liberała:
W aptece będą sprzedawane tabletki poronne i antykoncepcyjne, ale kobieta żyjąca w konserwatywnym społeczeństwie i tak nie będzie mogła ich kupić, ze względu na ostracyzm społeczny - no kurwa geniusz.
W jego mniemaniu miało to świadczyć o logicznej spójności konserwatyzmu liberalnego, czy jak to się nazywa. Chuj z tym, że to całkowicie wbrew wolnemu rynkowi, bo jakim prawem miałyby te środki być w aptece, skoro nie byłoby na nie popytu?
Ja nie wiem, tym facetom wydaje się, że Korwin-Mikke im złote góry przyniesie, czy jak? Powiem Wam, jakby Korwin doszedł do szczytu władzy, co by się stało. Gówno. Nic by się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, możliwe, że ten starzec z demencją rozpętałby III wojnę światową. Wiecie, co zrobi Korwin jak podeszlibyście do niego i powiedzieli, że dalej jesteście biedni i dalej żadna dziewczyna Was nie chce? Powiedziałby, że taki jest wolny rynek i że świat jest niesprawiedliwy. Jako konserwatywni liberałowie powinniście się z tym z resztą pogodzić.
Swoją drogą bawi mnie to, że Korwin tak pierdoli o wolnym rynku, a sam nie rozumie jego zasad i się do nich nie stosuje. Oczywiście brak popularności swojej partii i krytykę swoich poglądów zwala na polaczków-debilów. Nie przyjdzie mu do głowy to, żeby zmienić formułę jego partii, nie wiem, PR, sposobu wypowiedzi i tak dalej. Nie, nie! To lewackie media winne! Wszyscy są za jego porażki odpowiedzialni, tylko nie on, król!
Problem polega na tym, że szeroko pojęty konserwatyzm jest oparty na EMOCJACH. I nie chodzi mi tutaj o jakąś miłość do ojczyzny, miłość do rodziny. Nie. Z resztą konserwatyści tak naprawdę nie czują tego - sprawa ich trochę złożona, ale wierzcie mi, że jak oni nie mówią o miłości do ojczyzny to nie mają wcale miłości na myśli.
Nie wierzcie Korwinowi. Jeżeli on doszedłby do władzy nie byłoby wolności. Nie łudźcie się. Głosujecie na niego, bo wierzycie, że on rozwiąże Wasze problemy i ukoi Wasza psychikę (nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale tak jest). Myślicie, że jego poglądy są lekiem na Wasze problemy, bolączki i tak dalej. Oczywiście będziecie twierdzić, że nie i tak dalej, ale czyż nie jest tak, że po to właśnie w ogóle na niego głosujecie, bo szukacie jakiegoś rozwiązania? On Wam emocjonalnie podpasował. Zmanipulował Was i daliście się nabrać. On nie proponuje żadnego rozwiązania i nie będzie proponował. To konserwatywny, bogaty, biały, heteroseksualny mężczyzna - to osoba, która wygrała na życiowej loterii. Myślicie, że biedaki polaki cebulaki go obchodzą? Raz Korwin powiedział: "My, konserwatywni liberałowie wiemy, że świat jest niesprawiedliwy". Dokładnie to samo Wam powie, jak zaczniecie na niego narzekać. Będziecie, prawdopodobnie biedni, bo on jako król (wiecie, twarda, mocna ręka, a nie jakieś pedalstwo rozmyte, nie wiadomo co) wszystko weźmie dla siebie - tak działają dyktatorzy. Wam się będzie wydawało, że jest kurwa zajebiście, bo ktoś Was regularnie bije po mordzie i poniża - twarda ręka, przypominam.
To swoisty paradoks, bo sądzicie, że wychodzicie z założenia, że człowiek jest kowalem swojego losu - tak byście i odpowiedzieli na moje zarzuty. Jest to iluzja oczywiście, bo nie dlatego głosujecie na Korwina. Gdybyście naprawdę wierzyli, że człowiek jest kowalem swojego losu, sami byście coś zrobili i polepszyli swój byt - skoro Wam to nie wychodzi logiczne chyba jest, że czujecie, że nie macie wpływ na swoje życie, prawda? Racjonalnie wychodzi Wam, że tak, owszem, jesteście kowalami! Jak najbardziej! Tylko... jakoś tak ciężko Wam w życiu. Nie umiecie sobie poradzić z własną firmą. Nie umiecie się usamodzielnić. Ot, paradoks.
Oczywiście Korwin nie jest jedynym takim politykiem. Jest wielu innych podobnych do niego. Zwracam na niego uwagę, bo interesuje mnie psychologia jego zwolenników, jednak nie tylko - równie dobrze mogłabym pisać o neo-nazistach, nacjonalistach, Młodzieży Wszechpolskiej i tak dalej - dlatego, że ci niezaradni i skrzywieni psychicznie, młodzi mężczyźni przerażeni niepewnym jutrem, czujący się oszukani, nierozumiejący rzeczywistości mają te sama psychikę. Są między nimi niby jakieś różnice, jednak nie dajcie się nabrać. To iluzja.
Niedoruchane feminazistki!
To irracjonalne. Nie można pogodzić konserwatyzmu i wolności. Zapomnijcie. Tak samo nacjonalizm nie jest wyjściem, szmato. Tak do Ciebie mówię, łysa dziwko. Jestem pewna, że tylko po to organizujecie te marsze Niepodległości, żeby tylko pomacać po dupie spocone ciała swoich kolegów. Hipokryci.
Wróćmy na chwile do Hitlera. Widzicie, jest coś szczególnego w postawie jaką on reprezentował i jego zwolennicy. Otóż oni wcale nie uważali, że atakują kogokolwiek. Oni uważali, że się bronią rozpętując II wojnę światową. Naprawdę. Co mogło stanowić tak wielkie zagrożenie dla Niemiec, że zdecydowały się zrobić obozy zagłady, że przejęły ideologię rasy panów, że zaatakowały Polskę? Wiecie, Hitler miał bardzo dobre podstawy dla swojej ideologii, jak myślicie dlaczego? Odpowiedzi na moje pytania nie trzeba szukać daleko. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, posłuchać. Poserfować po Internecie, który stanowi odbicie mentalności ludzi i niczym lustro odbija naszą nie-wirtualną rzeczywistość.
Rasizm. Antysemityzm. Seksizm. Konserwatyzm. Pro-life. Homofobia. Ksenofobia. Na pewno spotkaliście w Internecie faceta (rzadziej kobietę), który posiada przynajmniej jedną z wyżej wymienionych cech, tudzież poglądów. Dla nich, autentycznie, to wszystko, szeroko pojęte "lewactwo" jest ZAGROŻENIEM. Przed którym trzeba się bronić i należy podjąć ZDECYDOWANE, TWARDE, MOCNE, MĘSKIE kroki! Ci rozhisteryzowani mężczyźni uważają, że, na przykład, feministki zagrażają im. Wiecie... CYWILIZACJA ŚMIERCI. Wow! Cóż za ostre słowa rozchwianej emocjonalnie osoby! Myślę, że wiecie, o co mi chodzi.
Wiecie, taki chrześcijański teolog wyznawał wspaniałą filozofię: wszystkie wymagania, które masz w stosunku do ludzi są TWOIM problemem, nie ich. To twój problem, że ci przeszkadzają. Inni ludzie nie istnieją po to, by spełniać Twoje wymagania. Naprawdę. Świat nie jest czarno-biały. Życie nie jest proste. Pogódź się z tym. Polecam tę ideologię, serio, serio.
Konserwatyści w tym pro-life uważają, że dziecko jest własnością rodziców. Rodzice mogą robić, co zechcą z dzieckiem - nawet bić się i znęcać. Ba! Słyszałam u nich nawet głosy braku sprzeciwu wobec zamordowania dziecka. Prawicowcy wręcz oburzają się, gdy Państwo zabiera dzieci rodzinie, która się nad nimi znęcała. Co więcej, oburzają się na konwencję dotyczącą znęcania się mężczyzn wobec kobiet i jawnie chwalą się tym, że leją swoje żony, a wręcz to publicznie zalecają. Także, kim są ci prawicowcy - dobrze wiemy.
Jebane kurwy lewackie...
Zastanawiam się, jaki mind-fuck musieli mieć pro-life w momencie, gdy dowiedzieli się, że 11-latka, dziecko przecież, które nie ma żadnych praw wg ich ideologii i jest własnością rodziców, które nie może o sobie decydować będzie miało przeprowadzoną aborcję - legalną, za zgodą jej rodziców. Bo oni tak chcą. Nagle okazuje się, że wg prawicowców rodzice nie są właścicielami dziecka, ta męska, żelazna logika. Aha, zaraz, zaraz, no chyba, że płód ma większe prawa, niż dziecko wg pro-life - to się wtedy zgadza, że oni chcą żeby dziecko było w ciąży i ten płód urodziło. Ba! Okazuje się, że płód stoi też ponad dorosłym człowiekiem i ponad prawem prawicowym, które głosi niewolnictwo dziecka - przecież to rodzice dziecka zadecydowali o aborcji (czyli jego teoretyczni właściciele) i uwaga, uwaga - SĄD. Czyżby prawicowi fanatycy uważają prawo polskie za nieważne? Cóż za paradoks - niby tacy patrioci, ale jak przyjdzie co do czego to nie maja problemy z nierespektowaniem prawa Polskiego. Czy są na sali konserwatywni teolodzy, którzy mogliby "logicznie" swoje poglądy uzasadnić?
Przecież to się w ogóle kupy nie trzyma.
Pro-life są nielogiczni. Tak, jak wszyscy konserwatyści opierają swoje opinie o emocje, uczucia. Nie można z nimi dyskutować logicznie i racjonalnie. Trzeba uderzyć w emocjonalny ton - przynajmniej moim zdaniem. I poważnie zastanawiam się, czy jest sens z nimi dyskusja z "lewackimi" argumentami i nie dziwię się, że taka retoryka nie przynosi skutku - wolność wyboru, wiara w siebie i poczucie, że jest się kowalem swojego losu: te uczucia są nieznane konserwom i nie rozumieją o czym mowa i się wzbraniają przed nimi. Można by po prostu ich traktować tak, jak chcą, a nie po lewacku. Odstrzeliwać (tak uważają, poważnie, nie wszyscy, ale są fani Korei Północnej i "twardej", "mocnej" ręki jakiegoś dyktatora). Trzymać ich "za mordę", nie pozwalać na wolność. Oni nie chcą wolności, oni chcą wskazanej konkretnej drogi, konkretnego "rozwiązania" ich żałosnej egzystencji. Sami z resztą to chcą, głosząc rzeczy godne władcy Korei Północnej, albo Hitlera.
W ogóle ta sprawa 11 latki i tej kobiety, której dziecko nie ma mózgu, ale musi urodzić, bo lekarz odmówił przeprowadzenia aborcji przypomina mi to, że żyję w kraju wyznaniowym, takim Iranie. Rozwala mnie straszenie Islamem, skoro u nas kobiety mają tak samo przesrane. Nie musimy nosić burek mówicie. No dziękuję za łaskę, pojebańcu. Jest za to coś takiego, jak mandat za pokazywanie cycków. Faceci nie płacą. Kobiety w Polsce mają zakaz pokazywania piersi. Pytam się: czy jak przedłużę łańcuch niewolnikowi z 2 do 5 metrów, to znaczy, że jest on wolny?
Pro-life wydaje się, że oni czegoś bronią. Że oni stoją na straży moralności, a w rzeczywistości, tak samo, jak inni źli ludzie znający receptę na wszystko są zwykłymi barbarzyńcami.
Szczerze? Nienawidzę konserwatystów. Boję się ich. To są nieobliczalni, źli ludzie to szpiku kości. Nie mają kontroli nad swoimi lękami i uprzedzeniami. Tacy wariaci, tylko jest ich zbyt dużo, żeby uznać ich za wariatów. Mają jakieś urojone lęki, nie umieją myśleć logicznie.
Wiecie, oni doszli do władzy w XX wieku. Naziści i inni popierdoleńcy. Nie mieli technologii, która jest dzisiaj, a jakie zniszczenia zdążyli w ciągu paru lat zrobić. Rozhisteryzowani mężczyźni mają dzisiaj o wiele większe pole do ekspresji swojego przerażenia. Nazistów i dzisiejszych konserwatystów społecznych (czy to religijny, czy to "wolnościowych") łączy jedno - ta sama struktura psychiczna. Jeśli udałoby się im dojść do władzy nie byłoby wolności gospodarczej, nie byłoby żadnej wolności. "Niewierni" byliby mordowani, granice zamknięte, a dla reszty przeznaczony jedna forma życia - zapewne wojskowa, ale to tylko jeśli byście byli mężczyznami. W innym przypadku, w przypadku bycia kobietą, byłybyście skierowane do fabryk macior, przypięte do taśmy i byłybyście wielokrotnie gwałcone, po czym zapłodnione, po czym karmiliby Was przez rurkę. Przesadzam? A czy można mówić o jakimkolwiek braku przesady w przewidywaniu zachowania ludzi, którzy są zdolni do wytworzenia specjalnych ośrodków, w których masowo morduje się ludzi? Naprawdę myślicie, że w dobie bezdzietnych z wyboru i ujemnego przyrostu naturalnego mężczyźni traktowaliby Was z szacunkiem? Już teraz nie traktują, co dowodzą ostatnie wydarzenia w naszym kraju.
20121227
"Jak straciłam wiarę w ruch pro-life" - czyli jak pro-life przyczynia się do zwiększenia liczby aborcji
O to wpis kobiety, która sama była kiedyś pro-life, ale zmieniła zdanie: Link
Ten tekst jest idealny dla osób, które są pro-life i uważają, że aborcja to morderstwo i że człowiek rozpoczyna się od momentu zapłodnienia.
Czytelnicy nie umiejący angielskiego są skazani na moją interpretację i subiektywność.
Tekst jest po angielsku, postaram się wypunktować po kolei, mniej więcej to, co jest tam napisane:
Tak naprawdę to ci którzy opowiadają się za wyborem kobiety, za aborcją, a antykoncepcją i planowaniem rodziny przyczyniają się do zmniejszenia aborcji, a nie, jakby można się spodziewać, ruch pro-life. Ponadto ruch pro-life to ignorancki ruch, pełen niedoinformowania, ruch, który chce dopiąć swego, ale w sumie to nie wie jak.
Punktem przełomowym w "nawróceniu" się przeciwko pro-life było przeczytanie artykułu, który mówi, że nie ma znaczenia, czy aborcja jest legalna, czy nie, liczba aborcji jest bardzo zbliżona i różnicą między krajami z legalną i nielegalną aborcją jest bezpieczeństwo samego zabiegu dla życia kobiety (tam gdzie nielegalna, to większe ryzyko powikłań i śmierci). Ruch pro-life nie odnosi nigdzie żadnych skutków, dlatego, że kobieta jak chce usunąć ciążę, to i tak ją usunie. Każdy robi, to co uważa za słuszne i tyle. Dlaczego nikt o tym nie mówi w Polsce? Przecież artykuł był opublikowany ponad 5 lat temu!
50 tysięcy kobiet umiera z powodu aborcji i jeszcze więcej cierpi z powodu powikłań z nią związanych - wszystko w krajach, w których aborcja jest zakazana. Zakaz aborcji to sposób ukarania kobiet za uprawianie seksu i chęć przerwania niechcianej ciąży (masz macicę? to sobie ródź i nie fikaj! to kara za posiadanie macicy! tak to dla mnie brzmi).
Jest też znacząca różnica pomiędzy liczbą aborcji w Europie Zachodniej i Wschodniej (więcej w Europie Wschodniej, Polska na przykład, gdzie aborcja jest częściowo zakazana, cóż za ironia!): na wschodzie ponad 3 razy więcej aborcji, niż na zachodzie Europy (!). Wiąże się to ze słabą wiedzą na temat antykoncepcji oraz stosowaniem niekoniecznie, nie zawsze skutecznych metod antykoncepcyjnych, jak na przykład kalendarzyka i rzadszego stosowania pigułek. Oznacza to, że najskuteczniejszym sposobem na zmniejszenie liczby aborcji jest odpowiednia wiedza na temat seksu, skutków ubocznych (ach, ta ciąża), dostęp do antykoncepcji i fachowa wiedza na ten temat. Z tego co mi wiadome, bardzo często ruch pro-life jest też często przeciwny antykoncepcji, jest za "naturalnym planowaniem rodziny" (wiąże się to z religią, katolicyzmem)... tak więc paradoksalnie ruch pro-life przyczynia się do zwiększenia liczby aborcji! Cóż za ironia!
To bardzo logiczne: aborcja jest spowodowana niechcianą ciążą, a niechcianą ciążę można uniknąć poprzez antykoncepcję. Jeśli nie ma antykoncepcji, to jest aborcja. Proste. Co bardzo ważne: ZAKAZANIE ABORCJI NIE SPRAWI, ŻE TE CIĄŻĘ BĘDĄ CHCIANE. Kobieta i tak będzie chciała ją usunąć (używają farmaceutyków, bądź... wieszaka! tak sobie kiedyś kobiety radziły).
Skoro pro-life nie przyczynia się do zmniejszenia aborcji to... WTF?! Po co to jest? Autorka pisze, że jej zdaniem jest to sposób na kontrolowanie kobiet (w sumie moje odczucia są bardzo podobne), a szczególnie ich życia seksualnego - kto kontroluje "inkubatory", ten może kontrolować całe narody. Antykoncepcja pozwala kobietom uprawiać seks, bez strachu i konsekwencję seksu, jakim jest ciąża (między innymi). Argument, jakoby pro-life nie byli przeciwko kobietom, tylko przeciwko "morderstwom" jest WIELCE naciągany i mnie osobiście napawa obrzydzeniem (wybaczcie brak obiektywizmu). To kara za to, że kobiety chcą wziąć sprawy w swoje ręce, to kara za chęć kontroli nad własnym ciałem. To cena za uprawianie seksu.
Autorka dalej pisze, że nie uważa już, że aborcja to morderstwo, a zygota, embrion to człowiek, oraz to, że skupienie się na tym, od kiedy zaczyna się człowiek i ta cała kwestia z morderstwem pomija całkowicie sprawę tego, że dany embrion, zygota, płód rozwija się W CUDZYM CIELE. Pro-life są przeciwko antykoncepcji, bo uważają, że tabletki antykoncepcyjna "zabija" zlepek komórek, z którego ma się wykształcić płód. No cóż, ignorancja tych ludzi jest naprawdę ogromna, skoro nie znają się na podstawowych procesach zachodzących w ludzkim organizmie, a wypowiadają się tak, jakby byli co najmniej profesorami.
Tabletki antykoncepcyjne działają tak, że przeciwdziałają owulacji, jednak pro-life'owcy uważają, że jednak może się zdarzyć, że jajko w jakiś sposób wydostanie się z jajnika z szale hormonalnego wodospadu (owulacja), a plemnik w jakiś sposób dotrze do jajka i dojdzie do zapłodnienia, a ponieważ bierze tabletki antykoncepcyjne, to zapłodnione jajo się nie zagnieździ i dojdzie do aborcji.
To jest ogólnie bardzo zabawne, ponieważ ci sami ludzie nie wiedzą, że ciało kobiety samoistnie usuwa, dokonuje aborcji na prawie 20% zapłodnionych jaj?! Może niech zakażą bycie kobietą? Albo niech ukarzą kobiety za naturalne reakcje organizmu na zagnieżdżającego się pasożyta: jak widać ludzki organizm nie ma moralnych dylematów tylko usuwa to, co dla niego uciążliwe, niezdrowe i co dziwne... nie ma wyrzutów sumienia.
O tabletce "po" - o tym, że te tabletki chronią jajko przed zapłodnieniem (a nie usuwają już zapłodnionego jaja), a więc nie ma "morderstwa".
Pozwolę sobie przytoczyć cytat na temat zdania autorki na temat pro-life i używania przez nich dowodów naukowych:
" I also found that the pro-life movement is not afraid of twisting the evidence when it comes to things like the supposed harmful side effects of abortion, such as depression and breast cancer. Cooking up “scientific facts” in an effort to scare women out of having abortions rather than working to encourage birth control use in an effort to reduce the number of unintended pregnancies seemed extremely backwards, and I became increasingly troubled by the way the pro-life movement treated science and their constant willingness to play fast and lose with the facts."
W tym momencie autorka nawiązuje do tego, co wcześniej napisałam, a mianowicie do tego, że to KOBIETA SAMA, NIE Z WŁASNEJ WOLI USUWA NIENARODZONE DZIECI Z WŁASNEGO ORGANIZMU.
W dalszej części przytaczane są liczby... obliczenia, które są wynikiem liczb używanych przez sam ruch pro-life, z których wyszło, że więcej zapłodnionych zygot jest wydalanych miesięcznie bez tabletek hormonalnych, niż przy użyciu tabletek antykoncepcyjnych (6 zygot wydalonych bez tabletek, 2 zygoty wydalone z tabletkami). I to wszystko używając liczb pro-life'owców (co nie oznacza, że prawdziwych).
Prawdziwe liczby - okazuje się, że prawda jest jeszcze zabawniejsza, bowiem tak naprawdę gdy kobieta używa tabletek antykoncepcyjnych, na 100 zapłodnionych kobiet tylko 0,15 zapłodnionych jaj będzie odrzuconych, natomiast te, które nie używają tabletek wydalą z siebie aż 16 jaj zapłodnionych.
Krótko mówiąc: chcesz "zabić", jak najwięcej potencjalnych przyszłych ludzi i sprawić, by więcej kobiet cierpiało? Zostań pro-life! Tym ludziom wcale nie zależy na ocaleniu nienarodzonego życia. Nie zależy na tym wcale, skoro nie interesuje ich metoda, jakiś rzeczywisty sposób na przeciwdziałanie temu, by nie "zabijać" zapłodnionych glutów. Wierzą w to, że embrion jest tak samo ważny, jak każdy żywy człowiek (ale mniej ważny, niż kobieta, która ma go w sobie, no proste).
Autorka uważa, że te liczby są prawie na pewno znane pro-life'owcom (albo przynajmniej przywódcom tego ruchu, bo reszta to zmanipulowany motłoch, który się dowartościowuje w imię "dobra"), ale nic z tym nie robią, w końcu nie jest to jakaś wyższa matematyka. Czym jest w takim razie ten ruch?
W dalszej części artykuł autorka nawiązuje do polityki stanów zjednoczonych: do Baracka Obamy, który jest za aborcją i do Romney'a, który jest przeciwko jakiejkolwiek aborcji (bo gwałt to wola boża, a homoseksualizm to wybór). Ci z Was, którzy nie są obeznani z tym co się dzieje w Stanach Zjednoczonych mogą mieć problem. Ogólnie chodzi o to, że w USA wiele rzeczy się zmienia i coraz bardziej będą one przypominać Unię Europejską - większy socjalizm, opieka medyczna publiczna itp.. Chodzi o to, że gdyby udostępnić dla kobiet darmową antykoncepcję(za którą jest Barack, której przeciwny jest Romney), to liczba aborcji (za którymi jest Barack, których przeciwny jest Romney) drastycznie by zmalała (o 75%).
Dodatkowo autorka przytacza statystyki na temat kobiet, które dokonały aborcji: 6/10 kobiet już mają przynajmniej jedno dziecko, a 3/4 kobiet stwierdza, że nie stać ich na kolejne dziecko (dlatego przeprowadziły aborcję). Wychowywanie, ciąża kosztuje dużo pieniędzy i kobiety, które przeprowadziły aborcję wiedzą to.
No cóż, wszystko wskazuje na to, że nic w tym ruchu nie jest pro-life, raczej anti-women. Wszystkie postulaty, jakie popierają ludzie pro-life zwiększają ilość aborcji. Regulowanie seksualności to jest to, na czym im najbardziej zależy. Dlatego są też przeciwko kontrolowaniu urodzeń (skutecznym metodom antykoncepcji), dlatego są przeciwko aborcji, mimo, że to prowadzi do wielu niebezpieczeństw dla kobiet. Dlatego chcą ukarać kobiety za uprawianie seksu, oczywiście z wyjątkiem ciąż z gwałtu, jakżeby nie inaczej. Ruch pro-life tak naprawdę chce nauczyć kobiety, jaki los ich czeka, jeśli ośmielą się uprawiać seks taki, jaki chcą.
Każdy, kto uważa, że życie zaczyna się w momencie zapłodnienia, ominął lekcje w podstawówce i należy nakazać tej osobie przejrzeć elementarz. Życie jakie znamy zaczęło się kilka miliardów lat temu na Ziemi. Komórka jajowa i plemniki też są żywe. To są żywe komórki. Dlaczego nikt nie walczy o ich prawa? Przecież każda z tych komórek umiera w momencie zapłodnienia!
Ten tekst jest idealny dla osób, które są pro-life i uważają, że aborcja to morderstwo i że człowiek rozpoczyna się od momentu zapłodnienia.
Czytelnicy nie umiejący angielskiego są skazani na moją interpretację i subiektywność.
Tekst jest po angielsku, postaram się wypunktować po kolei, mniej więcej to, co jest tam napisane:
Tak naprawdę to ci którzy opowiadają się za wyborem kobiety, za aborcją, a antykoncepcją i planowaniem rodziny przyczyniają się do zmniejszenia aborcji, a nie, jakby można się spodziewać, ruch pro-life. Ponadto ruch pro-life to ignorancki ruch, pełen niedoinformowania, ruch, który chce dopiąć swego, ale w sumie to nie wie jak.
Punktem przełomowym w "nawróceniu" się przeciwko pro-life było przeczytanie artykułu, który mówi, że nie ma znaczenia, czy aborcja jest legalna, czy nie, liczba aborcji jest bardzo zbliżona i różnicą między krajami z legalną i nielegalną aborcją jest bezpieczeństwo samego zabiegu dla życia kobiety (tam gdzie nielegalna, to większe ryzyko powikłań i śmierci). Ruch pro-life nie odnosi nigdzie żadnych skutków, dlatego, że kobieta jak chce usunąć ciążę, to i tak ją usunie. Każdy robi, to co uważa za słuszne i tyle. Dlaczego nikt o tym nie mówi w Polsce? Przecież artykuł był opublikowany ponad 5 lat temu!
50 tysięcy kobiet umiera z powodu aborcji i jeszcze więcej cierpi z powodu powikłań z nią związanych - wszystko w krajach, w których aborcja jest zakazana. Zakaz aborcji to sposób ukarania kobiet za uprawianie seksu i chęć przerwania niechcianej ciąży (masz macicę? to sobie ródź i nie fikaj! to kara za posiadanie macicy! tak to dla mnie brzmi).
Jest też znacząca różnica pomiędzy liczbą aborcji w Europie Zachodniej i Wschodniej (więcej w Europie Wschodniej, Polska na przykład, gdzie aborcja jest częściowo zakazana, cóż za ironia!): na wschodzie ponad 3 razy więcej aborcji, niż na zachodzie Europy (!). Wiąże się to ze słabą wiedzą na temat antykoncepcji oraz stosowaniem niekoniecznie, nie zawsze skutecznych metod antykoncepcyjnych, jak na przykład kalendarzyka i rzadszego stosowania pigułek. Oznacza to, że najskuteczniejszym sposobem na zmniejszenie liczby aborcji jest odpowiednia wiedza na temat seksu, skutków ubocznych (ach, ta ciąża), dostęp do antykoncepcji i fachowa wiedza na ten temat. Z tego co mi wiadome, bardzo często ruch pro-life jest też często przeciwny antykoncepcji, jest za "naturalnym planowaniem rodziny" (wiąże się to z religią, katolicyzmem)... tak więc paradoksalnie ruch pro-life przyczynia się do zwiększenia liczby aborcji! Cóż za ironia!
To bardzo logiczne: aborcja jest spowodowana niechcianą ciążą, a niechcianą ciążę można uniknąć poprzez antykoncepcję. Jeśli nie ma antykoncepcji, to jest aborcja. Proste. Co bardzo ważne: ZAKAZANIE ABORCJI NIE SPRAWI, ŻE TE CIĄŻĘ BĘDĄ CHCIANE. Kobieta i tak będzie chciała ją usunąć (używają farmaceutyków, bądź... wieszaka! tak sobie kiedyś kobiety radziły).
Skoro pro-life nie przyczynia się do zmniejszenia aborcji to... WTF?! Po co to jest? Autorka pisze, że jej zdaniem jest to sposób na kontrolowanie kobiet (w sumie moje odczucia są bardzo podobne), a szczególnie ich życia seksualnego - kto kontroluje "inkubatory", ten może kontrolować całe narody. Antykoncepcja pozwala kobietom uprawiać seks, bez strachu i konsekwencję seksu, jakim jest ciąża (między innymi). Argument, jakoby pro-life nie byli przeciwko kobietom, tylko przeciwko "morderstwom" jest WIELCE naciągany i mnie osobiście napawa obrzydzeniem (wybaczcie brak obiektywizmu). To kara za to, że kobiety chcą wziąć sprawy w swoje ręce, to kara za chęć kontroli nad własnym ciałem. To cena za uprawianie seksu.
Autorka dalej pisze, że nie uważa już, że aborcja to morderstwo, a zygota, embrion to człowiek, oraz to, że skupienie się na tym, od kiedy zaczyna się człowiek i ta cała kwestia z morderstwem pomija całkowicie sprawę tego, że dany embrion, zygota, płód rozwija się W CUDZYM CIELE. Pro-life są przeciwko antykoncepcji, bo uważają, że tabletki antykoncepcyjna "zabija" zlepek komórek, z którego ma się wykształcić płód. No cóż, ignorancja tych ludzi jest naprawdę ogromna, skoro nie znają się na podstawowych procesach zachodzących w ludzkim organizmie, a wypowiadają się tak, jakby byli co najmniej profesorami.
Tabletki antykoncepcyjne działają tak, że przeciwdziałają owulacji, jednak pro-life'owcy uważają, że jednak może się zdarzyć, że jajko w jakiś sposób wydostanie się z jajnika z szale hormonalnego wodospadu (owulacja), a plemnik w jakiś sposób dotrze do jajka i dojdzie do zapłodnienia, a ponieważ bierze tabletki antykoncepcyjne, to zapłodnione jajo się nie zagnieździ i dojdzie do aborcji.
To jest ogólnie bardzo zabawne, ponieważ ci sami ludzie nie wiedzą, że ciało kobiety samoistnie usuwa, dokonuje aborcji na prawie 20% zapłodnionych jaj?! Może niech zakażą bycie kobietą? Albo niech ukarzą kobiety za naturalne reakcje organizmu na zagnieżdżającego się pasożyta: jak widać ludzki organizm nie ma moralnych dylematów tylko usuwa to, co dla niego uciążliwe, niezdrowe i co dziwne... nie ma wyrzutów sumienia.
O tabletce "po" - o tym, że te tabletki chronią jajko przed zapłodnieniem (a nie usuwają już zapłodnionego jaja), a więc nie ma "morderstwa".
Pozwolę sobie przytoczyć cytat na temat zdania autorki na temat pro-life i używania przez nich dowodów naukowych:
" I also found that the pro-life movement is not afraid of twisting the evidence when it comes to things like the supposed harmful side effects of abortion, such as depression and breast cancer. Cooking up “scientific facts” in an effort to scare women out of having abortions rather than working to encourage birth control use in an effort to reduce the number of unintended pregnancies seemed extremely backwards, and I became increasingly troubled by the way the pro-life movement treated science and their constant willingness to play fast and lose with the facts."
W tym momencie autorka nawiązuje do tego, co wcześniej napisałam, a mianowicie do tego, że to KOBIETA SAMA, NIE Z WŁASNEJ WOLI USUWA NIENARODZONE DZIECI Z WŁASNEGO ORGANIZMU.
W dalszej części przytaczane są liczby... obliczenia, które są wynikiem liczb używanych przez sam ruch pro-life, z których wyszło, że więcej zapłodnionych zygot jest wydalanych miesięcznie bez tabletek hormonalnych, niż przy użyciu tabletek antykoncepcyjnych (6 zygot wydalonych bez tabletek, 2 zygoty wydalone z tabletkami). I to wszystko używając liczb pro-life'owców (co nie oznacza, że prawdziwych).
Prawdziwe liczby - okazuje się, że prawda jest jeszcze zabawniejsza, bowiem tak naprawdę gdy kobieta używa tabletek antykoncepcyjnych, na 100 zapłodnionych kobiet tylko 0,15 zapłodnionych jaj będzie odrzuconych, natomiast te, które nie używają tabletek wydalą z siebie aż 16 jaj zapłodnionych.
Krótko mówiąc: chcesz "zabić", jak najwięcej potencjalnych przyszłych ludzi i sprawić, by więcej kobiet cierpiało? Zostań pro-life! Tym ludziom wcale nie zależy na ocaleniu nienarodzonego życia. Nie zależy na tym wcale, skoro nie interesuje ich metoda, jakiś rzeczywisty sposób na przeciwdziałanie temu, by nie "zabijać" zapłodnionych glutów. Wierzą w to, że embrion jest tak samo ważny, jak każdy żywy człowiek (ale mniej ważny, niż kobieta, która ma go w sobie, no proste).
Autorka uważa, że te liczby są prawie na pewno znane pro-life'owcom (albo przynajmniej przywódcom tego ruchu, bo reszta to zmanipulowany motłoch, który się dowartościowuje w imię "dobra"), ale nic z tym nie robią, w końcu nie jest to jakaś wyższa matematyka. Czym jest w takim razie ten ruch?
W dalszej części artykuł autorka nawiązuje do polityki stanów zjednoczonych: do Baracka Obamy, który jest za aborcją i do Romney'a, który jest przeciwko jakiejkolwiek aborcji (bo gwałt to wola boża, a homoseksualizm to wybór). Ci z Was, którzy nie są obeznani z tym co się dzieje w Stanach Zjednoczonych mogą mieć problem. Ogólnie chodzi o to, że w USA wiele rzeczy się zmienia i coraz bardziej będą one przypominać Unię Europejską - większy socjalizm, opieka medyczna publiczna itp.. Chodzi o to, że gdyby udostępnić dla kobiet darmową antykoncepcję(za którą jest Barack, której przeciwny jest Romney), to liczba aborcji (za którymi jest Barack, których przeciwny jest Romney) drastycznie by zmalała (o 75%).
Dodatkowo autorka przytacza statystyki na temat kobiet, które dokonały aborcji: 6/10 kobiet już mają przynajmniej jedno dziecko, a 3/4 kobiet stwierdza, że nie stać ich na kolejne dziecko (dlatego przeprowadziły aborcję). Wychowywanie, ciąża kosztuje dużo pieniędzy i kobiety, które przeprowadziły aborcję wiedzą to.
No cóż, wszystko wskazuje na to, że nic w tym ruchu nie jest pro-life, raczej anti-women. Wszystkie postulaty, jakie popierają ludzie pro-life zwiększają ilość aborcji. Regulowanie seksualności to jest to, na czym im najbardziej zależy. Dlatego są też przeciwko kontrolowaniu urodzeń (skutecznym metodom antykoncepcji), dlatego są przeciwko aborcji, mimo, że to prowadzi do wielu niebezpieczeństw dla kobiet. Dlatego chcą ukarać kobiety za uprawianie seksu, oczywiście z wyjątkiem ciąż z gwałtu, jakżeby nie inaczej. Ruch pro-life tak naprawdę chce nauczyć kobiety, jaki los ich czeka, jeśli ośmielą się uprawiać seks taki, jaki chcą.
Każdy, kto uważa, że życie zaczyna się w momencie zapłodnienia, ominął lekcje w podstawówce i należy nakazać tej osobie przejrzeć elementarz. Życie jakie znamy zaczęło się kilka miliardów lat temu na Ziemi. Komórka jajowa i plemniki też są żywe. To są żywe komórki. Dlaczego nikt nie walczy o ich prawa? Przecież każda z tych komórek umiera w momencie zapłodnienia!
20121205
Z cyklu ródź sobie sam: Ciąża i macierzyństwo, czyli o czym się nie mówi - skutki porodu, skutki ciąży, oraz długofalowe skutki macierzyństwa
Zacznijmy od tego, że w grupie ryzyka narażonych na komplikacje poporodowe, jakiekolwiek dolegliwości związane z ciążą i porodem jest narażona KAŻDA, powtarzam, KAŻDA kobieta, która zachodzi w ciążę, jest w ciąży. To logiczne, że skoro są dolegliwości związane z tym "stanem", to istnieją większe, lub mniejsze szanse na daną ułomność, ale to się właśnie nazywa RYZYKO. Na tym właśnie to polega, że zachodząc w ciążę, nie wiedząc, czy przejdziesz ten wyczerpujący stan lepiej, lub gorzej i nigdy nie wiadomo, jak to będzie, nigdy nie możesz być pewna... właściwie niczego. Jesteś całkowicie podatna na biologię - kompletna niemoc. Wszystko zależy od Twojego organizmu, czyli właściwie masz bardzo mały wpływ na przebieg ciąży... tak samo, jak nie masz właściwie żadnego wpływu na swój kod genetyczny. Bardzo ważne jest, żeby zdać sobie sprawę z wielkiego obciążenia, na jaki naraża się swój organizm.
Zacznijmy od punktu kulminacyjnego ciąży, czyli od PORODU.
Ludzka kobieta ma tak niefortunnie zbudowaną miednicę, że poród jest o wiele bardziej bolesny, niż u innych ssaków. Dodatkowo pochwa, a szczególnie jej ujście wydaje się być za małe na przeciśnięcie się dziecka - i w istocie nie tylko wydaje się za małe, ale w rzeczywistości takie jest! Dlatego też u zdecydowanej większości kobiet nacina się krocze (kontrolowane rozdarcie - chociaż na zachodzie odchodzi się od tej praktyki), w stronę uda, bo tak czy siak jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że pochwa pęknie w, najbardziej z fizycznego punktu widzenia, dogodnym sobie miejscu, czyli w stronę odbytu.
Obojętnie, czy lekarz natnie Ci krocze, czy też samo pęknie, będzie ono zszywane, a to oznacza okres rekonwalescencji, często bardzo długi niestety. W przypadku, gdy krocze pękło Ci w stronę odbytu... no cóż, sprawa ma się znacznie gorzej, niż przy nacięciu przez lekarza. Po pierwsze będziesz miała okropne problemy z wydalaniem prawdopodobnie do końca życia - pieluszki będziesz musiała kupować nie tylko dla dziecka. Zwieracze odbytu to taki mięsień, który, jak raz pęknie już nigdy nie wróci to pierwotnego stanu (jak każdy inny z resztą). Bóle przy wypróżnianiu, oraz krwawienie z odbytu w tym stanie są powszechne. Nawet jeśli Twój odbyt ostał się cały, i tak prawdopodobnie nie ominą Cię hemoroidy oraz trudności z oddawaniem stolca.
Cięcie krocza - z komentarzy wynika, że jedna z kobiet, która została nacięta i tak ma pęknięty odbyt.
W czasie porodu może również dojść do atonii.
Tuż po ciąży, od kilku tygodni do miesięcy, mogą trwać krwawienia. Jeżeli pojawi Ci się gorączka, czujesz nieprzyjemny zapach z pochwy to prawdopodobnie zakażenie. Trudności w oddawaniu moczu mogą niestety się przeciągnąć, w takim przypadku należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem. Po porodzie może się ujawnić zatrucie ciążowe (gestoza), którego objawy to obrzęki twarzy oraz palców, nadciśnienie tętnicze, zamazane widzenie. Jeśli będziesz miała duszności bez powodu, bez wysiłki fizycznego to możliwe, że masz zaburzenia sercowo-naczyniowe. Nierzadkie jest również nietrzymanie gazów. Hemoroidy oraz żylaki na nogach nie są tylko niezbyt estetyczne, ale stanowią poważny problem medyczny i potrzebują leczenia - chociaż te ostatnie to bardzie z powodu samej ciąży, a nie porodu.
Krwawienia - proszę przeczytać komentarze, nie tylko notkę. Jak widać krwawienia i wydalanie "obcych" po porodzie nie są niczym wyjątkowo rzadko spotykanym.
Ok, mamy poród, powikłania połogowe, przejdźmy do SAMEJ CIĄŻY.
Do powikłań powszechnych, które mijają wraz z ciążą(zazwyczaj) zalicza się:
1. Nadmierne zmęczenie
2. Zaburzenia apetytu, zmysłu smaku oraz węchu
3. Mdłości oraz wymioty
4. Zgaga i niestrawność
5. Zaparcia
6. Przybieranie na wadze
7. Zawroty głowy
8. Wzdęcia i zatrzymanie wody w organizmie
9. Skurcze brzucha
10. Infekcje grzybicze
11. Krwawienia z nosa
12. Trądzik
13. Przebarwienia skóry
14. Bóle pleców
15. Zwiększone bóle głowy
16. Problemy ze snem
17. Zwiększone oddawanie moczu i nietrzymanie moczu
18. Krwawienie z dziąseł
19. Bóle stawów
20. Trudności w staniu i siedzeniu w późniejszym okresie ciąży
21. Niemożność do przyjmowania regularnych leków
22. Skrócony oddech
23. Zwiększone ciśnienie krwi
24. Utrata włosów
25. Zwiększone prawdopodobieństwo zachorowania na anemię - do objawów zalicza się bladość skóry, osłabienie, skrócony oddech
26. Niemożność uczestnictwa w niektórych zajęciach sportowych
27. Większe prawdopodobieństwo chorób, wraz z tymi śmiertelnymi
28. Skrajne bóle (poród)
29. Hormonalne zmiany nastrojów
Do powikłań powszechnych, mających wpływ na późniejsze życie, STAŁYCH zalicza się:
1. Rozstępy
2. Stały przyrost masy ciała
3. Osłabienie mięśni brzucha oraz pochwy
4. Zaburzenia oddawania moczu (co znacząco wpływa na obniżenie komfortu życia)
5. Zmiany w piersiach (wielkość, kształt)
6. Żylaki
7. Blizna po nacięciu krocza, lub cesarce
8. Hemoroidy
9. Utrata zębów i osteoporoza
10. Zwiększone ryzyko zachorowania na Alzheimera
Sporadyczne komplikacje:
1. Komplikacje po nacięciu krocza
2. Nadużycia partnera/współmałżonka - wywoływanie aborcji wbrew woli partnerki, otrucie jej
3. Chwilowe, bądź stałe uszkodzenie pleców
4. Poważne blizny, które wymagają operacji
5. Wypadnięcie macicy
6. Stan przedrzucawkowy - najczęściej występująca poważna komplikacja ciążowa
7. Rzucawka - drgawki, śpiączka i wysokie ryzyko śmierci, występuje u około 1% pacjentek ze stanem przedrzucawkowym
8. Cukrzyca ciężarnych
9. Łożysko przodujące
10. Przedwczesne odklejenie się łożyska
11. Anemia, która w tej formie jest groźna dla życia
12. Plamica małopłytkowa
13. Ciężkie, bolesne skórcze
14. Zator
15. Zwężenie zastawki mitralnej - najczęstsze powikłanie kardiologiczne
16. Huśtawka hormonalna
17. Ciąża pozamaciczna - ryzyko śmierci
18. Połamanie kości - kość ogonowa, klatka piersiowa
19. Choroba refluksowa przełyku
20. Zaostrzenie chorób sprzed ciąży
21. Depresja poporodowa i ciężka psychoza
22. Odklejenie się siatkówki - grozi ślepotą
Rzadsze, poważne przypadłości i choroby:
1. Kardiomiopatia
2. Zatrzymanie krążenia i oddychania
3. Zatrucie magnezem
4. Ciężka kwasica
5. Masywny zator
6. Zwiększenie ciśnienie wewnątrzczaszkowe, zawał pnia mózgu
7. Silna arytmia
8. Zapaść
Do jeszcze bardziej permanentnych skutków ciąży zalicza się śmierć oraz kalectwo.
To są skutki uboczne i i choroby wynikające z ciąży i porodu, nie wspomniałam jednakże o infekcjach, które mogą się przydarzyć w czasie porodu i bezpośrednio na płód oddziaływać i na nie trzeba uważać. Do nich zalicza się: toksoplazmozę (utrata słuchu, wzroku, ułomność intelektualna u płodu), wcześniej wspomniane zakażenie dróg rodnych, cytomegalowirus (może prowadzić do utraty wzroku i słuchu u noworodka), zapalenie wątroby typu B (jeśli matka jest chora to u noworodka jest większe prawdopodobieństwo uszkodzeń wątroby oraz raka wątroby), grypa (większe prawdopodobieństwo jest u kobiet zaciążonych, niż u nie będących w ciąży), listerioza (powoduje przedwczesny poród lub poronienie), parwowirus B19 (zarażenie płodu zwiększa prawdopodobieństwo poronienia w pierwszych 20 tygodniach ciąży).
Do długotrwałych skutków związanych z ciążą i macierzyństwem zalicza się krótsze życie kobiet posiadających dzieci (im więcej dzieci, tym krótsze życie). Poprzez to, że matki słabiej dbają o swoje zdrowie oraz wygląd, niż kobiety bezdzietne (a ta korelacja umacnia się wraz z posiadaniem większej ilości dzieci - im więcej dzieci, tym bardziej zaniedbana kobieta), co wiąże się z licznymi chorobami związanymi z nadwagą oraz otyłością, jak cukrzyca i miażdżyca. Dodatkowo słabiej się odżywiają, niż kobiety nie posiadające dzieci (bo bardziej dbają o własne dzieci, niż o siebie), poza tym sama ciąża robi bezpośrednie spustoszenie w organizmie, pozbawiając go, na przykład, wapnia. Czynnik społeczny (ojciec nie pomaga matce wychowywać), oraz biologiczny samej ciąży oraz porodu prowadzi do degradacji zdrowotnej tych kobiet, większej podatności na wiele chorób oraz skrócenia życia. Wraz z ciążą wzrasta ryzyko raka endometrium(im wcześniej kobieta urodzi, tym większe prawdopodobieństwo), nerek, trzustki, pęcherzyka żółciowego oraz jelita grubego. Jedynym rakiem, którego prawdopodobieństwo wystąpienia zmniejsza się pod wpływem ciąży jest rak piersi. Bardzo często występuje tak zwany syndrom wycieńczenia matczynego, w którym to kobieta psychicznie i fizycznie nie wytrzymuje ciążącego na niej "obowiązku" rodzenia dzieci, opiekowania się nimi (czemu mnie to nie dziwi?). Obniżenie nastroju doświadcza ponad 80% matek, natomiast choroby/zaburzenia psychiczne takie, jak depresja, psychoza, demencja, tokofobia, zabójstwo noworodka doświadcza do 25% kobiet.
Myślę, że już rozumiem, czemu dziewczynki wychowuje się inaczej od chłopców. Gdyby wychowywało się je, jak mężczyzn, to zapewniam, że zdecydowana większość kobiet nie chciałaby mieć dzieci. To całe pranie mózgu, zmniejszanie poczucia własnej wartości, wmawianie jedynej i słusznej roli... no cóż, bardzo dobra robota, udało wam się.
Bardzo nie lubię, jak mówi się, że poród jest naturalny, więc w mniemaniu ludzi oznacza to, że na pewno jest DOBRY. Nie rozumiem tego, ponieważ nowotwór jest w 100% naturalny, a jakoś nie oznacza, to, ze nam służy, wręcz przeciwnie. NATURALNOŚĆ nie przesądza o NICZYM. Powinno się wziąć realne aspekty danego zagadnienia, realne skutki. To co powinno przesądzać, szczególnie w kwestiach medycznych, to wpływ na nasze zdrowie... a wpływ ciąży i porodu na zdrowie kobiet jest porównywalne z groźnym pasożytem, którego posiadanie w sobie przez 9 miesięcy skutkuje długofalowymi i niestety często nieodwracalnymi skutkami.
Nie namawiam do nieposiadania dzieci. Nie mam żadnego problemu z ludźmi, którzy mają dzieci i chcą mieć dzieci. Pragnę tylko pokazać słabo dostępne informacje, tak, by każda kobieta mogła, posiadając odpowiednią wiedzę podjąć decyzję, czy naprawdę chce mieć dzieci i czy naprawdę jest gotowa na takie ogromne ryzyko i na medyczne ułomności, które ją na pewno spotkają.
Nikt nie będzie Cię szanował za to, że urodziłaś naturalnie, nikt nie będzie Cię szanował za to, że rodzisz dzieci. Wręcz przeciwnie, zapewne podczas ciąży, a już na pewno porodu jak i po, spotka Cię wiele poniżenia i upodlenia, związanych z biologią, ogromnym bólem. Nie sprawi to, że staniesz się święta, ani wspaniała, ani wyjątkowa. Podążając jednym z najniższych instynktów, zrobisz to, co potrafi nawet pantofelek, każda bakteria, każde zwierzę i roślina - rozmnożysz się.Czas, by sprzeciwić się terroryzmowi związanym z określaniem kobiecości poprzez stopień masochizmu - czas zacząć myśleć o sobie. Czas skończyć z zabijaniem własnego "Ja" kobiet.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






