Oficjalnie nie ma czegoś takiego w medycynie, nie ma wyodrębnionej jednostki chorobowej zwanej "syndromem poaborcyjnym".
Nie ma syndromu "poślubnego", a już w ogóle kompletnym tabu jest nienawiść do własnych dzieci i żałowanie posiadania ich. Chociaż jest coś takiego, jak depresja poporodowa, która ponoć może się ciągnąć nawet latami. Czy w takim wypadku jest to naprawdę ta depresja poporodowa, czy już zwykła nienawiść do dzieci, męża i swojego życia?
Każdy człowiek ma prawo do żałowania podjęcia jakichś decyzji. Są ludzie, którzy żałują wyjścia za mąż. Są ludzie, którzy żałują posiadania dzieci. Są ludzie, którzy żałują przeprowadzenia na sobie aborcji. Podejmowanie decyzji i ewentualny żal jest naturalną koleją rzeczy. Nie ma co rozdrabniać tematu i dramatyzować. Popełniamy błędy, bo żyjemy, czyli wszystko jest ok.
Jednak z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, nie każdy może się z tą naturalną koleją rzeczy pogodzić. Skutkiem tego jest między innymi istnienie w społecznej świadomości takiego czegoś, jak "syndrom poaborcyjny". Myślę, że nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
Nauki, w tym medyczne, od zawsze były upolitycznione... sam proces społecznych zmian i ewolucji świadomości jest niezwykle ciekawy i oczywiście, jak już wspomniałam, w tym przypadku dotyczy syndromu poaborcyjnego, ale nie należy zapominać, że dynamika tego procesu dotyczy właściwie wszystkiego - całej nauki, całej polityki, całego społeczeństwa.
Przeglądając różne materiały na temat odmiennych poglądów, życie socjalne homo sapiens, gody, zbierając informacje na temat świata, polityki, gospodarki i społeczeństwa i analizując argumenty przeciwnych z założenia partii, przychodzi w końcu do człowieka taka myśl, że to wszystko nie ma sensu i te wszystkie argumenty nie mają sensu i są kretyńskie. Wiele z nich jest całkowicie sprzecznych ze sobą. Wiele z nich nie ma pokrycia w rzeczywistości. A przede wszystkim wiele z nich jest polana taką dozą nienawiści i irracjonalności, że głowa boli. Czy widzieliście kiedyś racjonalnego mizogina, który chciał banować kobiet wstęp na studia i argumentował to tym, że kobiety są głupsze (i to podobno kobiety przesadzają)? Przecież to nie ma sensu: jeśli kobiety faktycznie byłyby głupsze, to nie trzeba byłoby im banować studiowania. I tak, posłużyłam się tutaj przykładem feministycznym, ukazujący menską głupotę w czystej postaci, ale moim skromnym zdaniem jest to jedna z rzeczy, która jednocześnie jest tak irracjonalna i ma ogromny wręcz wpływ na życie miliardów ludzi. Nie sposób więc jej pominąć, gdy mówimy o podejmowaniu decyzji i formowaniu się poglądów.
Nie będziemy tutaj omawiać w żadnym wypadku całego gendera. Zmierzam do tego, że...
...można wręcz zadać sobie pytanie, czy jakiekolwiek idee wywodzą się z racjonalnego, zimnego rozumowania, czy po prostu z emocji, tudzież psychiki. Czy wszystko jest tylko i wyłącznie racjonalizacją, a u źródłach naszych decyzji i poglądów stoją "zwykłe" uczucia i instynkty? A te wszystkie filozofie, edukacja, nauka, pseudointelektualne dyskusje są jedynie przykrywką i swoistym oszustwem, sztucznie odgradzającym nas od "świata zwierząt" i stawiający nas na piedestale? Czy wszystko, co mówimy ma drugie dno? Czy nasze poglądy są wypadkową naszej budowy mózgu i społecznych norm?
Można wręcz zadać pytanie, które dotyka jeszcze większych podstaw nie tyle, co rozumowania i ogólnej świadomości społecznej: czy tzw "logiczne" rozumowanie istnieje? Czyżby wytykanie innym ludziom brak logicznego myślenia było jedynie zabiegiem erystycznym? Jedynie manipulacją? Która ma, rzecz jasna, drugie dno?
Czy kiedykolwiek ten świat uszyty z kłamstw da się zburzyć? Czy w ogóle warto? Ponoć kłamstwo ma krótkie nogi, ale jak to jest, że wielu ludzi żyje kłamstwem i ułudami, karmi się tym... mało tego, cieszy się z tego? Jak to jest, że tyle ludzi żyje sobie bezkarnie kłamiąc? Akurat to jest prawda, bo gadanie w stylu "kłamstwo ma krótkie nogi" jest myśleniem życzeniowym, złudzeniem, że świat jest sprawiedliwy i każdego spotyka to, na co zasłużył. Oczywiście pomijam fakt, że tego typu zabiegi często służą manipulacji drugiej jednostki (najczęściej dzieci).
Bardzo ciężko wyobrazić sobie świat, w którym Wszechświat ma nas w dupie i jest całkowicie obojętny na nasze moralne rozterki i że nie ma dobra i zła. Widocznie im bardziej przypadkowe nasze życie, tym bardziej potrzebujemy wierzyć w tego typu rzeczy, co z resztą widać po stopniu religijności państw biednych. Dodać do tego błędy poznawcze i mamy społeczeństwo, których fundamentami są iluzje i kłamstwa.
Więc kiedy czytam na temat osób, które pikietują przed klinikami, a potem same robią sobie aborcję nie mogę wyjść ze zadziwienia. Kiedy czytam na temat osób, które mówią o świętości życia, a potem zabijają lekarzy, nie mogę wyjść ze zdziwienia. Można tutaj przytoczyć jedynie słowa George'a Carlina: "A więc, gdyby ten płód (abortowany - przyp. tłum.) okazał się wyrosnąć na ginekologa, to wtedy można go zabić? (o pro-life)"
Jedyne, co mi się ciśnie na usta to jedno słowo: DLACZEGO?
Czy jest to "zwykła" hipokryzja? Czy istnieje jakiś efekt psychologiczny odpowiedzialny za tego typu irracjonalne zachowanie ludzi?
Inną grupą, która może się pochwalić dwulicowością o podobnym poziomie są homofoby. Było już wiele badań, które wykazały, że są to po prostu kryptogeje, które wypierają ze świadomości swoją homoseksualność. Czy to samo dzieje się z osobami pro-life? Czy ogólnie osoby o poglądach konserwatywnych cechuje większa hipokryzja spowodowana wyparciem? Czy aborcja dla części kobiet pro-life była tak traumatycznym przeżyciem, że te wolą to wyprzeć ze świadomości i w ten sposób przekształcają się w fanatyczki?
Ostatecznie nasze rozważania mogą nie mieć w ogóle sensu i racji bytu. Być może faktycznie część kobiet wypiera aborcję ze świadomości i ich "syndrom poaborcyjny" przybiera postać poglądów pro-life, a w skrajnych przypadkach zamieniają się one w fanatyczne aktywistki. Stety albo niestety musimy pamiętać, że korelacja, to "tylko korelacja". To, że na ogromną liczbę aborcji decydują się kobiety pro-life jest spowodowane tym, że po prostu to kobiety religijne są zazwyczaj przeciwko aborcji z wiadomych względów. Wiadomo też, że religijność jest skorelowana z biedą. A bieda z liczbą aborcji, co chyba nie dziwi żadnej osoby, a zwłaszcza kobiety, która kiedykolwiek rozmyślała nad swoją sytuacją i posiadaniem ewentualnych dzieci.
.....................
Cześć. Poniżej znajduje się materiał, który oficjalnie nie jest w tej notce, ale miał się znaleźć. Notkę pisałam fragmentami w dużych odstępach czasu, dlatego myśli i idee są rozrzucone i trochę chaotyczne. Niektóre z nich nie nadawały się na ostateczną wersję notki, jednak uważam, że nie są kompletnie bezwartościowe. Jako autorka postanowiłam, że te fragmenty tu zamieszczę, jako ciekawostkę, jako impuls do dalszych przemyśleń i/albo dyskusji.
Często uważamy się za prawych, sprawiedliwych, wspaniałych, a jakby tego było mało: za lepszych od innych. Oczywiście mądrzejszych. Bardziej "moralnych". Szczególnie konserwatyści, którzy mają złośliwy nawyk nierozwiązywania problemów, a bezmyślnego osądzania. Oni chcą, żeby było "prawo", a nie, żeby było dobrze. Znamy jednak siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Wygodnie prawić morały siedząc w ciepłym domu z dostępem do wody pitnej w kraju, gdzie są przestrzegane prawa człowieka (ekhm, powiedzmy). Tak więc powstają dziwne ruchy anty-szczepionkowców (którzy przy zachorowaniu dziecka oczywiście jadą do szpitala z dostępem do nowoczesnej medycyny), pro-life (bo jestem na tyle bogata, żeby sobie w podziemiu zrobić aborcję, ale siebie za to nienawidzę i żałuję tego, bo myślałam, że jestem "lepszą" osobą, więc chce zakazać tego innym, na złość, bo przecież nie będę siebie nienawidzić), starzy vs młodzi "bo kiedyś było lepiej" (też chlaliśmy i paliliśmy papierosy, ale zazdrościmy młodym niezmarnowanego życia i nowych szans, bo sami nie spełniliśmy swoich marzeń i nie mamy nic ciekawego do przekazania nowym pokoleniom).
Wszystko, co robimy, nawet decyzje, które nazwalibyśmy racjonalne wywodzą się z emocji. To nasze uczucia są paliwem dla naszych działań. Co więc kieruje konserwatystami? Na pewno nie "logiczne" rozważania, ani nie "zdrowy rozsądek".
Czy można terroryzm chrześcijan, w postaci narzucania swojej woli (która objawiać również poprzez typowe zamachy terrorystyczne, a nie tylko "niewinne" pikietowanie przed kliniką) jest niczym innym, jak wściekłością i nienawiścią do samych siebie? Mechanizmem obronnym? Wyparciem? Ignorancją? Wymieszaniem tego wszystkiego po trochu?
Fanatyzm religijny jest jednym z nich.
Przeglądając materiały na temat chrześcijańskiego terroryzmu, dociekając psychologicznych aspektów bycia aktywistą/ką pro-life umyka nam jeden bardzo ważny aspekt, który był już raz wspomniany na początku notki i który trafia w sedno, tak naprawdę, w sedno tego zagadnienia. Nie pisałabym tej notki, gdyby nie... polityka.
Mimo, że działania przestępcze chrześcijan mają ten sam charakter, co na przykład działania przestępcze islamskich ekstremistów nie zobaczyliście narodowych debat na temat bezpieczeństwa narodowego po terrorystycznym wyskoku Breivika, który w imię chrześcijańskiej religii napadł i zamordował 60 dzieci. Gdybyśmy chcieli być konsekwentni musielibyśmy nazwać Brevika chrześcijańskim terrorystą. Zaskoczeni?
Podczas, gdy aborcje i pikietowanie przed klinikami są głównie przeprowadzane przez osoby, które posiadają zdrową macicę, jajniki i pochwę identyfikujące się z płcią "kobiecą", tak najgorsze akty terroryzmu (morderstwa, bombardowania) są sprawką osób posiadających penisy i identyfikujące się z płcią "męską". Nie zajmiemy się tutaj omawianiem różnic genderowych, bo i nie o to tu chodzi. Mężczyźni nie tylko w terroryzmie "królują", ale ogólnie częściej i bardziej są agresywni, czyli po prostu dopuszczają się gorszych w skutkach aktów agresji. Głównie kobiety przeprowadzają aborcje i to one jednocześnie czasem są pro-life (na tym zjawisku się skupimy), zaznaczając, że i mężczyzna może być pro-life i na przykład namawiać córkę/żonę/partnerkę do aborcji.
Mimo, że mężczyźni nie mogą sobie zrobić aborcji, omawiane przez nas zjawisko w gruncie rzeczy ich dotyczy, bo rozszerza się ono na wiele innych aspektów życia, a podstawy, źródło jego pochodzenia leży w ludzkiej psychice. Niełatwo jest bowiem dostrzec, że nie tylko kobiety
Mechanizm kierujący kobietami pro-life, które robią sobie aborcję i są aktywnymi fanatyczkami można przenieść na każdą inną dziedzinę życia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna. Pokaż wszystkie posty
20150128
Torbiel zatokowa
"Torbiel zatokowa" brzmi niegroźnie, wręcz niewinnie, ale pod tą nazwą kryje się jedna z najdziwniejszych przypadłości medycznych.
Głównymi przyczynami torbieli są siedzący tryb życia, zbytnie pocenie się, nie mycie się.
Pięknie, ładnie, ale co to jest?
Torbiel zatokowa jest to dosłownie dodatkowa dziura w tyłku... albo nawet kilka dziur. Czy to nie jest zabawne?
Polska Wikipedia ma na ten temat do powiedzenia:
" choroba zapalna tkanki podskórnej szpary międzypośladkowej[2], powstający pęcherz znajduje się w okolicach kości ogonowej. W jego wnętrzu znajdują się włosy, które wyrosły podczas infekcji oraz płyn (ropa) zawierająca obumarłe komórki i płyn tkankowy. Choroba ta dotyka przeważnie mężczyzn w przedziale wiekowym od 15 do 24 lat, choć może występować również u kobiet."
Tworzą się torbiele, w których gromadzą się włosy i nie da się ich normalnie usunąć. Potrzebny jest zabieg:
Także ruszajcie się. To popłaca.
Głównymi przyczynami torbieli są siedzący tryb życia, zbytnie pocenie się, nie mycie się.
Pięknie, ładnie, ale co to jest?
Torbiel zatokowa jest to dosłownie dodatkowa dziura w tyłku... albo nawet kilka dziur. Czy to nie jest zabawne?
Polska Wikipedia ma na ten temat do powiedzenia:
" choroba zapalna tkanki podskórnej szpary międzypośladkowej[2], powstający pęcherz znajduje się w okolicach kości ogonowej. W jego wnętrzu znajdują się włosy, które wyrosły podczas infekcji oraz płyn (ropa) zawierająca obumarłe komórki i płyn tkankowy. Choroba ta dotyka przeważnie mężczyzn w przedziale wiekowym od 15 do 24 lat, choć może występować również u kobiet."
Tworzą się torbiele, w których gromadzą się włosy i nie da się ich normalnie usunąć. Potrzebny jest zabieg:
Także ruszajcie się. To popłaca.
20150107
Twory rozpieszczonych i abstrakcyjnych ludzi
Mimo wszelkich wad naszej służby zdrowia jesteśmy... uprzywilejowani. Mamy dostęp do szczepień, specjalistów, pielęgniarek, lekarzy. Mamy ratownictwo medyczne, środki przeciwbólowe, chemioterapię, ostre dyżury, nocne i świąteczne... Nie wnikam w jakiej formie występują te, wymienione przeze mnie rzeczy, w poszczególnych zakątkach kraju. Nie wnikam z jakimi problemami się borykamy, bo to tutaj nie ma znaczenia.
Wynalazki takie, jak szczepienia i leki potrafią docenić ludzie, którzy mają odpowiednią perspektywę. Jaką? Na przykład taką, że mają realną szansę umrzeć, być sparaliżowanym lub przewlekle chorym z powodu zarażenia się paskudztwem, na które jest szczepionka. Albo lekarstwo.
Anty-szczepionkowców, anty-GMO-wców uważam za twory abstrakcyjne. Z jakiej racji? Bo są abstrakcyjne. *koniec notki i wychodzi*
Poważnie jednak sprawę ujmując... Gdy się tak staje człowiek trochę bardziej świadomy i wie po prostu lepiej, jak na świecie wygląda ogólna sytuacja, to zaczyna patrzeć na pewne sprawy inaczej. Mniej pobłażliwie. Pogardliwie wręcz.
Posiadanie ideologii to luksus. Posiadanie ideologii nie popartej twardymi faktami i danymi to już taki luksus, że hoho! Pierwszy świat. Anty-szczepionkowcy to najbardziej uprzywilejowani ludzie. Bycie anty-szczepionkom to zwykła fanaberia rozpieszczonych ludzi, którzy nie mają co robić ze swoim czasem.
Z przywilejem jest tak, że jak go człowiek ma, to nie wie o tym i jest zwyczajnie ślepy oraz nie wie, jak bardzo jest uprzywilejowany. Tak więc gdy w Afryce walczą o dostęp do szczepionek, to w Polsce i innych krajach zachodu ludzie nie chcą się szczepić. Czemu? Bo człowiek, który ma wszystkie podstawowe potrzeby zapewnione w nadmiarze może zużyć czas na inne przyjemności. Może zacząć rozwijać swoją tożsamość. Na przykład dołączyć do jakiegoś ruchu. Wtedy przynajmniej nie jest "zagubiony" i ma tzw., "cel w życiu". Na przykład, narażanie własnych dzieci na śmierć. Fajne hobby.
Ludzie z dalszych stron świata, mniej uprzywilejowani nie mają luksusu posiadania ideologii. Nie mogą powiedzieć: jestem ANTY-współczesna-medycyna i potem, jakby to było w 100% okej, iść do szpitala z powodu powikłań jakiejś choroby, na którą jest dostępna szczepionka.
Ludzie są anty-cośtam nie dlatego, że naprawdę w to wierzą. Oni tacy są, bo po prostu mogą.
Innymi istotami, które nie mają szerokiego dostępu do medycyny i mają iście hardkorowe życie to zwierzęta.
Ta czaszka należała kiedyś do wilka. Ta poszarpana dziura na środku, powstała w wyniku guza (niestety opis zdjęcia jest dosyć lakoniczny). Wilk nie miał ibuprofenu. Nie miał antybiotyków. Nie miał szczepionki przeciwko tężcowi. Nie miał chemioterapii. Nie miał podanych leków przeciwko pasożytom. I dlatego umarł. Powolna, straszna śmierć. Rzeczywistość zupełnie inna od rzeczywistości bujających w obłokach rodziców z arystokracji.
Innym przykładem podobnej patologii kości jest to:
Polecam obejrzeć cały film, a jak nie chcecie to przewińcie na sam koniec. Czaszka tej nieszczęsnej wiewiórki tak wygląda tylko i wyłącznie dlatego, że się po prostu w jakiś sposób skaleczyła. Ona nie miała antybiotyków. Ona nie miała szczepionki. I umarła... z głodu.
Nie obrażajcie ludzi w prawdziwej potrzebie swoimi fanaberiami. Doceńcie to, co macie.
P.S. Mogę się założyć, że są rodzice, którzy nie szczepią swoich dzieci, bo chcą je zabić, albo im zaszkodzić. Tyrani domowi zawsze znajdą drogę. Oni się dobrze maskują... .
Wynalazki takie, jak szczepienia i leki potrafią docenić ludzie, którzy mają odpowiednią perspektywę. Jaką? Na przykład taką, że mają realną szansę umrzeć, być sparaliżowanym lub przewlekle chorym z powodu zarażenia się paskudztwem, na które jest szczepionka. Albo lekarstwo.
Anty-szczepionkowców, anty-GMO-wców uważam za twory abstrakcyjne. Z jakiej racji? Bo są abstrakcyjne. *koniec notki i wychodzi*
Poważnie jednak sprawę ujmując... Gdy się tak staje człowiek trochę bardziej świadomy i wie po prostu lepiej, jak na świecie wygląda ogólna sytuacja, to zaczyna patrzeć na pewne sprawy inaczej. Mniej pobłażliwie. Pogardliwie wręcz.
Posiadanie ideologii to luksus. Posiadanie ideologii nie popartej twardymi faktami i danymi to już taki luksus, że hoho! Pierwszy świat. Anty-szczepionkowcy to najbardziej uprzywilejowani ludzie. Bycie anty-szczepionkom to zwykła fanaberia rozpieszczonych ludzi, którzy nie mają co robić ze swoim czasem.
Z przywilejem jest tak, że jak go człowiek ma, to nie wie o tym i jest zwyczajnie ślepy oraz nie wie, jak bardzo jest uprzywilejowany. Tak więc gdy w Afryce walczą o dostęp do szczepionek, to w Polsce i innych krajach zachodu ludzie nie chcą się szczepić. Czemu? Bo człowiek, który ma wszystkie podstawowe potrzeby zapewnione w nadmiarze może zużyć czas na inne przyjemności. Może zacząć rozwijać swoją tożsamość. Na przykład dołączyć do jakiegoś ruchu. Wtedy przynajmniej nie jest "zagubiony" i ma tzw., "cel w życiu". Na przykład, narażanie własnych dzieci na śmierć. Fajne hobby.
Ludzie z dalszych stron świata, mniej uprzywilejowani nie mają luksusu posiadania ideologii. Nie mogą powiedzieć: jestem ANTY-współczesna-medycyna i potem, jakby to było w 100% okej, iść do szpitala z powodu powikłań jakiejś choroby, na którą jest dostępna szczepionka.
Ludzie są anty-cośtam nie dlatego, że naprawdę w to wierzą. Oni tacy są, bo po prostu mogą.
Innymi istotami, które nie mają szerokiego dostępu do medycyny i mają iście hardkorowe życie to zwierzęta.
Ta czaszka należała kiedyś do wilka. Ta poszarpana dziura na środku, powstała w wyniku guza (niestety opis zdjęcia jest dosyć lakoniczny). Wilk nie miał ibuprofenu. Nie miał antybiotyków. Nie miał szczepionki przeciwko tężcowi. Nie miał chemioterapii. Nie miał podanych leków przeciwko pasożytom. I dlatego umarł. Powolna, straszna śmierć. Rzeczywistość zupełnie inna od rzeczywistości bujających w obłokach rodziców z arystokracji.
Innym przykładem podobnej patologii kości jest to:
Polecam obejrzeć cały film, a jak nie chcecie to przewińcie na sam koniec. Czaszka tej nieszczęsnej wiewiórki tak wygląda tylko i wyłącznie dlatego, że się po prostu w jakiś sposób skaleczyła. Ona nie miała antybiotyków. Ona nie miała szczepionki. I umarła... z głodu.
Nie obrażajcie ludzi w prawdziwej potrzebie swoimi fanaberiami. Doceńcie to, co macie.
P.S. Mogę się założyć, że są rodzice, którzy nie szczepią swoich dzieci, bo chcą je zabić, albo im zaszkodzić. Tyrani domowi zawsze znajdą drogę. Oni się dobrze maskują... .
20141231
Zespół doktora Strangelove
Wyobraźcie sobie, że pytacie się swojego kolegi, jak zamierza spędzić Sylwestra. Ten odpowiada Wam, że z jego lewą ręką - Zosią, po czym obdarza Was jednoznacznym uśmiechem... Co ciekawe, wcale może mu nie chodzić o to, co myślicie.
Każdy z nas ma lepsze lub gorsze poczucie własnego ciała. Co się dzieje jednak w momencie, gdy kończynę naszego ciała uważamy za część świata zewnętrznego i dana kończyna faktycznie się tak zachowuje?
Zespół obcej ręki polega na niekontrolowanych ruchach ręki (zazwyczaj niedominującej) bez świadomości i zgody gospodarza. Ręka danej osoby może do tego stopnia być "samodzielna", że gospodarz może próbować powstrzymywać i szarpać się z własną, "obcą" ręką! Taka ręka może "z własnej woli" sięgać po różne rzeczy, przeszkadzać "normalnej" ręce, bić gospodarza i innych, a nawet dusić. Nie wspominam o obmacywaniu innych ludzi w miejscach publicznych...
"Obca" ręka powstaje zazwyczaj w wyniku wypadku lub urazu mózgu (wylew, guz mózgu, tętniak), jednak może też pojawić się po kalozotomii (przecięcie spoidła wielkiego mózgu).
Pierwszy przypadek został zanotowany w roku 1908. Praworęczna kobieta przeżyła udar w prawej półkuli mózgu. Rehabilitacja przeszła pomyślnie oprócz jednego: jej lewa ręka miała jakby swój "umysł"... Na przykład, gdy lewa ręka łapała coś, kobieta nie mogła tego puścić. Na początku jej lekarz, neuro-psychiatra Kurt Goldstein zakwalifikował ją, jako osobę cierpiącą na paranoję. Co kolejnych objawów można było dołączyć brak "czucia" ręki (nie mogła wskazać, gdzie jest). Jej ręka co jakiś czas z własnej "woli" wycierała kobiecie twarz i tarła oczy. W końcu doktor dał za wygraną i nie zwracał się do swojej pacjentki, jak do osoby chorej psychicznie.
Żeby sobie jakoś radzić, pacjenci z zespołem obcej ręki często nazywają swojego "towarzysza", zazwyczaj negatywnie nacechowanymi przezwiskami.
Konkretnie odpowiedzialne obszary za tę niefortunną "chorobę" należą do części mózgu, które kontrolują planowanie ruchu i ostateczny jego wynik. Są to płat czołowy i spoidło wielkie mózgu (ogólnie to ujmując). W zależności od rodzaju uszkodzenia tych obszarów, zespół obcej ręki może dawać różne objawy.
Niestety, nie ma lekarstwa na to schorzenie. Można jedynie opanować "rękę obcego" dając jej tymczasowe zajęcie, na przykład, przedmiot do trzymania...
Każdy z nas ma lepsze lub gorsze poczucie własnego ciała. Co się dzieje jednak w momencie, gdy kończynę naszego ciała uważamy za część świata zewnętrznego i dana kończyna faktycznie się tak zachowuje?
Zespół obcej ręki polega na niekontrolowanych ruchach ręki (zazwyczaj niedominującej) bez świadomości i zgody gospodarza. Ręka danej osoby może do tego stopnia być "samodzielna", że gospodarz może próbować powstrzymywać i szarpać się z własną, "obcą" ręką! Taka ręka może "z własnej woli" sięgać po różne rzeczy, przeszkadzać "normalnej" ręce, bić gospodarza i innych, a nawet dusić. Nie wspominam o obmacywaniu innych ludzi w miejscach publicznych...
"Obca" ręka powstaje zazwyczaj w wyniku wypadku lub urazu mózgu (wylew, guz mózgu, tętniak), jednak może też pojawić się po kalozotomii (przecięcie spoidła wielkiego mózgu).
Pierwszy przypadek został zanotowany w roku 1908. Praworęczna kobieta przeżyła udar w prawej półkuli mózgu. Rehabilitacja przeszła pomyślnie oprócz jednego: jej lewa ręka miała jakby swój "umysł"... Na przykład, gdy lewa ręka łapała coś, kobieta nie mogła tego puścić. Na początku jej lekarz, neuro-psychiatra Kurt Goldstein zakwalifikował ją, jako osobę cierpiącą na paranoję. Co kolejnych objawów można było dołączyć brak "czucia" ręki (nie mogła wskazać, gdzie jest). Jej ręka co jakiś czas z własnej "woli" wycierała kobiecie twarz i tarła oczy. W końcu doktor dał za wygraną i nie zwracał się do swojej pacjentki, jak do osoby chorej psychicznie.
Żeby sobie jakoś radzić, pacjenci z zespołem obcej ręki często nazywają swojego "towarzysza", zazwyczaj negatywnie nacechowanymi przezwiskami.
Konkretnie odpowiedzialne obszary za tę niefortunną "chorobę" należą do części mózgu, które kontrolują planowanie ruchu i ostateczny jego wynik. Są to płat czołowy i spoidło wielkie mózgu (ogólnie to ujmując). W zależności od rodzaju uszkodzenia tych obszarów, zespół obcej ręki może dawać różne objawy.
Niestety, nie ma lekarstwa na to schorzenie. Można jedynie opanować "rękę obcego" dając jej tymczasowe zajęcie, na przykład, przedmiot do trzymania...
20141012
Kłaczek
Cierpicie na trichofagię? No, cóż, jeżeli nie chodzicie jeszcze do psychiatry, to liczcie się z tym, że prędzej, czy później będziecie musieli iść do... chirurga.
Zdjęcie przedstawia usunięcie trichobezoara... z brzucha rzecz jasna.
20141011
Rak podstawnokomórkowy skóry...
Wiecie, raka kiedyś nie było. Rak to wymysł współczesnych korporacji i one już dawno mają lek na raka.
Na zdjęciu powyżej (tym pierwszym) widzimy kobietę, która ma rodzaj raka podstawnokomórkowego skóry - od 12 lat. Niżej widzimy kobietę mającą tego raka od 16 lat. Rak charakteryzuje się tym, że niszczy tkanki, nie jest zazwyczaj śmiertelny i rozwija się wolno, rzadko ma przerzuty.
Na szczęście w naszej części świata rzadko widzimy ludzi z tak zdeformowaną twarzą, mimo, że aż u 30% ludzi dojdzie do rozwoju tego rodzaju raka. Czemu? Na szczęście, z pomocą przychodzi nam współczesna medycyna, która z tym rodzajem raka radzi sobie doskonale poprzez, między innymi, krioterapię, albo chirurgiczne usunięcie chorej tkanki.
20141010
Zgorzel Fourniera
Nietypowa infekcja spowodowana zazwyczaj jednocześnie bakteriami tlenowymi i beztlenowymi. Śmiertelność wynosi 40%, albo 78%, jeśli pojawia się sepsa.
20140914
Człowiek używa 10% mózgu - mit, czy prawda?
Zacznijmy od pewnych faktów:
1. Można zwiększyć skuteczność uczenia się poprzez pisanie ręczne. Czyli nie tylko czytać, ale też jednocześnie pisać. Dzieje się tak dlatego, że uruchamia się więcej obszarów mózgu (odpowiedzialnych za ruch ręki i pisanie, a nie tylko za uczenie się poszczególnych umiejętności). Można więc zwiększyć % używanego w danym momencie mózgu zwiększając jednocześnie jego wydajność i możliwości intelektualne (nie wnikam, czy efekt jest chwilowy, czy trwa dłużej).
2. Osoby, które są taksówkarzami lub umieją żonglować mają powiększony (fizycznie) hipokamp - obszar odpowiedzialny za uczenie się (pamięć) i orientację przestrzenną. Oznacza to, że można powiększyć określone obszary mózgu, co z kolei prowadzi do zwiększania aktywnego % mózgu w trakcie danej aktywności (którą w drodze ćwiczeń wykonuje się coraz lepiej). Jest to trochę bardziej skomplikowane, więc zachęcam do odwiedzenia linków.
3. Osoby używające mnemotechnik używają podczas uczenia się więcej obszarów mózgu, niż osoby, które ich nie używają - aktywność mózgu się zwiększa. Czyli jest możliwe zwiększenie możliwości intelektualnych swojego mózgu.
4. Istnieje obszar mózgu, który jest odpowiedzialny za nic (albo przynajmniej nie zostało to jeszcze odkryte). Niestety badanie nie zostało opublikowane. Jego wyniki zostały ogłoszone na spotkaniu Society for Neuroscience. No i jak się okazuje mogły być wynikiem błędu. Także ogólnie podchodziłabym do tego sceptycznie, ale myślę, że jest to warte wzmianki, zwłaszcza w temacie o używaniu 10% mózgu.
5.Sport zwiększa potencjał umysłowy i u starszych ludzi powoduje spowolnienie demencji starczej.
6. Żucie gumy zwiększa zdolność uczenia się, szybkość reakcji i zapamiętywanie.
7. IQ testy dają różne wyniki w zależności od środowiska i okoliczności - akurat tutaj jest tyle dowodów, że aż nie wiadomo, co zalinkować. Na wynik testu mogą mieć wpływ takie czynniki, jak to, czy na ścianach w pokoju, w którym robi się test powieszone są jakieś obrazki, albo od tego, czy prowadzący wspomina płeć, lub rasę. W niektórych warunkach można mieć większe IQ nawet o kilka punktów bez uprzednich ćwiczeń.
8. Neuroplastyka. Pod wpływem odpowiedniego pobudzenia danych obszarów w mózgu, dany obszar się zmienia - zwiększa, albo zmniejsza (na przykład). Oznacza to, że wszystko, co robimy, przeżywamy ma wpływ na budowę anatomiczną naszego mózgu. Osoby chore na depresję mają inny mózg, baletnice mają inny mózg, matematyczki mają inne. Każdy człowiek może się czegoś uczyć, mózg nie jest taki sam przez całe życie - dzięki temu możemy być coraz lepsi w danych fachu i dzięki temu mamy różne osobowości. Oznacza to, że wraz z treningiem zmienia się wielkość obszaru mózgu, który jest odpowiedzialny za daną czynność/pracę/cokolwiek. Gdyby neuroplastyki nie było, to bylibyśmy tacy sami przez całe życie. Różne zdarzenia życiowe nie powodowałyby u nas żadnej reakcji w postaci depresji, nerwicy, szczęścia, stresu pourazowego. Natomiast jeśli ktoś miałby depresję, albo inną chorobę psychiczną, bądź zaburzenie, to niemożliwym byłoby wyleczenie takiej osoby. Dzięki neuroplastyce, czyli poprzez modyfikację własnego zachowania, przyzwyczajeń możemy zmienić budowę naszego mózgu, zwiększyć, lub pomniejszyć odpowiednie obszary. Gdyby nie ona, nie moglibyśmy się niczego nigdy nauczyć, nie moglibyśmy przyswoić wiedzy. Każdego dnia bylibyśmy tacy sami. Gdyby nie ona, być może każdy człowiek byłby inny, ale pozostawałby taki sam do końca życia. Kwestią sporną pozostaje od kiedy taki człowiek miałby być niezmienny. Jak wiemy człowiek rodzi się, jako noworodek, potem jest niemowlakiem, potem dzieckiem, potem nastolatkiem, potem dorosłym. Czy w momencie, jak kończy 20 lat, jej/jego mózg przestaje się rozwijać? Nie, i dobrze o tym wiemy.
Ofiary wylewów mają najwięcej do powiedzenia w tym temacie. Długa i mozolna rehabilitacja pozwala zdrowej tkance mózgowej przejęcie ról martwych obszarów mózgu. Warto wspomnieć, że zazwyczaj upośledzone są czynności motoryczne (chory nie wie, jak się ubrać, posługiwać widelcem), a nie intelektualne (ale jest to również możliwe).
Fakt istnienia neuroplastyki ma daleko idące konsekwencje. Oznacza to bowiem, że nie tylko geny mają wpływ na budowę naszego mózgu, ale i środowisko ma ogromny na to wpływ. To ogromne pole do popisu dla wszelkich naukowców, badaczy, między innymi socjologów, feministek, nadzieja dla dyskryminowanych kobiet, mniejszości i osób czarnych. Oznacza to, że jeśli chcą ich życie należy tylko do nich i nie są oni ograniczeni swoją płcią, rasą, seksualnością, bądź inną szufladką.
9. Podczas wakacji możesz stracić nawet 20 punktów IQ. Oznacza to, że Twoje zdolności intelektualne osłabiają się (z różnych przyczyn).
10. Są ludzie, którzy mają mniej, niż 100% mózgu i żyją. Nie potrzeba zatem posiadać 100% mózgu, żeby żyć, funkcjonować w społeczeństwie i być produktywną jednostką.
a) Facet z mózgiem mniejszym o 50%-75%. Co prawda miał IQ na poziomie 75, ale nie był uważany za niedorozwiniętego - nie miał taki objawów po prostu! Naukowcy komentują to tak, że mózg jest niesamowicie plastyczny i z czasem funkcji części uszkodzonej/usuniętej mózgu zostają przejęte przez resztę zdrowej tkanki.
b) Dziewczynka, która żyje z połową mózgu:
Nie bez skutków ubocznych:
"Of course, the operation has its downside: "You can walk, run—some dance or skip—but you lose use of the hand opposite of the hemisphere that was removed. You have little function in that arm and vision on that side is lost," Freeman says.
Remarkably, few other impacts are seen. If the left side of the brain is taken out, "most people have problems with their speech, but it used to be thought that if you took that side out after age two, you'd never talk again, and we've proven that untrue," Freeman says. "The younger a person is when they undergo hemispherectomy, the less disability you have in talking. Where on the right side of the brain speech is transferred to and what it displaces is something nobody has really worked out."
Mózg jest najbardziej plastyczny w najmłodszych latach, dlatego najłatwiej mają osoby urodzone z defektami mózgu (znaczy wiadomo - najlepiej jest urodzić się bez żadnego defektu!). Jednak są znane przypadki osób po wylewie (czyli mają praktycznie martwą jakąś część mózgu), które po rehabilitacji (która może trwać zaledwie parę tygodni, jak jest intensywna) odzyskują wszystkie utracone funkcje i zdolności. To jest możliwe.
c) Kobieta posiadająca... 10-15% mózgu. Warto wspomnieć w takich przypadkach, że jest obalany tutaj mit o tym, że to wielkość mózgu odpowiada za inteligencję (chociaż są przesłanki ku temu, że wielkość pewnego obszaru w korze przedczołowej jest skorelowana z inteligencją). Ta kobieta posiadając tak mały mózg powinna być kompletną idiotką, lub wręcz rośliną. Ten przypadek jest o tyle niesamowity, że miała ona IQ 113 - czyli IQ większe od przeciętnego człowieka posiadającego 100% mózgu!!! Myślę, że można śmiało powiedzieć, że ona używała tylko 10% mózgu...
d) Kobieta bez móżdżka. Co prawda rozwijała się, jako dziecko, trochę później, niż inne dzieci, ale nie należy się temu dziwić - w końcu jej mózg musiał się całkiem inaczej rozwinąć...
Ok. Pewne fakty mamy za sobą. Jak widać można zwiększyć oraz zmniejszyć potencjał intelektualny swojego mózgu, często dzieje się to poprzez zwiększenie (lub zmniejszenie) odpowiednich obszarów mózgu, a co za tym idzie zwiększa się % używanego mózgu w czasie treningu/ćwiczenia (ogólnie używania mózgu podczas tej czynności). Oznacza to, że jeśli nie weźmiemy twierdzenia o 10% mózgu zbyt dosłownie, okazuje się, że jest on prawdą, nie mitem. Trzeba oczywiście zaznaczyć, że nie jest on w swojej naturze ścisły, bo można się spotkać z jego wieloma wersjami (a to, że człowiek używa 15% mózgu, 27% i tak dalej). Można więc przyjąć, że chodzi ogólnie tutaj o to, że człowiek ma jakiś niewykorzystany potencjał intelektualny i można swój potencjał zwiększyć. I jest to prawda.
Dlatego bardzo mnie dziwił ostatni wysyp artykułów, albo raczej ich treść. Artykułów nawiązujących do filmu o Lucy, która używa więcej, niż 10% mózgu i która ma niesamowite zdolności intelektualne (filmu nie oglądałam, więc dokładnie nie wiem), artykułów, które twierdziły, że jest to nieprawda i że to mit, że używamy tylko 10% mózgu. Autorzy tłumaczyli to między innymi tym, że mózg cały czas działa i jest żywa tkanką i przez to zużywa bardzo wiele energii i w związku z tym byłoby to nieefektywne z ewolucyjnego punktu widzenia, by używać tylko 10% mózgu. Wychodzi więc na to, że te osoby zrozumiały to twierdzenie inaczej, niż ja - nie, jako stwierdzenie, że nie wykorzystujemy całego potencjału mózgu, tylko twierdzenie, że większość naszego mózgu w ogóle nie pracuje, a więc jest martwa. Albo, że pracuje, tylko kompletnie nic nie robi i za nic nie jest odpowiedzialna, a energię na przeżycie sobie pobiera. Nie wiem skąd te osoby wysnuły taki wniosek, skoro nawet domniemani twórcy (znalazłam parę teorii na temat tego, skąd ten mit się wziął...) nie mieli tego na myśli, a właśnie chodziło im o skrywany potencjał intelektualny w ludzkim mózgu...
Te osoby również twierdziły, że używamy non-stop całego swojego mózgu (i znowu nawiązywały do ewolucji) i owszem, podkreślały, że są obszary, które się uaktywniają w momencie pewnych czynności i tak dalej. Czyli stwierdziły: "To twierdzenie to mit, używamy ciągle 100% mózgu, bo ewolucja! Ale w sumie podczas każdej czynności masz tylko część mózgu aktywną.". To naprawdę zagadkowe, zaprawdę powiadam Wam.
Ale serio... zastanówmy się teraz nad pewną hipotetyczną sytuacją. Załóżmy, że człowiek faktycznie ma 90% mózgu nieaktywne - absolutnie nigdy on nie jest aktywny i nie mają te obszary absolutnie żadnej funkcji, one po prostu są i pobierają energię. Niedawno, w 2014 roku, stworzyli nowe obrazowanie mózgu i właśnie wyszedł ten wstrząsający fakt - przypominam, że jesteśmy dalej takimi samymi ludźmi i tak dalej. Wcześniejsze obrazowania były wadliwe, głupie, w ogóle bezsensu. To fakt: człowiek ma 90% mózgu bezużyteczne. I teraz pytanie: czy ewolucja mogłaby do czegoś takiego dopuścić?
Uważam, że absolutnie tak. Człowiek nie ma żadnych wrogów, nawet wcześniej w prehistorii spokojnie działalność człowieka powodowała wymieranie gatunków. Ewolucja nie ma sensu. Ewolucja nie jest ukierunkowana. Nie wszystko w ewolucji ma uzasadnienie. Wystarczyłoby, że nie byłoby presji - nie mamy naturalnych wrogów (oprócz siebie), środowisko przekształcamy, jak chcemy. Wystarczy, że 10% mózgu wystarcza - a skoro starcza i daje radę, to po co ma się to zmieniać? Nie umierają osobniki o energochłonnych i bezużytecznych mózgach i wszystkie durnie żyją sobie szczęśliwie. Z resztą punkt 10 mojego wywodu wyraźnie pokazuje, że można mieć naprawdę mały mózg i wciąż w miarę normalnie funkcjonować.
1. Można zwiększyć skuteczność uczenia się poprzez pisanie ręczne. Czyli nie tylko czytać, ale też jednocześnie pisać. Dzieje się tak dlatego, że uruchamia się więcej obszarów mózgu (odpowiedzialnych za ruch ręki i pisanie, a nie tylko za uczenie się poszczególnych umiejętności). Można więc zwiększyć % używanego w danym momencie mózgu zwiększając jednocześnie jego wydajność i możliwości intelektualne (nie wnikam, czy efekt jest chwilowy, czy trwa dłużej).
2. Osoby, które są taksówkarzami lub umieją żonglować mają powiększony (fizycznie) hipokamp - obszar odpowiedzialny za uczenie się (pamięć) i orientację przestrzenną. Oznacza to, że można powiększyć określone obszary mózgu, co z kolei prowadzi do zwiększania aktywnego % mózgu w trakcie danej aktywności (którą w drodze ćwiczeń wykonuje się coraz lepiej). Jest to trochę bardziej skomplikowane, więc zachęcam do odwiedzenia linków.
3. Osoby używające mnemotechnik używają podczas uczenia się więcej obszarów mózgu, niż osoby, które ich nie używają - aktywność mózgu się zwiększa. Czyli jest możliwe zwiększenie możliwości intelektualnych swojego mózgu.
4. Istnieje obszar mózgu, który jest odpowiedzialny za nic (albo przynajmniej nie zostało to jeszcze odkryte). Niestety badanie nie zostało opublikowane. Jego wyniki zostały ogłoszone na spotkaniu Society for Neuroscience. No i jak się okazuje mogły być wynikiem błędu. Także ogólnie podchodziłabym do tego sceptycznie, ale myślę, że jest to warte wzmianki, zwłaszcza w temacie o używaniu 10% mózgu.
5.Sport zwiększa potencjał umysłowy i u starszych ludzi powoduje spowolnienie demencji starczej.
6. Żucie gumy zwiększa zdolność uczenia się, szybkość reakcji i zapamiętywanie.
7. IQ testy dają różne wyniki w zależności od środowiska i okoliczności - akurat tutaj jest tyle dowodów, że aż nie wiadomo, co zalinkować. Na wynik testu mogą mieć wpływ takie czynniki, jak to, czy na ścianach w pokoju, w którym robi się test powieszone są jakieś obrazki, albo od tego, czy prowadzący wspomina płeć, lub rasę. W niektórych warunkach można mieć większe IQ nawet o kilka punktów bez uprzednich ćwiczeń.
8. Neuroplastyka. Pod wpływem odpowiedniego pobudzenia danych obszarów w mózgu, dany obszar się zmienia - zwiększa, albo zmniejsza (na przykład). Oznacza to, że wszystko, co robimy, przeżywamy ma wpływ na budowę anatomiczną naszego mózgu. Osoby chore na depresję mają inny mózg, baletnice mają inny mózg, matematyczki mają inne. Każdy człowiek może się czegoś uczyć, mózg nie jest taki sam przez całe życie - dzięki temu możemy być coraz lepsi w danych fachu i dzięki temu mamy różne osobowości. Oznacza to, że wraz z treningiem zmienia się wielkość obszaru mózgu, który jest odpowiedzialny za daną czynność/pracę/cokolwiek. Gdyby neuroplastyki nie było, to bylibyśmy tacy sami przez całe życie. Różne zdarzenia życiowe nie powodowałyby u nas żadnej reakcji w postaci depresji, nerwicy, szczęścia, stresu pourazowego. Natomiast jeśli ktoś miałby depresję, albo inną chorobę psychiczną, bądź zaburzenie, to niemożliwym byłoby wyleczenie takiej osoby. Dzięki neuroplastyce, czyli poprzez modyfikację własnego zachowania, przyzwyczajeń możemy zmienić budowę naszego mózgu, zwiększyć, lub pomniejszyć odpowiednie obszary. Gdyby nie ona, nie moglibyśmy się niczego nigdy nauczyć, nie moglibyśmy przyswoić wiedzy. Każdego dnia bylibyśmy tacy sami. Gdyby nie ona, być może każdy człowiek byłby inny, ale pozostawałby taki sam do końca życia. Kwestią sporną pozostaje od kiedy taki człowiek miałby być niezmienny. Jak wiemy człowiek rodzi się, jako noworodek, potem jest niemowlakiem, potem dzieckiem, potem nastolatkiem, potem dorosłym. Czy w momencie, jak kończy 20 lat, jej/jego mózg przestaje się rozwijać? Nie, i dobrze o tym wiemy.
Ofiary wylewów mają najwięcej do powiedzenia w tym temacie. Długa i mozolna rehabilitacja pozwala zdrowej tkance mózgowej przejęcie ról martwych obszarów mózgu. Warto wspomnieć, że zazwyczaj upośledzone są czynności motoryczne (chory nie wie, jak się ubrać, posługiwać widelcem), a nie intelektualne (ale jest to również możliwe).
Fakt istnienia neuroplastyki ma daleko idące konsekwencje. Oznacza to bowiem, że nie tylko geny mają wpływ na budowę naszego mózgu, ale i środowisko ma ogromny na to wpływ. To ogromne pole do popisu dla wszelkich naukowców, badaczy, między innymi socjologów, feministek, nadzieja dla dyskryminowanych kobiet, mniejszości i osób czarnych. Oznacza to, że jeśli chcą ich życie należy tylko do nich i nie są oni ograniczeni swoją płcią, rasą, seksualnością, bądź inną szufladką.
9. Podczas wakacji możesz stracić nawet 20 punktów IQ. Oznacza to, że Twoje zdolności intelektualne osłabiają się (z różnych przyczyn).
10. Są ludzie, którzy mają mniej, niż 100% mózgu i żyją. Nie potrzeba zatem posiadać 100% mózgu, żeby żyć, funkcjonować w społeczeństwie i być produktywną jednostką.
a) Facet z mózgiem mniejszym o 50%-75%. Co prawda miał IQ na poziomie 75, ale nie był uważany za niedorozwiniętego - nie miał taki objawów po prostu! Naukowcy komentują to tak, że mózg jest niesamowicie plastyczny i z czasem funkcji części uszkodzonej/usuniętej mózgu zostają przejęte przez resztę zdrowej tkanki.
b) Dziewczynka, która żyje z połową mózgu:
Nie bez skutków ubocznych:
"Of course, the operation has its downside: "You can walk, run—some dance or skip—but you lose use of the hand opposite of the hemisphere that was removed. You have little function in that arm and vision on that side is lost," Freeman says.
Remarkably, few other impacts are seen. If the left side of the brain is taken out, "most people have problems with their speech, but it used to be thought that if you took that side out after age two, you'd never talk again, and we've proven that untrue," Freeman says. "The younger a person is when they undergo hemispherectomy, the less disability you have in talking. Where on the right side of the brain speech is transferred to and what it displaces is something nobody has really worked out."
c) Kobieta posiadająca... 10-15% mózgu. Warto wspomnieć w takich przypadkach, że jest obalany tutaj mit o tym, że to wielkość mózgu odpowiada za inteligencję (chociaż są przesłanki ku temu, że wielkość pewnego obszaru w korze przedczołowej jest skorelowana z inteligencją). Ta kobieta posiadając tak mały mózg powinna być kompletną idiotką, lub wręcz rośliną. Ten przypadek jest o tyle niesamowity, że miała ona IQ 113 - czyli IQ większe od przeciętnego człowieka posiadającego 100% mózgu!!! Myślę, że można śmiało powiedzieć, że ona używała tylko 10% mózgu...
d) Kobieta bez móżdżka. Co prawda rozwijała się, jako dziecko, trochę później, niż inne dzieci, ale nie należy się temu dziwić - w końcu jej mózg musiał się całkiem inaczej rozwinąć...
Ok. Pewne fakty mamy za sobą. Jak widać można zwiększyć oraz zmniejszyć potencjał intelektualny swojego mózgu, często dzieje się to poprzez zwiększenie (lub zmniejszenie) odpowiednich obszarów mózgu, a co za tym idzie zwiększa się % używanego mózgu w czasie treningu/ćwiczenia (ogólnie używania mózgu podczas tej czynności). Oznacza to, że jeśli nie weźmiemy twierdzenia o 10% mózgu zbyt dosłownie, okazuje się, że jest on prawdą, nie mitem. Trzeba oczywiście zaznaczyć, że nie jest on w swojej naturze ścisły, bo można się spotkać z jego wieloma wersjami (a to, że człowiek używa 15% mózgu, 27% i tak dalej). Można więc przyjąć, że chodzi ogólnie tutaj o to, że człowiek ma jakiś niewykorzystany potencjał intelektualny i można swój potencjał zwiększyć. I jest to prawda.
Dlatego bardzo mnie dziwił ostatni wysyp artykułów, albo raczej ich treść. Artykułów nawiązujących do filmu o Lucy, która używa więcej, niż 10% mózgu i która ma niesamowite zdolności intelektualne (filmu nie oglądałam, więc dokładnie nie wiem), artykułów, które twierdziły, że jest to nieprawda i że to mit, że używamy tylko 10% mózgu. Autorzy tłumaczyli to między innymi tym, że mózg cały czas działa i jest żywa tkanką i przez to zużywa bardzo wiele energii i w związku z tym byłoby to nieefektywne z ewolucyjnego punktu widzenia, by używać tylko 10% mózgu. Wychodzi więc na to, że te osoby zrozumiały to twierdzenie inaczej, niż ja - nie, jako stwierdzenie, że nie wykorzystujemy całego potencjału mózgu, tylko twierdzenie, że większość naszego mózgu w ogóle nie pracuje, a więc jest martwa. Albo, że pracuje, tylko kompletnie nic nie robi i za nic nie jest odpowiedzialna, a energię na przeżycie sobie pobiera. Nie wiem skąd te osoby wysnuły taki wniosek, skoro nawet domniemani twórcy (znalazłam parę teorii na temat tego, skąd ten mit się wziął...) nie mieli tego na myśli, a właśnie chodziło im o skrywany potencjał intelektualny w ludzkim mózgu...
Te osoby również twierdziły, że używamy non-stop całego swojego mózgu (i znowu nawiązywały do ewolucji) i owszem, podkreślały, że są obszary, które się uaktywniają w momencie pewnych czynności i tak dalej. Czyli stwierdziły: "To twierdzenie to mit, używamy ciągle 100% mózgu, bo ewolucja! Ale w sumie podczas każdej czynności masz tylko część mózgu aktywną.". To naprawdę zagadkowe, zaprawdę powiadam Wam.
Ale serio... zastanówmy się teraz nad pewną hipotetyczną sytuacją. Załóżmy, że człowiek faktycznie ma 90% mózgu nieaktywne - absolutnie nigdy on nie jest aktywny i nie mają te obszary absolutnie żadnej funkcji, one po prostu są i pobierają energię. Niedawno, w 2014 roku, stworzyli nowe obrazowanie mózgu i właśnie wyszedł ten wstrząsający fakt - przypominam, że jesteśmy dalej takimi samymi ludźmi i tak dalej. Wcześniejsze obrazowania były wadliwe, głupie, w ogóle bezsensu. To fakt: człowiek ma 90% mózgu bezużyteczne. I teraz pytanie: czy ewolucja mogłaby do czegoś takiego dopuścić?
Uważam, że absolutnie tak. Człowiek nie ma żadnych wrogów, nawet wcześniej w prehistorii spokojnie działalność człowieka powodowała wymieranie gatunków. Ewolucja nie ma sensu. Ewolucja nie jest ukierunkowana. Nie wszystko w ewolucji ma uzasadnienie. Wystarczyłoby, że nie byłoby presji - nie mamy naturalnych wrogów (oprócz siebie), środowisko przekształcamy, jak chcemy. Wystarczy, że 10% mózgu wystarcza - a skoro starcza i daje radę, to po co ma się to zmieniać? Nie umierają osobniki o energochłonnych i bezużytecznych mózgach i wszystkie durnie żyją sobie szczęśliwie. Z resztą punkt 10 mojego wywodu wyraźnie pokazuje, że można mieć naprawdę mały mózg i wciąż w miarę normalnie funkcjonować.
20140508
Największe osiągnięcia ludzkości
Bez względu na to, czy odkrycia i praca naukowa przyczyniły się do zmiany świadomości społecznej, czy reformacji społecznej, czy odkrycia stanowią "coś" same w sobie podstawowego i jednocześnie przełomowego.
Podejrzewam, że nie można być przy czymś takim obiektywną. Mimo to, starałam się, jak najlepiej uzasadnić moje decyzje i racjonalnie podejść do tematu. Bardzo ciężko jest ocenić, co jest ważniejsze, co mniej ważne i co miało większy wpływ. Jestem pewna tylko i wyłącznie 1 i 2 miejsca, przy reszcie miałam dużo wahań, czy może czegoś nie przesunąć wyżej, niżej, itp..
Miałam też, na przykład, problem z Newtonem, albo Pitagorasem, albo Kopernikiem. Chciałam początkowo umieścić Newtona w tym rankingu, tylko, że grawitację każdy człowiek rozumie od urodzenia...
Doszłam do wniosku, że nie mogę tak sobie wybierać jakichś osiągnięć i odkryć, bo wydają mi się fundamentalne (chociaż i tego nie udało mi się uniknąć! - a tak mi się przynajmniej wydaje). Nie mogę w oderwaniu od ludzi, od społeczeństwa rozpatrywać "wielkość" danego osiągnięcia. Pitagoras stworzył podstawy matematyki, zgadza się, ale zrobiło to także wiele innych społeczeństw przed nim, a poza tym... nie miał on znowu tak "trudno". Kopernik z kolei dosłownie "wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię". On w obliczu pingwinów narażał wręcz życie głosząc prawdę. On zmienił ludzkość i to dosłownie.
Nie oznacza to oczywiście, że będę brała tylko to pod uwagę. Są takie odkrycia i takie wynalazki, które same w sobie zmieniły świat i postrzeganie go, albo, na przykład, umożliwiły rozwój innych, nowych technologii.
Miałam nie pisać długich wstępów, no cóż... Zapraszam.
7. Teoria ewolucji - Darwin, Buffon, Lamarck.
Zwolennicy błędnie rozumianej ewolucji zdają się być religiantami z podejściem "religia jest dla głupców, więc wynajdę coś bardziej 'naukowego', by poprzeć moją mizoginię". Bo tak, nie należy do wątpliwości fakt, że wszelako pojęty Darwinizm zapoczątkował ruch "determinizmu" i "biologizmu" - czyli wszystko jest PO COŚ, wszystko musi mieć CEL. Z drugiej strony mamy wylęgarnie "sceptyków" ewolucji, którzy za grosz nie mają pojęcia o jej mechanizmach, ale są przekonani o jej nieprawdziwości. Bez względu na te "niedogodności", albo zwłaszcza na tę głupotę i specyficzną odpowiedź społeczeństwa, należy umieścić teorię ewolucję w tym rankingu.
6. Wynalezienie szczepionki.
Dzięki temu ludzkość nie jest cyklicznie dziesiątkowana (chociaż powinnam napisać milionowana), a w czasach globalizacji i łatwości z jaką ludzie mogą się przemieszczać jest to bardzo ważne. Może się to jednak zmienić z powodu antyszczepionkowców, którzy narażają przez swoją ignorancję na śmierć nie tylko swoje dzieci, ale także innych...
5. Ludzie nie są najważniejsi, czyli teoria heliocentryczna - Kopernik, Galileusz, Kepler, Hooke.
Nie tylko wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Kopernik podważył dosłownie całą religię, cały ówczesny światopogląd. Olać ruszenie Ziemi - Kopernik ruszył umysły ludzi, a to znacznie trudniejsze...
4. Teoria względności, czyli światło jest "constant" - Galileusz, Mileva Maric (prawdopodobnie), Albert Einstein, Henri Pincare, Lorentz, Maxwell i inni.
Dosłownie zmieniła postrzeganie świata i pozwoliła na używanie nowych technologii (GPS chociażby). Zupełnie inne, z naszego punktu widzenia, "nienaturalne" podejście do natury czasu i przestrzeni było nie tylko szokujące i samo w sobie kreatywne, ale dosłownie stało się pożywką dla wszelkich filozofów i inżynierów.
3. Odkrycie z czego zbudowany jest Wszechświat - Hel i Wodór.
Uważane za najważniejsze osiągnięcie astronomii. Jeden z najwspanialszych naukowców wszechczasów.
2. Epoka informacji.
Oczywiste. Nie wiem szczerze mówiąc od czego zacząć. Nie ulega wątpliwości, że programistki i ogólnie informatyka szeroko pojęta odmieniła oblicze naszego świata. Zintensyfikowała dobre i złe rzeczy. Internet, jako broń obosieczna służy wręcz nieskończonym możliwościom. Programowanie różnych urządzeń, jak i komputerów umożliwia... wszystko. Jesteśmy jedynie ograniczeni przez wyobraźnię i... właściwości fizyczne komponentów. Dzięki nim nasze życie stało się o wiele łatwiejsze, ale z drugiej strony pojawiły się inne problemy, nie tylko czysto związane z charaterem sieci. Jak wspomniałam Internet to broń obosieczna.
Co ciekawe, przez pierwsze kilkadziesiąt lat istnienia programowania zawód ten był uważany za zawód kobiecy. Byłam również zainteresowana tym, czemu programy nazywają się software, bo mam dziwne podejrzenie, że wzięło się to z "kobiecego" charakteru tego zawodu... nie mogłam jednak nic znaleźć.
1. Feminizm.
Feminizm dosłownie zmienił całe nasze społeczeństwo fundamentalnie. Zmienił wiele na lepsze. Pozwala zużywać potencjał połowy ludzkości w sposób nigdy wcześniej nieużywany. Feminizm nie tylko przysłużył się kobietom, ale także mężczyznom. To wszystko udało się osiągnąć dzięki antropologom, psychologom, feministkom, politykom, historykom, naukowcom i miliona "zwykłych" kobiet. Całą walka o liberalizację kobiet nie obyła się bez ofiar śmiertelnych. Nie obyło się bez rytualnych gwałtów służącym ukaranie feministek. Nie obyło się... bez wojen. Gender, STOP rasizmowi, STOP homofobii - to wszystko zawdzięczamy feminizmowi. F., jako forma walki z patriarchatem i rządów białych, heteroseksualnych mężczyzn pozwolił na większe tolerowanie gejów, lesbijek, czarnych.
Słowo "osiągnięcie" wskazuje na fakt dokonany: coś się stało i zostało osiągnięte, zrobione. Tak jednak nie jest. Feministki mają bardzo dużo do roboty i ostatnie kilkanaście lat walki to tylko początek żmudnej i systematycznej pracy nad społeczeństwem.
Gdy piszę "feminizm", nie chodzi mi tutaj tylko o feminizm polski, albo europejski, amerykański, ale globalny, w którym kobiety ze wszystkich państw łączą się i walczą o swoje. To kobiety zmieniają świat. To kobiety są przyszłością i to kobiety będą tej przyszłości nadawać ton. Nie można mówić o feminizmie tylko i wyłącznie w kontekście pierwszego świata, bo to problem całej ludzkości. W czasach, gdy mogę w ciągu kilkunastu godzin znaleźć się po drugiej stronie globu nie można mówić o tym, że feministki osiągnęły już wszystko i nie ma co robić. Nie można mówić, że nie mamy narzekać, bo kiedyś nie miałyśmy żadnych praw. Mężczyźni również mieli kiedyś gorzej, czy ktokolwiek mówi im, że mają nie narzekać, bo gdzieś tam w Afryce mogą zostać za bycie chrześcijanami zostać ukamieniowani? Albo kiedyś tam, jeśli nie byli duchownymi mogli zostać spaleni na stosie za głoszenie prawdy naukowej?
Twierdzenie, że feminizm nie jest już potrzebny jest niezwykle krzywdzące nie tylko ze względu na swoistą ignorancję, ale także ze względu na miliardy ofiar patriarchatu na całym świecie i tu pewnie kogoś zadziwię - także w Polsce. Takie opinie nie tyle, co ewentualnie pokazują, że seksizm nie istnieje i feminizm nie ma racji bytu, tylko bardziej świadczą o samym głosicielu kłamstw. Taka osoba po pierwsze nie ma pojęcia o życiu kobiet. Po prostu. Nie ma również za grosz empatii, bo wystarczy jedynie spróbować stłumić swoje uprzedzenia i strach, po czym racjonalnie określić poziom i sposoby życia kobiet w społeczeństwie. Są takie problemy kobiet, które nigdy mężczyzn nie dotkną i nawet nie chodzi mi tutaj o czystą biologię (na przykład miesiączkę), ale o "zwykłe" uprzywilejowanie mężczyzn.
Co ciekawe, ci sami mężczyźni głoszący jakże światłe i niepoprawne politycznie poglądy o głupocie kobiet, a szczególnie głupocie feministek (bo nie mają prawa istnieć ze względu na to, że kobiety już mają wszystkie prawa, a cała reszta to przywileje sprawiające, że kobiety stoją "wyżej") zarzucają, że te nie zajmują się "prawdziwą" dyskryminacją kobiet w Islamie, tudzież w Afryce, albo Indiach. Czyli feminizm jest bez sensu wtedy, gdy nam to pasuje - gdy możemy skrytykować feministki za to, że są "niekompetentne" (co jest nieprawdą) nagle, jak za sprawą magicznej różdżki feminizm jest bardzo potrzebny. Nie wiem, jak nazwać taką postawę. Hipokryzją? Rozdwojeniem jaźni? Brakiem konsekwencji? Słabą mocą mózgu? Inteligencją nie potrafiąca przetrawić zbyt dużej ilości danych i wyciągnąć logicznych wniosków? Są różne hipotezy - nie żartuję. Nie jestem pierwszą, która zauważa irracjonalność mizoginii.
Należy przy tym zauważyć, że mężczyźni czują nieposkromioną chęć wpierdalania się tam, gdzie ich nikt nie chce. Oni muszą wyrazić swoje zdanie na temat feminizmu - tak, jakby ktoś ich prosił. Oni muszą naprostować wszystko, muszą się przyczepić byle czego, muszą przekręcić fakty i je zmanipulować, a najlepiej - sfałszować! Już samo kłamanie i zmyślanie przeróżnych historyjek mających na celu oczernianie kobiet świadczy o tym, że nie mają oni argumentów, a co za tym idzie nie mają racji. Muszą "argumenty" wymyślać, żeby o czymkolwiek dyskutować. Nie mogą znieść tego, że są tematy i sprawy społeczne, w których mimo, że są głównym tematem rozmów, jako rozmówcy nie są mile widziani. Sami nie mają problemu z tym, żeby w debacie na temat legalizacji aborcji brali udział sami mężczyźni.
Z jednej strony można poddać ich postawę rozważaniom i zadać sobie pytanie: dlaczego? Nie jest to ani łatwe, ani banalne pytanie. Z drugiej jednak strony postawa frustratów i skrzywdzonych przez los mężczyzn nie jest jedynym powodem, dla którego feminizm jest potrzebny przecież.
Wbrew pozorom nie uważam, że mężczyźni nie są... mile widziani w feminizmie. Jeżeli robią swoją pracę w odpowiedni sposób, są mile widziani. Zwrot "odpowiedni sposób" jest kluczowy.
Należy zwrócić uwagę na to, że w większości przypadków mężczyźni mają postawę obronną i atakując kobiety, bądź feministki w różny sposób (czy to "rozsiewając" kłamstwa, wysyłając groźby, bądź "po prostu" gwałcąc). Oni uważają, że się bronią i to jest ciekawe. Czy wynika to ze strachu przed zmienieniem statusu Quo? Przecież Hitler atakując Polskę też uważał, że jest to akt obronny! Z czego to wynika? Przecież, jak się spojrzy na wojnę, jako formę zdobywania wpływów, albo jakichś zasobów i bogactw, trzeba przyznać, że nie jest to zbyt racjonalny sposób. Znacznie lepszym sposobem z matematycznego punktu widzenia jest altruizm odwzajemniony. W praktyce oznaczałoby to swego rodzaju sojusz, albo handel. Logicznie rozumując musi być jakiś dodatkowy czynnik, dodatkowa zmienna, która sprawia, że wojna wydaje się być taka... odpowiednia i ważna. W końcu mężczyźni rozpoczynający wojnę uważają, że robią to w imię ratowania świata! Coś tu jest nie tak.
Wiele osób, a także zawodowych historyków uważa, że wojna jest potrzebna (albo była), bo "napędza" gospodarkę. Jest to moim skromnym zdanie oczywista bzdura, ponieważ o wiele więcej można by osiągnąć dzięki współpracy. Twierdzenie, że wojna jest potrzebna, bo napędza gospodarkę, jest jak twierdzenie, że Kościół jest niezbędny do tego, żeby pomagać innym ludziom, chociażby ludziom w Afryce. Można pomagać ludziom bez Kościoła, tak samo można napędzać gospodarkę bez wojny.
Można też powiedzieć: "Zaraz, przecież to rządzącym przy korycie zależy, by mężczyźni byli upośledzeni intelektualnie, rządzący są wyrachowani i indoktrynując mężczyzn i kobiety będą mieć zawsze pretekst do wywołania wojny, wystarczy, że wmówią ludziom, że mają wspólnego wroga (terroryzm, feminizm, ateizm, Żydzi), który może być powodem domniemanej zapaści cywilizacyjnej, czyli straszliwego niebezpieczeństwa". Ta hipoteza zakłada, że mężczyźni stojący u władzy są wyrachowani i ich działania są wykalkulowane. Problem polega na tym, że wojna nie jest racjonalna, jak już wcześniej wspomniałam (chociaż nie tylko o to chodzi, wiele elementów wojny jest po prostu zamachem na moralność, jest wybuchem emocji, strachu i agresji, folgowaniem najobrzydliwszym instynktom, jej forma często nie ma nic wspólnego z racjonalnością i logiką). Wnioski mogą być takie, że albo rządzący (albo sterujący rządzącymi) są debilami, albo wcale nie są wyrachowani i ich pierdolenie o potrzebie wojny i tak dalej jest czysto emocjonalne i należy taki ewentualny konflikt rozpatrywać nie pod względem gospodarczym, politycznym, ekonomicznym, a psychologicznym.
Innym ciekawym wyjaśnieniem agresji i strasznych rzeczy, jakich dopuszczają się ludzie jest hipoteza mówiąca o tym, że wszystko zależy od zewnętrznych warunków. Sztandarowym przykładem tego zjawiska jest słynny eksperyment więzienny. Krótko mówiąc chodzi o to, że największy wpływ na człowieka ma środowisko w danej chwili i zwykł, przeciętny obywatel może się w każdej chwili zamienić w seryjnego mordercę. Co ciekawe, nie wszyscy reagują w ten sam sposób. Pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego znaczna większość jest konformistami, a jedynie pojedyncze jednostki są w stanie sprzeciwić się tyrani i przemocy? Charakter? Wpływ wychowania?
Czy to chodzi rozpoczęcie wojny, czy tak "trywialną" sytuację, jak żartowanie z ofiar gwałtów, albo wyśmiewanie mężczyzn odbiegających od ogólnego wzoru "męskości" (a to za chudy, a to za łagodny, za mało agresywny, ubierający się w złe kolory, potrafiący znaleźć kompromis, co jest złe, rzecz jasna) zawsze można dojrzeć te same zwroty i te same postawy. Jeżeli nie wiecie, o co mi chodzi wystarczy przejrzeć wpisy pewnego blogera - jest to idealny przykład takiego punktu widzenia. Chodzi mi o jego opinie na temat feminizacji Europy (bo to bardzo złe), potrzebie wojny, potrzebie "przywrócenia męskości". Jest to bardzo niebezpieczne - te same "trendy" zachodziły w trzeciej Rzeszy i te same "trendy" zachodzą teraz wśród wszelkich konserwatystów, mizoginów, nacjonalistów, religiantów, narodowców, a także... zwolenników psychologii ewolucyjnej. Jest w interesie nas wszystkich, by "rozprostowywać" kłamstwa tych panów oraz wypominać wszędobylski strach i irracjonalność ich przekonań.
To prawda, że UE jest stosunkowo łagodną "instytucją", ale nie jest to spowodowane feminizacją. Zdecydowaną większość głów państw w Europie stanowią mężczyźni. W parlamentach państw Unii Europejskiej również większość stanowią mężczyźni. Ba! W samym parlamencie Europejskim większość posłów to faceci. W rzeczywistości postawę złagodzenia stosunków przypisuje się głównie zaostrzeniem przepisów przeciwko przemocy wobec dzieci.
Bardzo wiele mężczyzn, prawdopodobnie na skutek dzieciństwa pełnego przemocy i/albo (ewentualnej) wrodzonej wrażliwości na zaniedbania rodziców czują ogromny strach przed kobietami, co skutkuje mizoginią, strachem przed wszelkimi zmianami, czyli zachowaniem statusu quo, irracjonalnością w myśleniu i zachowaniu, marnowaniu energii na nienawiść wobec kobiet (bo nie lubimy tego, czego się boimy), agresywnością i nieustanną postawą obronną. Nie tylko dotyka to kobiet (co jest oczywiste), ale także mężczyzn przecież. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar przemocy obu płci. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar gwałtów obu płci, czego zdają się nie zauważać mizogini, którzy z jednej strony wyśmiewając zgwałconych mężczyzn twierdząc, że "faceta nie da się zgwałcić", a z drugiej mają czelność wypominać feministkom, że mają "w dupie" gwałty na facetach. Zdają się przy tym wygodnie zapominać, że większość gwałtów na mężczyznach "wykonują" sami mężczyźni, że feministki też się tym zajmują oraz to, że jakby się tym faktycznie nie zajmowały, to absolutnie nie jest to ich obowiązek. Oburzeni gwałtami na chłopców i mężczyznach faceci starają się ten temat poruszać "poważnie" tylko i wyłącznie w kontekście gwałtów na kobietach.
Bez względu na to, jaki jest powód takiego, a nie innego obrazu świata, takiego a nie innego obrazu Polski, potrzebujemy feminizmu. Potrzebujemy zdrowego rozsądku.
Dopóki przyczyny przemocy nie zostaną usunięte, dopóty będzie potrzebny feminizm.
Jakakolwiek krzywda mężczyzn ze względu na ich płeć nie wynika z feminizmu, a patriarchatu.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat dyskryminacji i seksizmu w dzisiejszym świecie, bardziej szczegółowo wszystko jest opisane na blogu Demoniczne Samce i zachęcam do odwiedzenia go.
Podejrzewam, że nie można być przy czymś takim obiektywną. Mimo to, starałam się, jak najlepiej uzasadnić moje decyzje i racjonalnie podejść do tematu. Bardzo ciężko jest ocenić, co jest ważniejsze, co mniej ważne i co miało większy wpływ. Jestem pewna tylko i wyłącznie 1 i 2 miejsca, przy reszcie miałam dużo wahań, czy może czegoś nie przesunąć wyżej, niżej, itp..
Miałam też, na przykład, problem z Newtonem, albo Pitagorasem, albo Kopernikiem. Chciałam początkowo umieścić Newtona w tym rankingu, tylko, że grawitację każdy człowiek rozumie od urodzenia...
Doszłam do wniosku, że nie mogę tak sobie wybierać jakichś osiągnięć i odkryć, bo wydają mi się fundamentalne (chociaż i tego nie udało mi się uniknąć! - a tak mi się przynajmniej wydaje). Nie mogę w oderwaniu od ludzi, od społeczeństwa rozpatrywać "wielkość" danego osiągnięcia. Pitagoras stworzył podstawy matematyki, zgadza się, ale zrobiło to także wiele innych społeczeństw przed nim, a poza tym... nie miał on znowu tak "trudno". Kopernik z kolei dosłownie "wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię". On w obliczu pingwinów narażał wręcz życie głosząc prawdę. On zmienił ludzkość i to dosłownie.
Nie oznacza to oczywiście, że będę brała tylko to pod uwagę. Są takie odkrycia i takie wynalazki, które same w sobie zmieniły świat i postrzeganie go, albo, na przykład, umożliwiły rozwój innych, nowych technologii.
Miałam nie pisać długich wstępów, no cóż... Zapraszam.
7. Teoria ewolucji - Darwin, Buffon, Lamarck.
Zwolennicy błędnie rozumianej ewolucji zdają się być religiantami z podejściem "religia jest dla głupców, więc wynajdę coś bardziej 'naukowego', by poprzeć moją mizoginię". Bo tak, nie należy do wątpliwości fakt, że wszelako pojęty Darwinizm zapoczątkował ruch "determinizmu" i "biologizmu" - czyli wszystko jest PO COŚ, wszystko musi mieć CEL. Z drugiej strony mamy wylęgarnie "sceptyków" ewolucji, którzy za grosz nie mają pojęcia o jej mechanizmach, ale są przekonani o jej nieprawdziwości. Bez względu na te "niedogodności", albo zwłaszcza na tę głupotę i specyficzną odpowiedź społeczeństwa, należy umieścić teorię ewolucję w tym rankingu.
6. Wynalezienie szczepionki.
Dzięki temu ludzkość nie jest cyklicznie dziesiątkowana (chociaż powinnam napisać milionowana), a w czasach globalizacji i łatwości z jaką ludzie mogą się przemieszczać jest to bardzo ważne. Może się to jednak zmienić z powodu antyszczepionkowców, którzy narażają przez swoją ignorancję na śmierć nie tylko swoje dzieci, ale także innych...
5. Ludzie nie są najważniejsi, czyli teoria heliocentryczna - Kopernik, Galileusz, Kepler, Hooke.
Nie tylko wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Kopernik podważył dosłownie całą religię, cały ówczesny światopogląd. Olać ruszenie Ziemi - Kopernik ruszył umysły ludzi, a to znacznie trudniejsze...
4. Teoria względności, czyli światło jest "constant" - Galileusz, Mileva Maric (prawdopodobnie), Albert Einstein, Henri Pincare, Lorentz, Maxwell i inni.
Dosłownie zmieniła postrzeganie świata i pozwoliła na używanie nowych technologii (GPS chociażby). Zupełnie inne, z naszego punktu widzenia, "nienaturalne" podejście do natury czasu i przestrzeni było nie tylko szokujące i samo w sobie kreatywne, ale dosłownie stało się pożywką dla wszelkich filozofów i inżynierów.
3. Odkrycie z czego zbudowany jest Wszechświat - Hel i Wodór.
Uważane za najważniejsze osiągnięcie astronomii. Jeden z najwspanialszych naukowców wszechczasów.
2. Epoka informacji.
Oczywiste. Nie wiem szczerze mówiąc od czego zacząć. Nie ulega wątpliwości, że programistki i ogólnie informatyka szeroko pojęta odmieniła oblicze naszego świata. Zintensyfikowała dobre i złe rzeczy. Internet, jako broń obosieczna służy wręcz nieskończonym możliwościom. Programowanie różnych urządzeń, jak i komputerów umożliwia... wszystko. Jesteśmy jedynie ograniczeni przez wyobraźnię i... właściwości fizyczne komponentów. Dzięki nim nasze życie stało się o wiele łatwiejsze, ale z drugiej strony pojawiły się inne problemy, nie tylko czysto związane z charaterem sieci. Jak wspomniałam Internet to broń obosieczna.
Co ciekawe, przez pierwsze kilkadziesiąt lat istnienia programowania zawód ten był uważany za zawód kobiecy. Byłam również zainteresowana tym, czemu programy nazywają się software, bo mam dziwne podejrzenie, że wzięło się to z "kobiecego" charakteru tego zawodu... nie mogłam jednak nic znaleźć.
1. Feminizm.
Feminizm dosłownie zmienił całe nasze społeczeństwo fundamentalnie. Zmienił wiele na lepsze. Pozwala zużywać potencjał połowy ludzkości w sposób nigdy wcześniej nieużywany. Feminizm nie tylko przysłużył się kobietom, ale także mężczyznom. To wszystko udało się osiągnąć dzięki antropologom, psychologom, feministkom, politykom, historykom, naukowcom i miliona "zwykłych" kobiet. Całą walka o liberalizację kobiet nie obyła się bez ofiar śmiertelnych. Nie obyło się bez rytualnych gwałtów służącym ukaranie feministek. Nie obyło się... bez wojen. Gender, STOP rasizmowi, STOP homofobii - to wszystko zawdzięczamy feminizmowi. F., jako forma walki z patriarchatem i rządów białych, heteroseksualnych mężczyzn pozwolił na większe tolerowanie gejów, lesbijek, czarnych.
Słowo "osiągnięcie" wskazuje na fakt dokonany: coś się stało i zostało osiągnięte, zrobione. Tak jednak nie jest. Feministki mają bardzo dużo do roboty i ostatnie kilkanaście lat walki to tylko początek żmudnej i systematycznej pracy nad społeczeństwem.
Gdy piszę "feminizm", nie chodzi mi tutaj tylko o feminizm polski, albo europejski, amerykański, ale globalny, w którym kobiety ze wszystkich państw łączą się i walczą o swoje. To kobiety zmieniają świat. To kobiety są przyszłością i to kobiety będą tej przyszłości nadawać ton. Nie można mówić o feminizmie tylko i wyłącznie w kontekście pierwszego świata, bo to problem całej ludzkości. W czasach, gdy mogę w ciągu kilkunastu godzin znaleźć się po drugiej stronie globu nie można mówić o tym, że feministki osiągnęły już wszystko i nie ma co robić. Nie można mówić, że nie mamy narzekać, bo kiedyś nie miałyśmy żadnych praw. Mężczyźni również mieli kiedyś gorzej, czy ktokolwiek mówi im, że mają nie narzekać, bo gdzieś tam w Afryce mogą zostać za bycie chrześcijanami zostać ukamieniowani? Albo kiedyś tam, jeśli nie byli duchownymi mogli zostać spaleni na stosie za głoszenie prawdy naukowej?
Twierdzenie, że feminizm nie jest już potrzebny jest niezwykle krzywdzące nie tylko ze względu na swoistą ignorancję, ale także ze względu na miliardy ofiar patriarchatu na całym świecie i tu pewnie kogoś zadziwię - także w Polsce. Takie opinie nie tyle, co ewentualnie pokazują, że seksizm nie istnieje i feminizm nie ma racji bytu, tylko bardziej świadczą o samym głosicielu kłamstw. Taka osoba po pierwsze nie ma pojęcia o życiu kobiet. Po prostu. Nie ma również za grosz empatii, bo wystarczy jedynie spróbować stłumić swoje uprzedzenia i strach, po czym racjonalnie określić poziom i sposoby życia kobiet w społeczeństwie. Są takie problemy kobiet, które nigdy mężczyzn nie dotkną i nawet nie chodzi mi tutaj o czystą biologię (na przykład miesiączkę), ale o "zwykłe" uprzywilejowanie mężczyzn.
Co ciekawe, ci sami mężczyźni głoszący jakże światłe i niepoprawne politycznie poglądy o głupocie kobiet, a szczególnie głupocie feministek (bo nie mają prawa istnieć ze względu na to, że kobiety już mają wszystkie prawa, a cała reszta to przywileje sprawiające, że kobiety stoją "wyżej") zarzucają, że te nie zajmują się "prawdziwą" dyskryminacją kobiet w Islamie, tudzież w Afryce, albo Indiach. Czyli feminizm jest bez sensu wtedy, gdy nam to pasuje - gdy możemy skrytykować feministki za to, że są "niekompetentne" (co jest nieprawdą) nagle, jak za sprawą magicznej różdżki feminizm jest bardzo potrzebny. Nie wiem, jak nazwać taką postawę. Hipokryzją? Rozdwojeniem jaźni? Brakiem konsekwencji? Słabą mocą mózgu? Inteligencją nie potrafiąca przetrawić zbyt dużej ilości danych i wyciągnąć logicznych wniosków? Są różne hipotezy - nie żartuję. Nie jestem pierwszą, która zauważa irracjonalność mizoginii.
Należy przy tym zauważyć, że mężczyźni czują nieposkromioną chęć wpierdalania się tam, gdzie ich nikt nie chce. Oni muszą wyrazić swoje zdanie na temat feminizmu - tak, jakby ktoś ich prosił. Oni muszą naprostować wszystko, muszą się przyczepić byle czego, muszą przekręcić fakty i je zmanipulować, a najlepiej - sfałszować! Już samo kłamanie i zmyślanie przeróżnych historyjek mających na celu oczernianie kobiet świadczy o tym, że nie mają oni argumentów, a co za tym idzie nie mają racji. Muszą "argumenty" wymyślać, żeby o czymkolwiek dyskutować. Nie mogą znieść tego, że są tematy i sprawy społeczne, w których mimo, że są głównym tematem rozmów, jako rozmówcy nie są mile widziani. Sami nie mają problemu z tym, żeby w debacie na temat legalizacji aborcji brali udział sami mężczyźni.
Z jednej strony można poddać ich postawę rozważaniom i zadać sobie pytanie: dlaczego? Nie jest to ani łatwe, ani banalne pytanie. Z drugiej jednak strony postawa frustratów i skrzywdzonych przez los mężczyzn nie jest jedynym powodem, dla którego feminizm jest potrzebny przecież.
Wbrew pozorom nie uważam, że mężczyźni nie są... mile widziani w feminizmie. Jeżeli robią swoją pracę w odpowiedni sposób, są mile widziani. Zwrot "odpowiedni sposób" jest kluczowy.
Należy zwrócić uwagę na to, że w większości przypadków mężczyźni mają postawę obronną i atakując kobiety, bądź feministki w różny sposób (czy to "rozsiewając" kłamstwa, wysyłając groźby, bądź "po prostu" gwałcąc). Oni uważają, że się bronią i to jest ciekawe. Czy wynika to ze strachu przed zmienieniem statusu Quo? Przecież Hitler atakując Polskę też uważał, że jest to akt obronny! Z czego to wynika? Przecież, jak się spojrzy na wojnę, jako formę zdobywania wpływów, albo jakichś zasobów i bogactw, trzeba przyznać, że nie jest to zbyt racjonalny sposób. Znacznie lepszym sposobem z matematycznego punktu widzenia jest altruizm odwzajemniony. W praktyce oznaczałoby to swego rodzaju sojusz, albo handel. Logicznie rozumując musi być jakiś dodatkowy czynnik, dodatkowa zmienna, która sprawia, że wojna wydaje się być taka... odpowiednia i ważna. W końcu mężczyźni rozpoczynający wojnę uważają, że robią to w imię ratowania świata! Coś tu jest nie tak.
Wiele osób, a także zawodowych historyków uważa, że wojna jest potrzebna (albo była), bo "napędza" gospodarkę. Jest to moim skromnym zdanie oczywista bzdura, ponieważ o wiele więcej można by osiągnąć dzięki współpracy. Twierdzenie, że wojna jest potrzebna, bo napędza gospodarkę, jest jak twierdzenie, że Kościół jest niezbędny do tego, żeby pomagać innym ludziom, chociażby ludziom w Afryce. Można pomagać ludziom bez Kościoła, tak samo można napędzać gospodarkę bez wojny.
Można też powiedzieć: "Zaraz, przecież to rządzącym przy korycie zależy, by mężczyźni byli upośledzeni intelektualnie, rządzący są wyrachowani i indoktrynując mężczyzn i kobiety będą mieć zawsze pretekst do wywołania wojny, wystarczy, że wmówią ludziom, że mają wspólnego wroga (terroryzm, feminizm, ateizm, Żydzi), który może być powodem domniemanej zapaści cywilizacyjnej, czyli straszliwego niebezpieczeństwa". Ta hipoteza zakłada, że mężczyźni stojący u władzy są wyrachowani i ich działania są wykalkulowane. Problem polega na tym, że wojna nie jest racjonalna, jak już wcześniej wspomniałam (chociaż nie tylko o to chodzi, wiele elementów wojny jest po prostu zamachem na moralność, jest wybuchem emocji, strachu i agresji, folgowaniem najobrzydliwszym instynktom, jej forma często nie ma nic wspólnego z racjonalnością i logiką). Wnioski mogą być takie, że albo rządzący (albo sterujący rządzącymi) są debilami, albo wcale nie są wyrachowani i ich pierdolenie o potrzebie wojny i tak dalej jest czysto emocjonalne i należy taki ewentualny konflikt rozpatrywać nie pod względem gospodarczym, politycznym, ekonomicznym, a psychologicznym.
Innym ciekawym wyjaśnieniem agresji i strasznych rzeczy, jakich dopuszczają się ludzie jest hipoteza mówiąca o tym, że wszystko zależy od zewnętrznych warunków. Sztandarowym przykładem tego zjawiska jest słynny eksperyment więzienny. Krótko mówiąc chodzi o to, że największy wpływ na człowieka ma środowisko w danej chwili i zwykł, przeciętny obywatel może się w każdej chwili zamienić w seryjnego mordercę. Co ciekawe, nie wszyscy reagują w ten sam sposób. Pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego znaczna większość jest konformistami, a jedynie pojedyncze jednostki są w stanie sprzeciwić się tyrani i przemocy? Charakter? Wpływ wychowania?
Czy to chodzi rozpoczęcie wojny, czy tak "trywialną" sytuację, jak żartowanie z ofiar gwałtów, albo wyśmiewanie mężczyzn odbiegających od ogólnego wzoru "męskości" (a to za chudy, a to za łagodny, za mało agresywny, ubierający się w złe kolory, potrafiący znaleźć kompromis, co jest złe, rzecz jasna) zawsze można dojrzeć te same zwroty i te same postawy. Jeżeli nie wiecie, o co mi chodzi wystarczy przejrzeć wpisy pewnego blogera - jest to idealny przykład takiego punktu widzenia. Chodzi mi o jego opinie na temat feminizacji Europy (bo to bardzo złe), potrzebie wojny, potrzebie "przywrócenia męskości". Jest to bardzo niebezpieczne - te same "trendy" zachodziły w trzeciej Rzeszy i te same "trendy" zachodzą teraz wśród wszelkich konserwatystów, mizoginów, nacjonalistów, religiantów, narodowców, a także... zwolenników psychologii ewolucyjnej. Jest w interesie nas wszystkich, by "rozprostowywać" kłamstwa tych panów oraz wypominać wszędobylski strach i irracjonalność ich przekonań.
To prawda, że UE jest stosunkowo łagodną "instytucją", ale nie jest to spowodowane feminizacją. Zdecydowaną większość głów państw w Europie stanowią mężczyźni. W parlamentach państw Unii Europejskiej również większość stanowią mężczyźni. Ba! W samym parlamencie Europejskim większość posłów to faceci. W rzeczywistości postawę złagodzenia stosunków przypisuje się głównie zaostrzeniem przepisów przeciwko przemocy wobec dzieci.
Bardzo wiele mężczyzn, prawdopodobnie na skutek dzieciństwa pełnego przemocy i/albo (ewentualnej) wrodzonej wrażliwości na zaniedbania rodziców czują ogromny strach przed kobietami, co skutkuje mizoginią, strachem przed wszelkimi zmianami, czyli zachowaniem statusu quo, irracjonalnością w myśleniu i zachowaniu, marnowaniu energii na nienawiść wobec kobiet (bo nie lubimy tego, czego się boimy), agresywnością i nieustanną postawą obronną. Nie tylko dotyka to kobiet (co jest oczywiste), ale także mężczyzn przecież. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar przemocy obu płci. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar gwałtów obu płci, czego zdają się nie zauważać mizogini, którzy z jednej strony wyśmiewając zgwałconych mężczyzn twierdząc, że "faceta nie da się zgwałcić", a z drugiej mają czelność wypominać feministkom, że mają "w dupie" gwałty na facetach. Zdają się przy tym wygodnie zapominać, że większość gwałtów na mężczyznach "wykonują" sami mężczyźni, że feministki też się tym zajmują oraz to, że jakby się tym faktycznie nie zajmowały, to absolutnie nie jest to ich obowiązek. Oburzeni gwałtami na chłopców i mężczyznach faceci starają się ten temat poruszać "poważnie" tylko i wyłącznie w kontekście gwałtów na kobietach.
Bez względu na to, jaki jest powód takiego, a nie innego obrazu świata, takiego a nie innego obrazu Polski, potrzebujemy feminizmu. Potrzebujemy zdrowego rozsądku.
Dopóki przyczyny przemocy nie zostaną usunięte, dopóty będzie potrzebny feminizm.
Jakakolwiek krzywda mężczyzn ze względu na ich płeć nie wynika z feminizmu, a patriarchatu.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat dyskryminacji i seksizmu w dzisiejszym świecie, bardziej szczegółowo wszystko jest opisane na blogu Demoniczne Samce i zachęcam do odwiedzenia go.
20130803
20130801
Przegląd nauki [2]
1. Czy kosmici sa wsród nas?
2. Powietrzna parasolka ;-)
3. Czyżby tajemnica pioruna kulistego została rozwiązana?
4. Mitochondria sterują komunikacją w mózgu.
5. Trochę o fizyce kwantowej.
6. Jaką role mogą odgrywać w świecie przyrody niedawno odkryte, wielkie wirusy?
7. Nowa siła przyciągania pomoże rozwiązać niektóre astrofizyczne zagadki?
8. W żeńskich chromosomach znajdują się geny odpowiedzialne za produkcje spermy. czy to oznacza, że kobiety też mogłyby produkować spermę dla siebie, bez mężczyzny?
9. Ludzie zagrożeniem dla Ziemi?! Nie może być, przecież człowiek to idealna istota stworzona na podobieństwo boga!
10. Czy wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti mają rację?! O.O Czyli jak czarna dziura rozciąga gaz...
2. Powietrzna parasolka ;-)
3. Czyżby tajemnica pioruna kulistego została rozwiązana?
4. Mitochondria sterują komunikacją w mózgu.
5. Trochę o fizyce kwantowej.
6. Jaką role mogą odgrywać w świecie przyrody niedawno odkryte, wielkie wirusy?
7. Nowa siła przyciągania pomoże rozwiązać niektóre astrofizyczne zagadki?
8. W żeńskich chromosomach znajdują się geny odpowiedzialne za produkcje spermy. czy to oznacza, że kobiety też mogłyby produkować spermę dla siebie, bez mężczyzny?
9. Ludzie zagrożeniem dla Ziemi?! Nie może być, przecież człowiek to idealna istota stworzona na podobieństwo boga!
10. Czy wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti mają rację?! O.O Czyli jak czarna dziura rozciąga gaz...
Etykiety:
Astronomia,
Biologia,
Ciekawostki,
Ciemna energia i materia,
Matematyka,
Medycyna,
Nowinki technologiczne,
Odkrycia naukowe,
Protetyka,
Przegląd,
Szczepienia
20130404
Odtworzenie ludzkiego mózgu
Żeby ułatwić sobie zobrazowanie o czym mówimy pomyślmy o mózgu, jako o
maszynie, której nośnikiem, środowiskiem, w którym funkcjonuje jest
tkanka organiczna.
W jaki sposób w ogóle można by odtworzyć mózg? Można by to zrobić poprzez:
1. Odtworzenie jego struktury tworząc organiczny mózg
2. Odtworzenie jego struktury tworząc elektroniczny mózg
Te dwie strategie różnią się nośnikiem informacji. Ta pierwsza ma tą wadę, że trzeba taki organiczny mózg odżywiać - normalnie służy do tego ludzki organizm, podejrzewam, że w takim przypadku nie będzie to potrzebne i będzie można się posłużyć gotową pożywką...
W jaki sposób w ogóle można by odtworzyć mózg? Można by to zrobić poprzez:
1. Odtworzenie jego struktury tworząc organiczny mózg
2. Odtworzenie jego struktury tworząc elektroniczny mózg
Te dwie strategie różnią się nośnikiem informacji. Ta pierwsza ma tą wadę, że trzeba taki organiczny mózg odżywiać - normalnie służy do tego ludzki organizm, podejrzewam, że w takim przypadku nie będzie to potrzebne i będzie można się posłużyć gotową pożywką...
20130220
Z cyklu ródź sobie sam: Ektrodaktylia
Ektrodaktylia jest diagnozowana wtedy, gdy u dłoni lub stopy brakuje centralnych części, również określa się tą wadę jako wadliwy podział dłoni/stopy. Dłonie/stopy osób dotkniętych tą mutacją mają jeden kciuk/duży palec u stopy oraz jeden palec (mały, serdeczny lub połączenie dwóch).
Mimo dużej deformacji, takie kończyny mogą wciąż dobrze służyć człowiekowi i dana osoba może nawet normalnie pisać, pracować i uczestniczyć w życiu społecznym. Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy ofiara tego syndromu jest skazana na wózek inwalidzki.
Ektrodaktylia jest ekstremalnym przejawem oligodaktylii, stanu w którym człowiek posiada mniej, niż 5 palców u stóp lub dłoni.
Samej ektrodaktylii, jeśli pochodzi z odpowiedniej mutacji genetycznej (a wiele może ją wywołać), może towarzyszyć utrata słuchu.
Ektrodaktylii bardzo często jest po prostu objawem innych genetycznych anomalii (zliczono ich ponad 50).
Sztuczna ręka, która czuje
Pierwsza tego typu sztuczna kończyna nowej generacji, posiadająca czujniki umożliwiające czucie dotyku zostanie użyta już w tym roku.
Dłoń ma być połączona z układem nerwowym pacjenta - poprzez elektrody połączone z dwoma głównymi nerwami ramienia. Pozwoli to kontrolować pacjentowi rękę za pomocą myśli + odbierać sygnały czuciowe przez jego mózg.
Więcej informacji: Link
Dłoń ma być połączona z układem nerwowym pacjenta - poprzez elektrody połączone z dwoma głównymi nerwami ramienia. Pozwoli to kontrolować pacjentowi rękę za pomocą myśli + odbierać sygnały czuciowe przez jego mózg.
Więcej informacji: Link
20130210
Pierwsze sztuczne oko dostępne dla niewidomych (retinopatia barwnikowa) w USA i Europie
Ponad 60-ciu osobom udało się częściowo przywrócić wzrok, wielu z lepszymi rezultatami, niż przypuszczano. Ci którzy skorzystają z tego to chorzy na retinopatię barwnikową.
30 osób wzięło udział w testach próbnych, z których wszystkie były niewidome. Wynika były różne: niektórzy widzieli tylko trochę, a niektórzy mogli nawet czytać gazety. Niektórzy rozróżniali kolory.
Już teraz Argus II Retinal Prosthesis System zyskał aprobatę UE i będzie to prawdopodobnie pierwsze sztuczne oko dostępne na tak szeroką skalę. Struktura sztucznego oka zawiera się w 60 elektrodach wszczepionych w siatkówkę oraz okularach z mini-kamerkami. Proteza oka po prostu zastępuje funkcję fotoreceptorów, które mają za zadanie przetwarzać fale elektromagnetyczne na elektrochemiczne impulsy transportowane przez nerw wzrokowy do mózgu.
30 osób wzięło udział w testach próbnych, z których wszystkie były niewidome. Wynika były różne: niektórzy widzieli tylko trochę, a niektórzy mogli nawet czytać gazety. Niektórzy rozróżniali kolory.
Już teraz Argus II Retinal Prosthesis System zyskał aprobatę UE i będzie to prawdopodobnie pierwsze sztuczne oko dostępne na tak szeroką skalę. Struktura sztucznego oka zawiera się w 60 elektrodach wszczepionych w siatkówkę oraz okularach z mini-kamerkami. Proteza oka po prostu zastępuje funkcję fotoreceptorów, które mają za zadanie przetwarzać fale elektromagnetyczne na elektrochemiczne impulsy transportowane przez nerw wzrokowy do mózgu.
W jaki sposób chroniczny ból wpływa na pamięć krótkotrwałą?
Od dawna było wiadome, że ludzie odczuwający ból chroniczny skarżyli się na problemy z pamięcią krótkotrwałą, jednakże mechanizm tego zjawiska nie był znany.
Ostatnie badania wykazują (na zwierzętach), że ból może zmieniać sposoby odczuwania i myślenia danego osobnika, ponadto może zmieniać procesy poznawcze. Do najważniejszych zmienionych procesów poznawczych należą: pamięć przestrzenna, pamięć rozpoznawania, emocjonalne i nie-emocjonalne decyzje.
Naukowcy zamontowali szczurom multi-elektrody w mózgu, po czym przeszkolili te zwierzęta w labiryncie, w którym miały wybrać dwie różne ścieżki, po czym miały powtórzyć tą samą ścieżkę (niestety nie wiem na jakiej zasadzie one zostały "poproszone" o powtórzenie danego wyboru). To badanie miało za zadanie sprawdzić pamięć przestrzenną (część z pamięci krótkotrwałej) - po bolesnej kontuzji okazało się, że ilość informacji zarejestrowana przez elektrody zmniejszyła się. Może to oznaczać dwie różne rzeczy: utrata pamięci przestrzennej albo rejony mózgu odpowiedzialne za pamięć są przeciążone odczuwaniem bólu, co przeszkadza w swobodnym przepływie informacji.
Wychodzi na to, że odczuwanie bólu indukuje zmienności w rejonach mózgu niekoniecznie odpowiedzialnych za ten ból (pamięć, emocje).
Ostatnie badania wykazują (na zwierzętach), że ból może zmieniać sposoby odczuwania i myślenia danego osobnika, ponadto może zmieniać procesy poznawcze. Do najważniejszych zmienionych procesów poznawczych należą: pamięć przestrzenna, pamięć rozpoznawania, emocjonalne i nie-emocjonalne decyzje.
Naukowcy zamontowali szczurom multi-elektrody w mózgu, po czym przeszkolili te zwierzęta w labiryncie, w którym miały wybrać dwie różne ścieżki, po czym miały powtórzyć tą samą ścieżkę (niestety nie wiem na jakiej zasadzie one zostały "poproszone" o powtórzenie danego wyboru). To badanie miało za zadanie sprawdzić pamięć przestrzenną (część z pamięci krótkotrwałej) - po bolesnej kontuzji okazało się, że ilość informacji zarejestrowana przez elektrody zmniejszyła się. Może to oznaczać dwie różne rzeczy: utrata pamięci przestrzennej albo rejony mózgu odpowiedzialne za pamięć są przeciążone odczuwaniem bólu, co przeszkadza w swobodnym przepływie informacji.
Wychodzi na to, że odczuwanie bólu indukuje zmienności w rejonach mózgu niekoniecznie odpowiedzialnych za ten ból (pamięć, emocje).
20130206
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














































































