Kiedyś, żeby dwie osoby, które żyły w innych państwach chciały porozumieć się ze sobą, musiały się posłużyć sobą albo kimś: czyli po prostu musiały wiadomość dostarczyć same. Nie było nośników wiadomości innych od ludzi, albo zwierząt (patrz: gołębie). W sumie były dwie opcje: dostarczyć wiadomość samemu (spotkanie na kawce) lub posłużenie się posłańcem, tudzież pocztą (tutaj następuje rozdzielenie nośnika informacji i pośrednika: papier jest nośnikiem, pośrednik listonoszem). W drugim przypadku nadawca i odbiorca nie mają styczności ze sobą, w pierwszym ciało nadawcy musi się zbliżyć do ciała odbiorcy (tutaj już pomijam takie szczegóły, jak to, że hałas wydobywający się z krtani nadawcy jest nośnikiem informacji, a narząd Cortiego odbiorcy je odbiera po czym jego mózg sygnały analizuje i przetwarza). Gdy piszę "ciało", chodzi mi o biologiczny nośnik, kupę mięsa, którymi jesteśmy.
Posługiwanie się posłańcem, lub pocztą, zastępowało rozmowy pojedynczych ludzi.
Oprócz sytuacji, w których jedna osoba chciała coś przekazać drugiej istniały przecież media i wynalazki, które owszem, przekazywały coś, ale nie były nigdy zaadresowane do żadnej konkretnej osoby. Mam na myśli książki i gazety. Tutaj informacja miała ograniczoną ilość autorów, ale nieograniczoną ilość odbiorców. Każdy, dopóki istnieje dana informacja, może ją odebrać. Przez to treść książek i gazet miała i ma charakter bardziej uniwersalny. Zazwyczaj informacje podawane do tego typu mediów nie są osobiste (ekhm, zazwyczaj), ale jak są, to jedno jest pewne: nie ma tutaj jednego, konkretnego odbiorcy.
Potem doszły telefony. Tutaj pośrednikiem stała się rzecz martwa. Dalej komunikacja polegała na rozmowie 1:1 (jeden nadawca:jeden odbiorca). Przemieszczenie się informacji w czasie i przestrzeni oraz sam kod informacji następował w tym samym czasie.
Pojawiło się radio, TV, które w swojej naturze są niezwykle bierne: odbiorca nie może w jakikolwiek sposób ingerować w informację nadawcy, nie może mu odpowiedzieć, nie ma interakcji pomiędzy nadawcą i odbiorcą. To samo tyczy się wyżej omawianych książek i gazet, podobnie zresztą do nich odbiorca nie jest z góry określony.
No i pojawił się komputer, a z nim gry, komunikatory i Internet, który przeniósł chyba całą możliwą ludzką Interakcję w wielką sieć. Jest jedna cecha Internetu, która to umożliwiła: brak bierności. Odbiorca już nie ogląda biernie filmu i nie jest już postawiony przed faktem dokonanym, odbiorca teraz aktywnie gra i uczestniczy w historii (fabule gry). W Internecie, jak napiszesz posta, to każdy go widzi i każdy może go skomentować.
Ale ja w sumie nie miałam pisać o tym.
Chciałam napisać o tym, że NASA będzie teraz robiło mapę 3D Marsa, w której to będą mogli sobie spacerować naukowcy i sobie "badać" czerwoną planetę.
Generalnie obrazek w tym artykule jest mylący. Nie, nie będą wysyłać nośników hologramów na Marsa. Zrobią na odwrót: to Marsa "przeniosą" do nas...
I tak sobie myślę, że nie tylko hologram byłby dobrym "komunikatorem". Pamiętajmy, że hologram to tylko obraz i oprócz samej rozmowy nie może być żadnej interakcji. Największą jego wadą jest na razie to, że nie można go dotknąć, jednak z pomocą przychodzi technologia: przecież niekoniecznie musimy używać hologramu... możemy na przykład z jednego miejsca na świecie kierować robotem. I chodzić tym robotem do pracy. Albo na Marsa. A nawet nie musimy chodzić tym robotem, możemy sobie stworzyć własny wirtualny świat i tam chodzić do pracy (!), jednak chyba nie jest to na razie możliwe, z wielu powodów. I myślę, szczerze, że już prędzej chodzenie, jako robot się przyjmie z większym entuzjazmem (głównie dlatego, że mamy problemy techniczne w postaci konserwowania naszego ciała w czasie, jak będziemy w wirtualnej rzeczywistości, co sprowadza się do utrzymania naszego mózgu w stanie bardzo dobrym, albo przeniesienie naszej świadomości do innego medium, jednak na to się nie zanosi i czy kiedykolwiek się to stanie: nie wiadomo), niż tworzenie wirtualnej rzeczywistości.
Z resztą jeśli chodzi o pracę, to nawet robotów nie musimy używać, przecież już teraz dzięki Internetowi możemy pracować. Ale na Marsa taki robot by się przydał.
Cały rozwój komunikacji i transferu informacji jest swoistym wydłużenie naszego ciała i kolejny krok w stronę uwolnienia się z naszej biologicznej powłoki. Mały co prawda, ale to nie szkodzi. Jest nadzieja.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astronomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astronomia. Pokaż wszystkie posty
20140608
Czemu niebo jest niebieskie - cz.2, niebo na Marsie i teorie spiskowe...
Księżyc (tak, wiem, że to nie planeta)
Gdyby nie atmosfera, niebo nie byłoby niebieskie, a Słońce lekko żółte. Niebo wyglądałoby, tak... jak nocą, a największą widoczną gwiazdą w tym przypadku byłoby Słońce.
Tak właśnie wyglądałby widok z Ziemi: jak z Księżyca.
Mars
Zanim przejdę do rzeczy od razu pragnę zaznaczyć, że w toku mojego postępowania śledczego znalazłam różne teorie spiskowe, jakoby zdjęcia z Marsa były sfałszowane. O nich wspomnę dokładniej, niżej, także się nie martwcie.
Po pierwsze, co powinniśmy w tym momencie zrobić, to scharakteryzować marsjańskie niebo najlepiej, jak umiemy.
Atmosfera Marsa jest o wiele cieńsza od Ziemskiej. Zgodnie z Polską wikipedią (na której są błędy i dane nie zgadzają się z angielską wikipedią):
"Atmosfera Marsa jest bardzo cienka i rozrzedzona w porównaniu z ziemską, ciśnienie atmosferyczne wynosi od 30 Pa na wierzchołku Olympus Mons do ponad 1155 Pa przy dnie Hellas Planitia. Skład atmosfery to głównie dwutlenek węgla (95,32%), azot (2,7%) i argon (1,6%). Pozostałe 0,38% stanowią pierwiastki śladowe, wśród których znajduje się także tlen. "
Na angielskiej wikipedii:
"The atmospheric pressure on the Martian surface averages 600 pascals (0.087 psi), about 0.6% of Earth's mean sea level pressure of 101.3 kilopascals (14.69 psi) and only 0.0065% that of Venus's 9.2 megapascals (1,330 psi). It ranges from a low of 30 pascals (0.0044 psi) on Olympus Mons's peak to over 1,155 pascals (0.1675 psi) in the depths of Hellas Planitia. This pressure is well below the Armstrong limit for the unprotected human body. Mars's atmospheric mass of 25 teratonnes compares to Earth's 5148 teratonnes with a scale height of about 11 kilometres (6.8 mi) versus Earth's 7 kilometres (4.3 mi). The Martian atmosphere is about 96% carbon dioxide, 2.1% argon, 1.9% nitrogen, and traces of free oxygen, carbon monoxide, water and methane, among other gases,[1] for a mean molar mass of 43.34 g/mol.[5][6] The atmosphere is quite dusty, giving the Martian sky a light brown or orange color when seen from the surface; data from the Mars Exploration Rovers indicate that suspended dust particles within the atmosphere are roughly 1.5micrometres across.[7]"
Warto też dodać, jakie temperatury panują na Marsie. Jest to ważne z tego względu, że pewne związku chemiczne mogą tam pojawiać się z innym stanie, niż na Ziemi, a to może mieć wpływ na kolor nieba. Temperatury na Marsie wahają się od -143 C do 35 C. Nie musi to jednak oznaczać od razu tego, że jest tam, na przykład, ciekła woda, bo stan danej substancji zależy także od ciśnienia. Ciśnienie na Marsie jest ponad 100 razy mniejsze od Ziemskiego. Zakładając, że im większe ciśnienie, tym "bardziej" substancja zamienia się w stałą, to nawet w temperaturze 0 C na Marsie woda może być w stanie ciekłym.
Atmosfera na Marsie jest cieńsza i ogólnie mniej gęsta ze względu na brak magnetosfery. Zjonizowane cząsteczki bezpośrednio "atakują" gazy składające się na atmosferę i wyrzucają atomy z zewnętrznej warstwy atmosfery. Najgęściejsza atmosfera Marsjańska odpowiada gęstości Ziemskiej atmosfery, która znajduje się 35 km ponad poziomem morza.
Czyli krótko mówiąc panuje tam mniejsze ciśnienie, atmosfera jest cienka, rzadka, ma zupełnie inny skład od naszego. Najwięcej w niej jest nie azotu, jak u nas, ale dwutlenku węgla.
Dobrze, a jakby wyglądało niebo z powierzchni? Pierwsze zdjęcia z Google, na które natrafiłam (włącznie z Wikipedią):
Kolory, jak widać są z pewnością o wiele mniej intensywne, niż atmosfery Ziemskiej. Ponadto zdaje się, że przy zachodzie/wschodzie Słońca... kolory są "odwrócone". Zamiast czerwonego zachodu Słońca i niebieskiego nieba w ciągu dnia mamy na Marsie, brązowe-szare-różowe niebo i delikatnie niebieskie niebo przy zachodzie/wschodzie Słońca. To przy zachodzie Słońca i zauważcie, jak różnych kolorów użyłam, żeby opisać Marsjańskie niebo. Zakładając, że na Marsie panują te same zasady fizyki, co na Ziemi, czemu inaczej wygląda tamtejsze niebo?
Po kolei.
Teorie spiskowe
Wspomniałam też o teoriach spiskowych i muszę teraz do nich trochę nawiązać. Widzicie, istnieje teoria spiskowa, jakoby NASA ukrywała przed ludźmi "prawdziwego Marsa" (cokolwiek to znaczy), że jest tak życie, że są tam UFOLUDKI, ale że przynajmniej ludzie tam kiedyś mieszkali, itp.. Nieważne, o co dokładnie chodzi - sens jest taki, że jesteśmy oszukiwani. Ma się to objawiać między innymi w koloryzowaniu zdjęć przez NASA na czerwono, tak, żeby nie przypominały Ziemi (a wg tych ludków Mars to II Ziemia). Dlatego poszukując materiałów do tej notki co chwilę natrafiałam na tego typu teksty. Nie da się ich ominąć szukając informacji na temat koloru nieba na Marsie. Osoby, które głoszą tego typu rewelacje nie tylko często głoszą nieprawdę i oczywiste kłamstwa (na przykład facet uważa, że NASA kłamie, bo widać na łaziku skroploną wodę, a na polskiej Wikipedii jest napisane, że atmosfera na Marsie ma maksymalnie -5 C, albo kłamią i mówią, że na Ziemi przy zachodzie Słońca nie ma czerwonego promieniowania, bo budynku i rzeczy nie są czerwone - bzdura, bo przecież chmury są przy zachodzie często czerwone/różowe, dlatego, że takie światło właśnie do nich dociera, ale próbują sami "odkłamać" zdjęcia zmieniając w Photoshopie tak jego kolorystykę, że niebo wydaje się niebieskie (a tak naprawdę jest szarawo-niebieskie i wydaje się niebieskie przez iluzje optyczną, bo kontrastuje z ceglastym podłożem). Jest to oczywista manipulacja, którą spiskowcy nazywają "odbarwianiem" i pokazywaniem prawdy.
Żeby było jasne: nie twierdzę, że NASA nie zmienia kolorów zdjęć, tylko, że oni wcale tego nie ukrywają i się do tego jawnie przyznają.
Ogólnie stwierdziłam, że skoro NASA zmienia zdjęcia i oszukuje ludzi (zakładam najgorszy scenariusz), to nigdy, tak czy siak nie dowiem się, jaki prawdziwy jest kolor nieba na Marsie, więc nie będę korzystać ze przerobionych zdjęć spiskowców (którzy, z tego co czytam, nie mają wiedzy - mogliby poczytać moje notki ;______;), tylko ze zdjęć NASA. "Jakoś" bardziej im ufam, nie wiem, może dlatego, że znają podstawowe prawa fizyki? Paradoksalnie więc zakładam, że zdjęcia NASA są prawdziwe: wolę używać teoretycznie, hipotetycznie zdjęć przerobionych jeden raz, niż zdjęć przerobionych kilkakrotnie po to, bo ktoś chce udowodnić swoje urojenia. Dlatego u góry widzicie zdjęcia, które znalazłam na randomowych stronkach w Internecie. Teraz zademonstruję Wam zdjęcia prosto z NASA.
Zdjęcia nieprzerobione, niektóre z nich pliki surowe, bezpośrednio z aparatu:
Zdjęcia przerobione kolorystycznie:
Niektóre zdjęcia, które nie były przerobione kolorystycznie zostały zrobione z mozaiki (panorama), dlatego w pewnym momencie niebo na horyzoncie ciemnieje na jednym zdjęciu (część zdjęcia mozaikowego może być robiona o innej porze dnia, albo może zwiększyć/zmniejszyć się poziom pyłu w powietrzu). Ponadto chyba wszystkie zdjęcia z przerobionymi kolorami zostały "wybielone" po to, by naukowcy mogli lepiej określić różnice pomiędzy kolorami skał itp..
Sprawa nie jest taka prosta z niektórymi zdjęciami: niektóre z nich zostały sztucznie przetworzone, ale w taki sposób, żeby jak najlepiej oddawać sposób, w jaki ludzkie oko odbierałoby kolory. Pod opisem tego zdjęć:
jest napisane:
"This small panorama of the western sky was obtained using Pancam's 750-nanometer, 530-nanometer and 430-nanometer color filters. This filter combination allows false color images to be generated that are similar to what a human would see, but with the colors slightly exaggerated. "
Tak więc kamera Pancam ma różne filtry, które w różny sposób mogą modyfikować kolory. Sprawa jest skomplikowana, aparaty w łazikach maja wiele filtrów i trudno stwierdzić, jak naprawdę wygląda "kolor Marsa".
Myślę, że w związku z tym warto dokładnie napisać, co robiło te zdjęcia i jakimi aparatami.
Łaziki, które robiły te zdjęcia nazywają się, Spirit, Opportinuty i Curiosity. Ten ostatni używa aparatu MastCam. Opis na Wikipedii:
"The MastCam system provides multiple spectra and true-color imaging with two cameras.[56] The cameras can take true-color images at 1600×1200 pixels and up to 10 frames per second hardware-compressed, video at 720p (1280×720)."
A teraz sprawdźmy, co to jest "true color":
"To understand false color, a look at the concept behind true color is helpful. An image is called a "true-color" image when it offers a natural color rendition, or when it comes close to it. This means that the colors of an object in an image appear to a human observer the same way as if this observer were to directly view the object: A green tree appears green in the image, a red apple red, a blue sky blue, and so on.[1] "
Tak przynajmniej jest napisane na Wikipedii. Problem polega na tym, że sama Wikipedia nie zgadza się sama ze sobą:
"Generating accurate true-color images of Mars's surface is surprisingly complicated.[5] There is much variation in the color of the sky as reproduced in published images; many of those images however are using filters to maximize the science value and are not trying to show true color. Nevertheless, for many years, the sky on Mars was thought to be more pinkish than it now is believed to be."
Spirit i Opportunity używają aparatu Pancam. Nie wdając się w szczegóły jest ona podobnie zbudowana, jak MastCam. Używają one różnych filtrów włącznie z tym, który odpowiada na promieniowanie podczerwone, którego nasze oko nie widzi.
Z tej stronki:
"The color in the final image depends on many things: the brightness in the real object (in this case, the umbrella), the filter itself (how much light does the filter let through? What color range, exactly? etc.), the lighting, the setting on your monitor, and other more arcane factors. This makes it not only difficult to make a "true color" picture; in fact it's impossible. There is simply no way to make something look in a picture exactly as it does when you are standing in front of it. Think of how color in an object can change due to just when you see it; the setting Sun makes a sheet of white paper look red, for example. "
Z kolei z tej stronki:
"We almost never choose to take the images in natural color, because that's not as helpful to us scientifically," said Eric. "However, we're able to approximate what humans might see because Jim's team lived and breathed with this camera for many years, experimenting to get the colors in the camera models just right."
Teraz nie dziwi mnie podkreślenie przez NASA, że zdjęcie przypomina to, co nasze oko by zarejestrowało. Skoro w aparacie są różne filtry, odpowiadające różnym długościom fali elektromagnetycznej, to jeśli zdjęcie jest tzw., RAW to prawdopodobnie oznacza to, że użyte są po prostu wszystkie filtry naraz i NASA dostaje te zdjęcia w odpowiednim formacie, w którym odpowiedni filtr to jedna warstwa. Mogę się oczywiście mylić, ale wydaje im się, że taka opcja jest najłatwiejsza do zrobienia i najbardziej logiczna - z drugiej strony biorąc pod uwagę specyfikacje tych łazików jest to raczej mało "ekonomiczne", bo pewnie takie zdjęcia dużo by zajmowały i tak dalej, więc możliwe, że się mylę i naukowcy ustalają przed zrobieniem zdjęcia jakie będzie miało filtry.
Bez względu na to, czy mam rację, czy nie, zdjęcia z NASA nie oddają prawdziwych kolorów. Z tego względu do analizy, dla mojej wygody przyjmę ogólnie, że niebo na Marsie ma ceglasty kolor, a zachód Słońca jasnoniebieski (akurat użyję tutaj zdjęcia, które właśnie zostało opisane, jako "true color", ale NASA zaznaczyło tak czy siak, że kolory są zbyt intensywne na tym zdjęciu).
Podsumowanie: USTALENIE PRAWDZIWEGO KOLORU NIEBA NA MARSIE JEST NIEMOŻLIWE. DZIĘKUJĘ. P.S. Oczywiście zakładając, że za wzór odbiornika ustalimy ludzkie oko.
Przejdźmy w końcu do konkretów.
Marsjańskie niebo, a konkretniej atmosfera, może posiadać, w zależności od dnia, pewną ilość pyłu, który składa się z magnetytu (tlenek żelaza (II) i (III)) - prawdopodobnie. To on odpowiedzialny jest za delikatny ceglany kolor nieba. Pochłania on falę elektromagnetyczną, którą my odbieramy, jako niebieską, a odbija głównie czerwień - mniej więcej, bo efekt jest subtelny, to nie jest czerwień, a kolor rdzy. Za pył w atmosferze odpowiadają różne burze piaskowe i wiatry, czasem tego pyłu jest więcej, czasem mniej, stąd również mogą być różnice w kolorach nieba. Podobnie na Ziemi pył wulkaniczny "robi" podobne efekty koloryzując niebo na czerwono-różowo - ta sama zasada obowiązuje magnetyt.
Pamiętajcie, że atmosfera Marsjańska jest o wiele cieńsza, niż atmosfera Ziemska - gdyby tego pyłu w powietrzu nie było, to niebo Marsjańskie byłoby w środku dnia czarne u góry i niebieskie blisko horyzontu - tak, jak ma to miejsce w wysokich warstwach atmosfery Ziemskiej. Znaczy, ja tylko tak przypuszczam, że byłoby czarne - równie dobrze mogłoby być ciemnogranatowe. Bez względu jednak na wszystko, niebo nad Wami byłoby ciemniejsze od nieba bliżej horyzontu.
Ze względu na to, że atmosfera jest bardzo rzadka słabo zachodzi rozpraszanie Rayleigha. Jest słabo widoczne. Na Ziemi to rozpraszanie jest bardzo silne i rozproszone promienie "niebieskie" dochodzą do nas ze wszystkich stron w środku dnia.
Na tej stronce jest napisane:
"Measurements taken by the two Viking lander spacecraft demonstrated that the Martian atmosphere always had some fine dust suspended in it. The dust particles vary in size, from smaller than visible light wavelengths (which range from approximately 0.4 to 0.7 µm) to as large as several tens of µm. Therefore, scattering (including absorption) of sunlight by the dust particles in the Martian atmosphere accounts for the sky’s color.
Because the dust particles both absorb and reflect sunlight, and because large particles lead to more uniform scattering among different wavelengths, Rayleigh scattering cannot completely explain the sky’s color. If the dust did not absorb any sunlight, the Martian sky would appear whitish, since all wavelengths would be scattered equally, just as clouds scatter sunlight. The atmospheric dust that provides the butterscotch tint to the Martian sky also produces the characteristic red color of Mars seen by the naked eye."
Czemu niebo przy zachodzie Słońca jest niebieskie na Marsie?
W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie znalazłam wiele bardziej i mniej logicznych teorii. Zaprezentuję tę, która jest najbardziej spójna.
W czasie zachodu Słońca, tak samo jak na Ziemi, promieniowanie z naszej gwiazdy dociera do "oka" naszego łazika przemierzając znacznie grubszą atmosferę, większą odległość. Niebo zdaje się być w tym miejscu niebieskie (niebieskie halo, a nie jak na Ziemi "pas" czerwoności wzdłuż horyzontu), bo promieniowaniu o długości fali odpowiadającej niebieskiemu kolorowi udaje się bardziej rozproszyć i dociera do naszej oka z tamtego miejsca. Oczywiście dalej musi to promieniowanie przemierzać grube połacie pyłu, dlatego efekt niebieskości jest delikatny, no i też zależy od poziomu zapylenia. Podejrzewam, że tworzony jest efekt podobny do efektu halo, ze względu na znajdujący się pył w atmosferze.
Prawda nie jest jednak taka prosta. Tak naprawdę nie jest do końca tak, że tylko przy zachodzie/wschodzie Słońca widać "niebieskość". Tak naprawdę efekt jest cały czas w czasie dnia, ale słabo widoczny przez to, że atmosfera jest cienka i efekt jest słabo widoczny. Tak naprawdę jest to to samo zjawisko, co na Ziemi, gdy świeci nad nami Słońce: niebieskie jest niebo, a Słońce wydaje się być żółte. Na Ziemi różnica tych kolorów jest o wiele bardziej widoczna, niż na Marsie w środku dnia - ten efekt może być widoczny dopiero przy zachodzie/wschodzie Słońca i podejrzewam, że ma na to wpływ również poziom zapylenia, jako, że odpowiada za kolor czerwony nieba.
Z tej stronki:
"On Mars, while the sky is red during the day, the sunset is blue. The reason for this is that the dust particles always make a blue halo around the sun on Mars, but the halo is only easy to see when the light passes through all the dust while coming over the horizon."
Z tej stronki:
""The blue color comes from the way Mars' dust scatters light. The blue light is scattered less, and so it stays near the sun in the sky, while red and green are all over the sky. On Earth, blue light is scattered all over by gas molecules, but there are not enough of these on Mars, which has less than 1 percent of Earth's atmosphere, to accomplish this.""
20140512
20140508
Największe osiągnięcia ludzkości
Bez względu na to, czy odkrycia i praca naukowa przyczyniły się do zmiany świadomości społecznej, czy reformacji społecznej, czy odkrycia stanowią "coś" same w sobie podstawowego i jednocześnie przełomowego.
Podejrzewam, że nie można być przy czymś takim obiektywną. Mimo to, starałam się, jak najlepiej uzasadnić moje decyzje i racjonalnie podejść do tematu. Bardzo ciężko jest ocenić, co jest ważniejsze, co mniej ważne i co miało większy wpływ. Jestem pewna tylko i wyłącznie 1 i 2 miejsca, przy reszcie miałam dużo wahań, czy może czegoś nie przesunąć wyżej, niżej, itp..
Miałam też, na przykład, problem z Newtonem, albo Pitagorasem, albo Kopernikiem. Chciałam początkowo umieścić Newtona w tym rankingu, tylko, że grawitację każdy człowiek rozumie od urodzenia...
Doszłam do wniosku, że nie mogę tak sobie wybierać jakichś osiągnięć i odkryć, bo wydają mi się fundamentalne (chociaż i tego nie udało mi się uniknąć! - a tak mi się przynajmniej wydaje). Nie mogę w oderwaniu od ludzi, od społeczeństwa rozpatrywać "wielkość" danego osiągnięcia. Pitagoras stworzył podstawy matematyki, zgadza się, ale zrobiło to także wiele innych społeczeństw przed nim, a poza tym... nie miał on znowu tak "trudno". Kopernik z kolei dosłownie "wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię". On w obliczu pingwinów narażał wręcz życie głosząc prawdę. On zmienił ludzkość i to dosłownie.
Nie oznacza to oczywiście, że będę brała tylko to pod uwagę. Są takie odkrycia i takie wynalazki, które same w sobie zmieniły świat i postrzeganie go, albo, na przykład, umożliwiły rozwój innych, nowych technologii.
Miałam nie pisać długich wstępów, no cóż... Zapraszam.
7. Teoria ewolucji - Darwin, Buffon, Lamarck.
Zwolennicy błędnie rozumianej ewolucji zdają się być religiantami z podejściem "religia jest dla głupców, więc wynajdę coś bardziej 'naukowego', by poprzeć moją mizoginię". Bo tak, nie należy do wątpliwości fakt, że wszelako pojęty Darwinizm zapoczątkował ruch "determinizmu" i "biologizmu" - czyli wszystko jest PO COŚ, wszystko musi mieć CEL. Z drugiej strony mamy wylęgarnie "sceptyków" ewolucji, którzy za grosz nie mają pojęcia o jej mechanizmach, ale są przekonani o jej nieprawdziwości. Bez względu na te "niedogodności", albo zwłaszcza na tę głupotę i specyficzną odpowiedź społeczeństwa, należy umieścić teorię ewolucję w tym rankingu.
6. Wynalezienie szczepionki.
Dzięki temu ludzkość nie jest cyklicznie dziesiątkowana (chociaż powinnam napisać milionowana), a w czasach globalizacji i łatwości z jaką ludzie mogą się przemieszczać jest to bardzo ważne. Może się to jednak zmienić z powodu antyszczepionkowców, którzy narażają przez swoją ignorancję na śmierć nie tylko swoje dzieci, ale także innych...
5. Ludzie nie są najważniejsi, czyli teoria heliocentryczna - Kopernik, Galileusz, Kepler, Hooke.
Nie tylko wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Kopernik podważył dosłownie całą religię, cały ówczesny światopogląd. Olać ruszenie Ziemi - Kopernik ruszył umysły ludzi, a to znacznie trudniejsze...
4. Teoria względności, czyli światło jest "constant" - Galileusz, Mileva Maric (prawdopodobnie), Albert Einstein, Henri Pincare, Lorentz, Maxwell i inni.
Dosłownie zmieniła postrzeganie świata i pozwoliła na używanie nowych technologii (GPS chociażby). Zupełnie inne, z naszego punktu widzenia, "nienaturalne" podejście do natury czasu i przestrzeni było nie tylko szokujące i samo w sobie kreatywne, ale dosłownie stało się pożywką dla wszelkich filozofów i inżynierów.
3. Odkrycie z czego zbudowany jest Wszechświat - Hel i Wodór.
Uważane za najważniejsze osiągnięcie astronomii. Jeden z najwspanialszych naukowców wszechczasów.
2. Epoka informacji.
Oczywiste. Nie wiem szczerze mówiąc od czego zacząć. Nie ulega wątpliwości, że programistki i ogólnie informatyka szeroko pojęta odmieniła oblicze naszego świata. Zintensyfikowała dobre i złe rzeczy. Internet, jako broń obosieczna służy wręcz nieskończonym możliwościom. Programowanie różnych urządzeń, jak i komputerów umożliwia... wszystko. Jesteśmy jedynie ograniczeni przez wyobraźnię i... właściwości fizyczne komponentów. Dzięki nim nasze życie stało się o wiele łatwiejsze, ale z drugiej strony pojawiły się inne problemy, nie tylko czysto związane z charaterem sieci. Jak wspomniałam Internet to broń obosieczna.
Co ciekawe, przez pierwsze kilkadziesiąt lat istnienia programowania zawód ten był uważany za zawód kobiecy. Byłam również zainteresowana tym, czemu programy nazywają się software, bo mam dziwne podejrzenie, że wzięło się to z "kobiecego" charakteru tego zawodu... nie mogłam jednak nic znaleźć.
1. Feminizm.
Feminizm dosłownie zmienił całe nasze społeczeństwo fundamentalnie. Zmienił wiele na lepsze. Pozwala zużywać potencjał połowy ludzkości w sposób nigdy wcześniej nieużywany. Feminizm nie tylko przysłużył się kobietom, ale także mężczyznom. To wszystko udało się osiągnąć dzięki antropologom, psychologom, feministkom, politykom, historykom, naukowcom i miliona "zwykłych" kobiet. Całą walka o liberalizację kobiet nie obyła się bez ofiar śmiertelnych. Nie obyło się bez rytualnych gwałtów służącym ukaranie feministek. Nie obyło się... bez wojen. Gender, STOP rasizmowi, STOP homofobii - to wszystko zawdzięczamy feminizmowi. F., jako forma walki z patriarchatem i rządów białych, heteroseksualnych mężczyzn pozwolił na większe tolerowanie gejów, lesbijek, czarnych.
Słowo "osiągnięcie" wskazuje na fakt dokonany: coś się stało i zostało osiągnięte, zrobione. Tak jednak nie jest. Feministki mają bardzo dużo do roboty i ostatnie kilkanaście lat walki to tylko początek żmudnej i systematycznej pracy nad społeczeństwem.
Gdy piszę "feminizm", nie chodzi mi tutaj tylko o feminizm polski, albo europejski, amerykański, ale globalny, w którym kobiety ze wszystkich państw łączą się i walczą o swoje. To kobiety zmieniają świat. To kobiety są przyszłością i to kobiety będą tej przyszłości nadawać ton. Nie można mówić o feminizmie tylko i wyłącznie w kontekście pierwszego świata, bo to problem całej ludzkości. W czasach, gdy mogę w ciągu kilkunastu godzin znaleźć się po drugiej stronie globu nie można mówić o tym, że feministki osiągnęły już wszystko i nie ma co robić. Nie można mówić, że nie mamy narzekać, bo kiedyś nie miałyśmy żadnych praw. Mężczyźni również mieli kiedyś gorzej, czy ktokolwiek mówi im, że mają nie narzekać, bo gdzieś tam w Afryce mogą zostać za bycie chrześcijanami zostać ukamieniowani? Albo kiedyś tam, jeśli nie byli duchownymi mogli zostać spaleni na stosie za głoszenie prawdy naukowej?
Twierdzenie, że feminizm nie jest już potrzebny jest niezwykle krzywdzące nie tylko ze względu na swoistą ignorancję, ale także ze względu na miliardy ofiar patriarchatu na całym świecie i tu pewnie kogoś zadziwię - także w Polsce. Takie opinie nie tyle, co ewentualnie pokazują, że seksizm nie istnieje i feminizm nie ma racji bytu, tylko bardziej świadczą o samym głosicielu kłamstw. Taka osoba po pierwsze nie ma pojęcia o życiu kobiet. Po prostu. Nie ma również za grosz empatii, bo wystarczy jedynie spróbować stłumić swoje uprzedzenia i strach, po czym racjonalnie określić poziom i sposoby życia kobiet w społeczeństwie. Są takie problemy kobiet, które nigdy mężczyzn nie dotkną i nawet nie chodzi mi tutaj o czystą biologię (na przykład miesiączkę), ale o "zwykłe" uprzywilejowanie mężczyzn.
Co ciekawe, ci sami mężczyźni głoszący jakże światłe i niepoprawne politycznie poglądy o głupocie kobiet, a szczególnie głupocie feministek (bo nie mają prawa istnieć ze względu na to, że kobiety już mają wszystkie prawa, a cała reszta to przywileje sprawiające, że kobiety stoją "wyżej") zarzucają, że te nie zajmują się "prawdziwą" dyskryminacją kobiet w Islamie, tudzież w Afryce, albo Indiach. Czyli feminizm jest bez sensu wtedy, gdy nam to pasuje - gdy możemy skrytykować feministki za to, że są "niekompetentne" (co jest nieprawdą) nagle, jak za sprawą magicznej różdżki feminizm jest bardzo potrzebny. Nie wiem, jak nazwać taką postawę. Hipokryzją? Rozdwojeniem jaźni? Brakiem konsekwencji? Słabą mocą mózgu? Inteligencją nie potrafiąca przetrawić zbyt dużej ilości danych i wyciągnąć logicznych wniosków? Są różne hipotezy - nie żartuję. Nie jestem pierwszą, która zauważa irracjonalność mizoginii.
Należy przy tym zauważyć, że mężczyźni czują nieposkromioną chęć wpierdalania się tam, gdzie ich nikt nie chce. Oni muszą wyrazić swoje zdanie na temat feminizmu - tak, jakby ktoś ich prosił. Oni muszą naprostować wszystko, muszą się przyczepić byle czego, muszą przekręcić fakty i je zmanipulować, a najlepiej - sfałszować! Już samo kłamanie i zmyślanie przeróżnych historyjek mających na celu oczernianie kobiet świadczy o tym, że nie mają oni argumentów, a co za tym idzie nie mają racji. Muszą "argumenty" wymyślać, żeby o czymkolwiek dyskutować. Nie mogą znieść tego, że są tematy i sprawy społeczne, w których mimo, że są głównym tematem rozmów, jako rozmówcy nie są mile widziani. Sami nie mają problemu z tym, żeby w debacie na temat legalizacji aborcji brali udział sami mężczyźni.
Z jednej strony można poddać ich postawę rozważaniom i zadać sobie pytanie: dlaczego? Nie jest to ani łatwe, ani banalne pytanie. Z drugiej jednak strony postawa frustratów i skrzywdzonych przez los mężczyzn nie jest jedynym powodem, dla którego feminizm jest potrzebny przecież.
Wbrew pozorom nie uważam, że mężczyźni nie są... mile widziani w feminizmie. Jeżeli robią swoją pracę w odpowiedni sposób, są mile widziani. Zwrot "odpowiedni sposób" jest kluczowy.
Należy zwrócić uwagę na to, że w większości przypadków mężczyźni mają postawę obronną i atakując kobiety, bądź feministki w różny sposób (czy to "rozsiewając" kłamstwa, wysyłając groźby, bądź "po prostu" gwałcąc). Oni uważają, że się bronią i to jest ciekawe. Czy wynika to ze strachu przed zmienieniem statusu Quo? Przecież Hitler atakując Polskę też uważał, że jest to akt obronny! Z czego to wynika? Przecież, jak się spojrzy na wojnę, jako formę zdobywania wpływów, albo jakichś zasobów i bogactw, trzeba przyznać, że nie jest to zbyt racjonalny sposób. Znacznie lepszym sposobem z matematycznego punktu widzenia jest altruizm odwzajemniony. W praktyce oznaczałoby to swego rodzaju sojusz, albo handel. Logicznie rozumując musi być jakiś dodatkowy czynnik, dodatkowa zmienna, która sprawia, że wojna wydaje się być taka... odpowiednia i ważna. W końcu mężczyźni rozpoczynający wojnę uważają, że robią to w imię ratowania świata! Coś tu jest nie tak.
Wiele osób, a także zawodowych historyków uważa, że wojna jest potrzebna (albo była), bo "napędza" gospodarkę. Jest to moim skromnym zdanie oczywista bzdura, ponieważ o wiele więcej można by osiągnąć dzięki współpracy. Twierdzenie, że wojna jest potrzebna, bo napędza gospodarkę, jest jak twierdzenie, że Kościół jest niezbędny do tego, żeby pomagać innym ludziom, chociażby ludziom w Afryce. Można pomagać ludziom bez Kościoła, tak samo można napędzać gospodarkę bez wojny.
Można też powiedzieć: "Zaraz, przecież to rządzącym przy korycie zależy, by mężczyźni byli upośledzeni intelektualnie, rządzący są wyrachowani i indoktrynując mężczyzn i kobiety będą mieć zawsze pretekst do wywołania wojny, wystarczy, że wmówią ludziom, że mają wspólnego wroga (terroryzm, feminizm, ateizm, Żydzi), który może być powodem domniemanej zapaści cywilizacyjnej, czyli straszliwego niebezpieczeństwa". Ta hipoteza zakłada, że mężczyźni stojący u władzy są wyrachowani i ich działania są wykalkulowane. Problem polega na tym, że wojna nie jest racjonalna, jak już wcześniej wspomniałam (chociaż nie tylko o to chodzi, wiele elementów wojny jest po prostu zamachem na moralność, jest wybuchem emocji, strachu i agresji, folgowaniem najobrzydliwszym instynktom, jej forma często nie ma nic wspólnego z racjonalnością i logiką). Wnioski mogą być takie, że albo rządzący (albo sterujący rządzącymi) są debilami, albo wcale nie są wyrachowani i ich pierdolenie o potrzebie wojny i tak dalej jest czysto emocjonalne i należy taki ewentualny konflikt rozpatrywać nie pod względem gospodarczym, politycznym, ekonomicznym, a psychologicznym.
Innym ciekawym wyjaśnieniem agresji i strasznych rzeczy, jakich dopuszczają się ludzie jest hipoteza mówiąca o tym, że wszystko zależy od zewnętrznych warunków. Sztandarowym przykładem tego zjawiska jest słynny eksperyment więzienny. Krótko mówiąc chodzi o to, że największy wpływ na człowieka ma środowisko w danej chwili i zwykł, przeciętny obywatel może się w każdej chwili zamienić w seryjnego mordercę. Co ciekawe, nie wszyscy reagują w ten sam sposób. Pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego znaczna większość jest konformistami, a jedynie pojedyncze jednostki są w stanie sprzeciwić się tyrani i przemocy? Charakter? Wpływ wychowania?
Czy to chodzi rozpoczęcie wojny, czy tak "trywialną" sytuację, jak żartowanie z ofiar gwałtów, albo wyśmiewanie mężczyzn odbiegających od ogólnego wzoru "męskości" (a to za chudy, a to za łagodny, za mało agresywny, ubierający się w złe kolory, potrafiący znaleźć kompromis, co jest złe, rzecz jasna) zawsze można dojrzeć te same zwroty i te same postawy. Jeżeli nie wiecie, o co mi chodzi wystarczy przejrzeć wpisy pewnego blogera - jest to idealny przykład takiego punktu widzenia. Chodzi mi o jego opinie na temat feminizacji Europy (bo to bardzo złe), potrzebie wojny, potrzebie "przywrócenia męskości". Jest to bardzo niebezpieczne - te same "trendy" zachodziły w trzeciej Rzeszy i te same "trendy" zachodzą teraz wśród wszelkich konserwatystów, mizoginów, nacjonalistów, religiantów, narodowców, a także... zwolenników psychologii ewolucyjnej. Jest w interesie nas wszystkich, by "rozprostowywać" kłamstwa tych panów oraz wypominać wszędobylski strach i irracjonalność ich przekonań.
To prawda, że UE jest stosunkowo łagodną "instytucją", ale nie jest to spowodowane feminizacją. Zdecydowaną większość głów państw w Europie stanowią mężczyźni. W parlamentach państw Unii Europejskiej również większość stanowią mężczyźni. Ba! W samym parlamencie Europejskim większość posłów to faceci. W rzeczywistości postawę złagodzenia stosunków przypisuje się głównie zaostrzeniem przepisów przeciwko przemocy wobec dzieci.
Bardzo wiele mężczyzn, prawdopodobnie na skutek dzieciństwa pełnego przemocy i/albo (ewentualnej) wrodzonej wrażliwości na zaniedbania rodziców czują ogromny strach przed kobietami, co skutkuje mizoginią, strachem przed wszelkimi zmianami, czyli zachowaniem statusu quo, irracjonalnością w myśleniu i zachowaniu, marnowaniu energii na nienawiść wobec kobiet (bo nie lubimy tego, czego się boimy), agresywnością i nieustanną postawą obronną. Nie tylko dotyka to kobiet (co jest oczywiste), ale także mężczyzn przecież. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar przemocy obu płci. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar gwałtów obu płci, czego zdają się nie zauważać mizogini, którzy z jednej strony wyśmiewając zgwałconych mężczyzn twierdząc, że "faceta nie da się zgwałcić", a z drugiej mają czelność wypominać feministkom, że mają "w dupie" gwałty na facetach. Zdają się przy tym wygodnie zapominać, że większość gwałtów na mężczyznach "wykonują" sami mężczyźni, że feministki też się tym zajmują oraz to, że jakby się tym faktycznie nie zajmowały, to absolutnie nie jest to ich obowiązek. Oburzeni gwałtami na chłopców i mężczyznach faceci starają się ten temat poruszać "poważnie" tylko i wyłącznie w kontekście gwałtów na kobietach.
Bez względu na to, jaki jest powód takiego, a nie innego obrazu świata, takiego a nie innego obrazu Polski, potrzebujemy feminizmu. Potrzebujemy zdrowego rozsądku.
Dopóki przyczyny przemocy nie zostaną usunięte, dopóty będzie potrzebny feminizm.
Jakakolwiek krzywda mężczyzn ze względu na ich płeć nie wynika z feminizmu, a patriarchatu.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat dyskryminacji i seksizmu w dzisiejszym świecie, bardziej szczegółowo wszystko jest opisane na blogu Demoniczne Samce i zachęcam do odwiedzenia go.
Podejrzewam, że nie można być przy czymś takim obiektywną. Mimo to, starałam się, jak najlepiej uzasadnić moje decyzje i racjonalnie podejść do tematu. Bardzo ciężko jest ocenić, co jest ważniejsze, co mniej ważne i co miało większy wpływ. Jestem pewna tylko i wyłącznie 1 i 2 miejsca, przy reszcie miałam dużo wahań, czy może czegoś nie przesunąć wyżej, niżej, itp..
Miałam też, na przykład, problem z Newtonem, albo Pitagorasem, albo Kopernikiem. Chciałam początkowo umieścić Newtona w tym rankingu, tylko, że grawitację każdy człowiek rozumie od urodzenia...
Doszłam do wniosku, że nie mogę tak sobie wybierać jakichś osiągnięć i odkryć, bo wydają mi się fundamentalne (chociaż i tego nie udało mi się uniknąć! - a tak mi się przynajmniej wydaje). Nie mogę w oderwaniu od ludzi, od społeczeństwa rozpatrywać "wielkość" danego osiągnięcia. Pitagoras stworzył podstawy matematyki, zgadza się, ale zrobiło to także wiele innych społeczeństw przed nim, a poza tym... nie miał on znowu tak "trudno". Kopernik z kolei dosłownie "wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię". On w obliczu pingwinów narażał wręcz życie głosząc prawdę. On zmienił ludzkość i to dosłownie.
Nie oznacza to oczywiście, że będę brała tylko to pod uwagę. Są takie odkrycia i takie wynalazki, które same w sobie zmieniły świat i postrzeganie go, albo, na przykład, umożliwiły rozwój innych, nowych technologii.
Miałam nie pisać długich wstępów, no cóż... Zapraszam.
7. Teoria ewolucji - Darwin, Buffon, Lamarck.
Zwolennicy błędnie rozumianej ewolucji zdają się być religiantami z podejściem "religia jest dla głupców, więc wynajdę coś bardziej 'naukowego', by poprzeć moją mizoginię". Bo tak, nie należy do wątpliwości fakt, że wszelako pojęty Darwinizm zapoczątkował ruch "determinizmu" i "biologizmu" - czyli wszystko jest PO COŚ, wszystko musi mieć CEL. Z drugiej strony mamy wylęgarnie "sceptyków" ewolucji, którzy za grosz nie mają pojęcia o jej mechanizmach, ale są przekonani o jej nieprawdziwości. Bez względu na te "niedogodności", albo zwłaszcza na tę głupotę i specyficzną odpowiedź społeczeństwa, należy umieścić teorię ewolucję w tym rankingu.
6. Wynalezienie szczepionki.
Dzięki temu ludzkość nie jest cyklicznie dziesiątkowana (chociaż powinnam napisać milionowana), a w czasach globalizacji i łatwości z jaką ludzie mogą się przemieszczać jest to bardzo ważne. Może się to jednak zmienić z powodu antyszczepionkowców, którzy narażają przez swoją ignorancję na śmierć nie tylko swoje dzieci, ale także innych...
5. Ludzie nie są najważniejsi, czyli teoria heliocentryczna - Kopernik, Galileusz, Kepler, Hooke.
Nie tylko wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Kopernik podważył dosłownie całą religię, cały ówczesny światopogląd. Olać ruszenie Ziemi - Kopernik ruszył umysły ludzi, a to znacznie trudniejsze...
4. Teoria względności, czyli światło jest "constant" - Galileusz, Mileva Maric (prawdopodobnie), Albert Einstein, Henri Pincare, Lorentz, Maxwell i inni.
Dosłownie zmieniła postrzeganie świata i pozwoliła na używanie nowych technologii (GPS chociażby). Zupełnie inne, z naszego punktu widzenia, "nienaturalne" podejście do natury czasu i przestrzeni było nie tylko szokujące i samo w sobie kreatywne, ale dosłownie stało się pożywką dla wszelkich filozofów i inżynierów.
3. Odkrycie z czego zbudowany jest Wszechświat - Hel i Wodór.
Uważane za najważniejsze osiągnięcie astronomii. Jeden z najwspanialszych naukowców wszechczasów.
2. Epoka informacji.
Oczywiste. Nie wiem szczerze mówiąc od czego zacząć. Nie ulega wątpliwości, że programistki i ogólnie informatyka szeroko pojęta odmieniła oblicze naszego świata. Zintensyfikowała dobre i złe rzeczy. Internet, jako broń obosieczna służy wręcz nieskończonym możliwościom. Programowanie różnych urządzeń, jak i komputerów umożliwia... wszystko. Jesteśmy jedynie ograniczeni przez wyobraźnię i... właściwości fizyczne komponentów. Dzięki nim nasze życie stało się o wiele łatwiejsze, ale z drugiej strony pojawiły się inne problemy, nie tylko czysto związane z charaterem sieci. Jak wspomniałam Internet to broń obosieczna.
Co ciekawe, przez pierwsze kilkadziesiąt lat istnienia programowania zawód ten był uważany za zawód kobiecy. Byłam również zainteresowana tym, czemu programy nazywają się software, bo mam dziwne podejrzenie, że wzięło się to z "kobiecego" charakteru tego zawodu... nie mogłam jednak nic znaleźć.
1. Feminizm.
Feminizm dosłownie zmienił całe nasze społeczeństwo fundamentalnie. Zmienił wiele na lepsze. Pozwala zużywać potencjał połowy ludzkości w sposób nigdy wcześniej nieużywany. Feminizm nie tylko przysłużył się kobietom, ale także mężczyznom. To wszystko udało się osiągnąć dzięki antropologom, psychologom, feministkom, politykom, historykom, naukowcom i miliona "zwykłych" kobiet. Całą walka o liberalizację kobiet nie obyła się bez ofiar śmiertelnych. Nie obyło się bez rytualnych gwałtów służącym ukaranie feministek. Nie obyło się... bez wojen. Gender, STOP rasizmowi, STOP homofobii - to wszystko zawdzięczamy feminizmowi. F., jako forma walki z patriarchatem i rządów białych, heteroseksualnych mężczyzn pozwolił na większe tolerowanie gejów, lesbijek, czarnych.
Słowo "osiągnięcie" wskazuje na fakt dokonany: coś się stało i zostało osiągnięte, zrobione. Tak jednak nie jest. Feministki mają bardzo dużo do roboty i ostatnie kilkanaście lat walki to tylko początek żmudnej i systematycznej pracy nad społeczeństwem.
Gdy piszę "feminizm", nie chodzi mi tutaj tylko o feminizm polski, albo europejski, amerykański, ale globalny, w którym kobiety ze wszystkich państw łączą się i walczą o swoje. To kobiety zmieniają świat. To kobiety są przyszłością i to kobiety będą tej przyszłości nadawać ton. Nie można mówić o feminizmie tylko i wyłącznie w kontekście pierwszego świata, bo to problem całej ludzkości. W czasach, gdy mogę w ciągu kilkunastu godzin znaleźć się po drugiej stronie globu nie można mówić o tym, że feministki osiągnęły już wszystko i nie ma co robić. Nie można mówić, że nie mamy narzekać, bo kiedyś nie miałyśmy żadnych praw. Mężczyźni również mieli kiedyś gorzej, czy ktokolwiek mówi im, że mają nie narzekać, bo gdzieś tam w Afryce mogą zostać za bycie chrześcijanami zostać ukamieniowani? Albo kiedyś tam, jeśli nie byli duchownymi mogli zostać spaleni na stosie za głoszenie prawdy naukowej?
Twierdzenie, że feminizm nie jest już potrzebny jest niezwykle krzywdzące nie tylko ze względu na swoistą ignorancję, ale także ze względu na miliardy ofiar patriarchatu na całym świecie i tu pewnie kogoś zadziwię - także w Polsce. Takie opinie nie tyle, co ewentualnie pokazują, że seksizm nie istnieje i feminizm nie ma racji bytu, tylko bardziej świadczą o samym głosicielu kłamstw. Taka osoba po pierwsze nie ma pojęcia o życiu kobiet. Po prostu. Nie ma również za grosz empatii, bo wystarczy jedynie spróbować stłumić swoje uprzedzenia i strach, po czym racjonalnie określić poziom i sposoby życia kobiet w społeczeństwie. Są takie problemy kobiet, które nigdy mężczyzn nie dotkną i nawet nie chodzi mi tutaj o czystą biologię (na przykład miesiączkę), ale o "zwykłe" uprzywilejowanie mężczyzn.
Co ciekawe, ci sami mężczyźni głoszący jakże światłe i niepoprawne politycznie poglądy o głupocie kobiet, a szczególnie głupocie feministek (bo nie mają prawa istnieć ze względu na to, że kobiety już mają wszystkie prawa, a cała reszta to przywileje sprawiające, że kobiety stoją "wyżej") zarzucają, że te nie zajmują się "prawdziwą" dyskryminacją kobiet w Islamie, tudzież w Afryce, albo Indiach. Czyli feminizm jest bez sensu wtedy, gdy nam to pasuje - gdy możemy skrytykować feministki za to, że są "niekompetentne" (co jest nieprawdą) nagle, jak za sprawą magicznej różdżki feminizm jest bardzo potrzebny. Nie wiem, jak nazwać taką postawę. Hipokryzją? Rozdwojeniem jaźni? Brakiem konsekwencji? Słabą mocą mózgu? Inteligencją nie potrafiąca przetrawić zbyt dużej ilości danych i wyciągnąć logicznych wniosków? Są różne hipotezy - nie żartuję. Nie jestem pierwszą, która zauważa irracjonalność mizoginii.
Należy przy tym zauważyć, że mężczyźni czują nieposkromioną chęć wpierdalania się tam, gdzie ich nikt nie chce. Oni muszą wyrazić swoje zdanie na temat feminizmu - tak, jakby ktoś ich prosił. Oni muszą naprostować wszystko, muszą się przyczepić byle czego, muszą przekręcić fakty i je zmanipulować, a najlepiej - sfałszować! Już samo kłamanie i zmyślanie przeróżnych historyjek mających na celu oczernianie kobiet świadczy o tym, że nie mają oni argumentów, a co za tym idzie nie mają racji. Muszą "argumenty" wymyślać, żeby o czymkolwiek dyskutować. Nie mogą znieść tego, że są tematy i sprawy społeczne, w których mimo, że są głównym tematem rozmów, jako rozmówcy nie są mile widziani. Sami nie mają problemu z tym, żeby w debacie na temat legalizacji aborcji brali udział sami mężczyźni.
Z jednej strony można poddać ich postawę rozważaniom i zadać sobie pytanie: dlaczego? Nie jest to ani łatwe, ani banalne pytanie. Z drugiej jednak strony postawa frustratów i skrzywdzonych przez los mężczyzn nie jest jedynym powodem, dla którego feminizm jest potrzebny przecież.
Wbrew pozorom nie uważam, że mężczyźni nie są... mile widziani w feminizmie. Jeżeli robią swoją pracę w odpowiedni sposób, są mile widziani. Zwrot "odpowiedni sposób" jest kluczowy.
Należy zwrócić uwagę na to, że w większości przypadków mężczyźni mają postawę obronną i atakując kobiety, bądź feministki w różny sposób (czy to "rozsiewając" kłamstwa, wysyłając groźby, bądź "po prostu" gwałcąc). Oni uważają, że się bronią i to jest ciekawe. Czy wynika to ze strachu przed zmienieniem statusu Quo? Przecież Hitler atakując Polskę też uważał, że jest to akt obronny! Z czego to wynika? Przecież, jak się spojrzy na wojnę, jako formę zdobywania wpływów, albo jakichś zasobów i bogactw, trzeba przyznać, że nie jest to zbyt racjonalny sposób. Znacznie lepszym sposobem z matematycznego punktu widzenia jest altruizm odwzajemniony. W praktyce oznaczałoby to swego rodzaju sojusz, albo handel. Logicznie rozumując musi być jakiś dodatkowy czynnik, dodatkowa zmienna, która sprawia, że wojna wydaje się być taka... odpowiednia i ważna. W końcu mężczyźni rozpoczynający wojnę uważają, że robią to w imię ratowania świata! Coś tu jest nie tak.
Wiele osób, a także zawodowych historyków uważa, że wojna jest potrzebna (albo była), bo "napędza" gospodarkę. Jest to moim skromnym zdanie oczywista bzdura, ponieważ o wiele więcej można by osiągnąć dzięki współpracy. Twierdzenie, że wojna jest potrzebna, bo napędza gospodarkę, jest jak twierdzenie, że Kościół jest niezbędny do tego, żeby pomagać innym ludziom, chociażby ludziom w Afryce. Można pomagać ludziom bez Kościoła, tak samo można napędzać gospodarkę bez wojny.
Można też powiedzieć: "Zaraz, przecież to rządzącym przy korycie zależy, by mężczyźni byli upośledzeni intelektualnie, rządzący są wyrachowani i indoktrynując mężczyzn i kobiety będą mieć zawsze pretekst do wywołania wojny, wystarczy, że wmówią ludziom, że mają wspólnego wroga (terroryzm, feminizm, ateizm, Żydzi), który może być powodem domniemanej zapaści cywilizacyjnej, czyli straszliwego niebezpieczeństwa". Ta hipoteza zakłada, że mężczyźni stojący u władzy są wyrachowani i ich działania są wykalkulowane. Problem polega na tym, że wojna nie jest racjonalna, jak już wcześniej wspomniałam (chociaż nie tylko o to chodzi, wiele elementów wojny jest po prostu zamachem na moralność, jest wybuchem emocji, strachu i agresji, folgowaniem najobrzydliwszym instynktom, jej forma często nie ma nic wspólnego z racjonalnością i logiką). Wnioski mogą być takie, że albo rządzący (albo sterujący rządzącymi) są debilami, albo wcale nie są wyrachowani i ich pierdolenie o potrzebie wojny i tak dalej jest czysto emocjonalne i należy taki ewentualny konflikt rozpatrywać nie pod względem gospodarczym, politycznym, ekonomicznym, a psychologicznym.
Innym ciekawym wyjaśnieniem agresji i strasznych rzeczy, jakich dopuszczają się ludzie jest hipoteza mówiąca o tym, że wszystko zależy od zewnętrznych warunków. Sztandarowym przykładem tego zjawiska jest słynny eksperyment więzienny. Krótko mówiąc chodzi o to, że największy wpływ na człowieka ma środowisko w danej chwili i zwykł, przeciętny obywatel może się w każdej chwili zamienić w seryjnego mordercę. Co ciekawe, nie wszyscy reagują w ten sam sposób. Pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego znaczna większość jest konformistami, a jedynie pojedyncze jednostki są w stanie sprzeciwić się tyrani i przemocy? Charakter? Wpływ wychowania?
Czy to chodzi rozpoczęcie wojny, czy tak "trywialną" sytuację, jak żartowanie z ofiar gwałtów, albo wyśmiewanie mężczyzn odbiegających od ogólnego wzoru "męskości" (a to za chudy, a to za łagodny, za mało agresywny, ubierający się w złe kolory, potrafiący znaleźć kompromis, co jest złe, rzecz jasna) zawsze można dojrzeć te same zwroty i te same postawy. Jeżeli nie wiecie, o co mi chodzi wystarczy przejrzeć wpisy pewnego blogera - jest to idealny przykład takiego punktu widzenia. Chodzi mi o jego opinie na temat feminizacji Europy (bo to bardzo złe), potrzebie wojny, potrzebie "przywrócenia męskości". Jest to bardzo niebezpieczne - te same "trendy" zachodziły w trzeciej Rzeszy i te same "trendy" zachodzą teraz wśród wszelkich konserwatystów, mizoginów, nacjonalistów, religiantów, narodowców, a także... zwolenników psychologii ewolucyjnej. Jest w interesie nas wszystkich, by "rozprostowywać" kłamstwa tych panów oraz wypominać wszędobylski strach i irracjonalność ich przekonań.
To prawda, że UE jest stosunkowo łagodną "instytucją", ale nie jest to spowodowane feminizacją. Zdecydowaną większość głów państw w Europie stanowią mężczyźni. W parlamentach państw Unii Europejskiej również większość stanowią mężczyźni. Ba! W samym parlamencie Europejskim większość posłów to faceci. W rzeczywistości postawę złagodzenia stosunków przypisuje się głównie zaostrzeniem przepisów przeciwko przemocy wobec dzieci.
Bardzo wiele mężczyzn, prawdopodobnie na skutek dzieciństwa pełnego przemocy i/albo (ewentualnej) wrodzonej wrażliwości na zaniedbania rodziców czują ogromny strach przed kobietami, co skutkuje mizoginią, strachem przed wszelkimi zmianami, czyli zachowaniem statusu quo, irracjonalnością w myśleniu i zachowaniu, marnowaniu energii na nienawiść wobec kobiet (bo nie lubimy tego, czego się boimy), agresywnością i nieustanną postawą obronną. Nie tylko dotyka to kobiet (co jest oczywiste), ale także mężczyzn przecież. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar przemocy obu płci. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar gwałtów obu płci, czego zdają się nie zauważać mizogini, którzy z jednej strony wyśmiewając zgwałconych mężczyzn twierdząc, że "faceta nie da się zgwałcić", a z drugiej mają czelność wypominać feministkom, że mają "w dupie" gwałty na facetach. Zdają się przy tym wygodnie zapominać, że większość gwałtów na mężczyznach "wykonują" sami mężczyźni, że feministki też się tym zajmują oraz to, że jakby się tym faktycznie nie zajmowały, to absolutnie nie jest to ich obowiązek. Oburzeni gwałtami na chłopców i mężczyznach faceci starają się ten temat poruszać "poważnie" tylko i wyłącznie w kontekście gwałtów na kobietach.
Bez względu na to, jaki jest powód takiego, a nie innego obrazu świata, takiego a nie innego obrazu Polski, potrzebujemy feminizmu. Potrzebujemy zdrowego rozsądku.
Dopóki przyczyny przemocy nie zostaną usunięte, dopóty będzie potrzebny feminizm.
Jakakolwiek krzywda mężczyzn ze względu na ich płeć nie wynika z feminizmu, a patriarchatu.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat dyskryminacji i seksizmu w dzisiejszym świecie, bardziej szczegółowo wszystko jest opisane na blogu Demoniczne Samce i zachęcam do odwiedzenia go.
20130801
Przegląd nauki [2]
1. Czy kosmici sa wsród nas?
2. Powietrzna parasolka ;-)
3. Czyżby tajemnica pioruna kulistego została rozwiązana?
4. Mitochondria sterują komunikacją w mózgu.
5. Trochę o fizyce kwantowej.
6. Jaką role mogą odgrywać w świecie przyrody niedawno odkryte, wielkie wirusy?
7. Nowa siła przyciągania pomoże rozwiązać niektóre astrofizyczne zagadki?
8. W żeńskich chromosomach znajdują się geny odpowiedzialne za produkcje spermy. czy to oznacza, że kobiety też mogłyby produkować spermę dla siebie, bez mężczyzny?
9. Ludzie zagrożeniem dla Ziemi?! Nie może być, przecież człowiek to idealna istota stworzona na podobieństwo boga!
10. Czy wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti mają rację?! O.O Czyli jak czarna dziura rozciąga gaz...
2. Powietrzna parasolka ;-)
3. Czyżby tajemnica pioruna kulistego została rozwiązana?
4. Mitochondria sterują komunikacją w mózgu.
5. Trochę o fizyce kwantowej.
6. Jaką role mogą odgrywać w świecie przyrody niedawno odkryte, wielkie wirusy?
7. Nowa siła przyciągania pomoże rozwiązać niektóre astrofizyczne zagadki?
8. W żeńskich chromosomach znajdują się geny odpowiedzialne za produkcje spermy. czy to oznacza, że kobiety też mogłyby produkować spermę dla siebie, bez mężczyzny?
9. Ludzie zagrożeniem dla Ziemi?! Nie może być, przecież człowiek to idealna istota stworzona na podobieństwo boga!
10. Czy wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti mają rację?! O.O Czyli jak czarna dziura rozciąga gaz...
Etykiety:
Astronomia,
Biologia,
Ciekawostki,
Ciemna energia i materia,
Matematyka,
Medycyna,
Nowinki technologiczne,
Odkrycia naukowe,
Protetyka,
Przegląd,
Szczepienia
20130405
Przegląd nauki [1]
1. Lek na paraliż?
2. Komórki macierzyste pomogły wyleczyć coraz gorzej widzące oczy
3. TOP 5 przełomów w neurologii w roku 2012
4. Kwantowa teleportacja dwóch cząsteczek makro
5. Udało się osiągnąć temperaturę mniejszą, niż 0 absolutne
6. Terapia genowa i leczenie białaczki
7. Coraz bliżej szczepionki na Alzheimera
8. Odkryto poczwórną helisę DNA
9. W laboratorium udało się odtworzyć warunki umierającej gwiazdy
10. Telepatia i telekineza może być możliwa?
11. W jaki sposób język wpływa na nasze myśli?
12. Zimna fuzja NASA mogłaby by być używana w naszych domach?
13. 11 interdyscyplinarnych nauk, które niedawno zaczęły się rozwijać
14. Koszmar neonazisty, czyli jak będą wyglądać przyszli ludzie (będą niebiescy)
15. Wszechświat starszy, niż przypuszczaliśmy
16. W co wyewoluuje człowiek?
17. Nanomedycyna, czyli DNA zwinięte w kłębek
18. Czy ciemna materia okrąża Ziemię?
2. Komórki macierzyste pomogły wyleczyć coraz gorzej widzące oczy
3. TOP 5 przełomów w neurologii w roku 2012
4. Kwantowa teleportacja dwóch cząsteczek makro
5. Udało się osiągnąć temperaturę mniejszą, niż 0 absolutne
6. Terapia genowa i leczenie białaczki
7. Coraz bliżej szczepionki na Alzheimera
8. Odkryto poczwórną helisę DNA
9. W laboratorium udało się odtworzyć warunki umierającej gwiazdy
10. Telepatia i telekineza może być możliwa?
11. W jaki sposób język wpływa na nasze myśli?
12. Zimna fuzja NASA mogłaby by być używana w naszych domach?
13. 11 interdyscyplinarnych nauk, które niedawno zaczęły się rozwijać
14. Koszmar neonazisty, czyli jak będą wyglądać przyszli ludzie (będą niebiescy)
15. Wszechświat starszy, niż przypuszczaliśmy
16. W co wyewoluuje człowiek?
17. Nanomedycyna, czyli DNA zwinięte w kłębek
18. Czy ciemna materia okrąża Ziemię?
20130223
20130220
20130209
Efekt Dopplera, stała Hubble'a, rozszerzanie Wszechświata
Efekt Dopplera powstaje wtedy, gdy źródło fali przemieszcza się i na skutek tego częstotliwość fal się zmienia - w zależności od położenia obserwatora i źródła jednocześnie (relatywizm - oczywiście jeśli my będziemy w tej karetce to dźwięk wg nas nie będzie słyszany jako efekt Dopplera, natomiast niewątpliwie osoby z zewnątrz, w zależności od położenia danej osoby silniej lub słabiej, niemniej jednak wciąż bardzo słabo odczuwalne - efekt jest, tak czy siak). Częstotliwość mierzona fali jest inna od częstotliwości emitowanej.
Najłatwiejszym i najpowszechniejszym przykładem tego zjawiska jest jadąca na sygnale karetka pogotowia. Biorąc pod uwagę prędkość fali dźwiękowej (załóżmy 1225 km/h) oraz prędkość samej karetki (załóżmy 100 km/h) różnica w częstotliwości, a więc i w efekcie Dopplera jest słabo odczuwalna przez nasze uszy. Może lepiej byłoby przytoczyć inne przykłady realnego wkładu i użytku z tego zjawiska (chociaż bardziej abstrakcyjne).
Vera Rubin, amerykańska astronom zauważyła, że ruch galaktyk, ich rozmiar oraz kształt wskazują na to, że albo grawitacja jest "dziwna", albo znajduje się w przestrzeni kosmicznej więcej materii, niż jesteśmy w stanie dostrzec. Po wielu obliczeniach dziwnych i anomaliach, niedowierzaniu w końcu w latach '80 doszło do naukowych głów, że musi istnieć coś JESZCZE, oprócz materii widzialnej (niestety naukowcy to wciąż w większości zwyczajni, przeciętni ludzie). Nazwano to ciemną materią i energią. Obecnie uważa się, że ciemna energia odpowiedzialna jest za rozszerzanie się Wszechświata...
...które odkrył w 1917 Slipher: wg jego obserwacji 21 na 25 mgławic (wtedy nie wiedzieli, że to galaktyki) oddalało się (te które się oddalały były poza Układem Lokalnym). Slipher jednocześnie odkrył przesunięcie ku czerwieni (odkrył to jeszcze przed 1917 i było to znane paru astronomom - przed samym odkryciem rozszerzającego się Wszechświata, używał go właśnie do pomiaru ruchu mgławic). Hubble z lubością wykorzystał jego obserwacje oraz obliczenia i stąd znamy właśnie tzw., prawo Hubble'a (jej wartość - Link), Wszechświat rozciągający i rozszerzający się niczym balon. Proszę sobie wyobrazić, że światło z określoną prędkością leci ze źródła danego światła i trafia do nas w ciągu, powiedzmy 100 lat (to bardzo mało w kosmicznej skali, ale weźmy liczbę, którą lepiej jesteśmy sobie w stanie uzmysłowić) - w takim razie widzimy dany obiekt takim, jaki był 100 lat temu. Krótko mówiąc, jeśli ktoś mówi nam, że dany obiekt na niebie znajduje się 100 lat świetlnych od nas, to znaczy, że widzimy ten obiekt ze 100 letnim opóźnieniem. Należy pamiętać, że w ciągu tych 100 lat dany obiekt, źródło światła może się przemieścić, poruszyć, oddalić, przybliżyć... w ciągu 100 lat, zanim dotrze do nas światło ukazujące galaktykę, może się oddalić i to właśnie zaobserwował Slipher.
Nie do końca jest tak, że one (galaktyki) się same z siebie poruszają i oddalają się one od nas - bo jakaż to siła miałaby je oddalać? Obiekty nie poruszają się "bez powodu"! Musi być akcja, żeby była reakcja. Naukowcy doszli do wniosku, że Wszechświat musi się rozszerzać i na skutek rozszerzającej się przestrzeni fal elektromagnetycznych następuje efekt Dopplera - również fale się rozszerzają i ich "gęstość"(ze względu na rozszerzalność przestrzeni myślę, że to bardziej adekwatne określenie), częstotliwość ulega zniekształceniu (nie tylko źródło się oddala/przybliża, ale same fale uczestniczą w ekspansji Wszechświata). Ze względu właśnie na nieco inną naturę przyczyny tego mechanizmu konkretyzujemy i nazywamy ten efekt relatywistycznym efektem Dopplera (również w nim należy wziąć pod uwagę dylatację czasu - na przykład; relatywistyczny efekt Dopplera opisujemy również przy innych zjawiskach - wszystkie muszą jednak zachodzić dla fal elektromagnetycznych, bo też ten efekt ich tylko dotyczy). Poza tym, ze względu na to, że spektrum fal elektromagnetycznych odbieramy, jako kolory: w zależności od częstotliwości fali elektromagnetycznej im jest mniejsza tym bardziej czerwony kolor się wydaje, natomiast im większa, tym nasze oczy odbierają kolor jako bardziej fioletowy. Stąd się właśnie wzięła nazwa przesunięcie ku czerwieni, dowód na rozszerzanie się Wszechświata.
Absolutnie nie należy zapominać o przesunięciu ku fioletowi, które oczywiście w przyrodzie występuje i analogicznie do przesunięcia ku czerwieni jest to zwiększenie jej częstotliwości na skutek przybliżania się obiektu do obserwatora. Jednym z takich zaobserwowanych obiektów jest Galaktyka Andromedy, która w przyszłości się zderzy z naszą, Galaktyką Drogi Mlecznej.
Poszukując potrzebnych materiałów znalazłam ciekawy artykuł: Link. Przepis na to, jak stwierdzić, że dana teza jest nieprawdziwa, po czym dokładnie ją opisać :-) Pamiętajcie, jeśli czegoś nie rozumiecie, jeśli mózg Was boli i paruje, nie poddawajcie się. Naprawdę wiele zjawisk, pozornie dla ludzkiego umysłu absurdalnych, jest sprawdzona i używana w technologii.
20130126
Zdjęcia czarnej dziury...
...a konkretniej jej horyzontu zdarzeń, będą możliwe w najbliższej przyszłości.
Naukowcy stworzyli teleskop, który jest w stanie zrobić zdjęcie czarnej dziurze - supermasywnej czarnej dziurze, w tym tej (Sgr A) w środku Drogi Mlecznej (obrazek u góry na podstawie wstępnych pomiarów, 13 styczeń 2013). Posiada raczej półksiężycowy kształt, który wynika z materii z dysku akrecyjnego. Przewidywano, że powinno zaobserwować raczej kształt kropli ("asymetryczny Gauss"). Co prawda zdjęcia nie są z kosmosu, ale chodzi o sam kształt i zjawisko:
Dotychczasowe zdjęcia centrum galaktyki wyglądają tak:
Horyzont zdarzeń emituje silne promieniowanie(energia) na skutek materii wsysanej przez czarną dziurę, dzięki czemu będzie można go zobaczyć na zdjęciu (Event Horizon Teleskope). Dysk akrecyjny ma kształt półksiężyca, ponieważ gaz obraca się dookoła czarnej dziury, jedna część obraca się w kierunku Ziemi, przez co światło staje się jaśniejsze z tej strony, z drugiej strony, gdy gaz się oddala, światło ciemnieje - ten efekt nazywamy efektem Dopplera.
Naukowcy stworzyli teleskop, który jest w stanie zrobić zdjęcie czarnej dziurze - supermasywnej czarnej dziurze, w tym tej (Sgr A) w środku Drogi Mlecznej (obrazek u góry na podstawie wstępnych pomiarów, 13 styczeń 2013). Posiada raczej półksiężycowy kształt, który wynika z materii z dysku akrecyjnego. Przewidywano, że powinno zaobserwować raczej kształt kropli ("asymetryczny Gauss"). Co prawda zdjęcia nie są z kosmosu, ale chodzi o sam kształt i zjawisko:
Dotychczasowe zdjęcia centrum galaktyki wyglądają tak:
Horyzont zdarzeń emituje silne promieniowanie(energia) na skutek materii wsysanej przez czarną dziurę, dzięki czemu będzie można go zobaczyć na zdjęciu (Event Horizon Teleskope). Dysk akrecyjny ma kształt półksiężyca, ponieważ gaz obraca się dookoła czarnej dziury, jedna część obraca się w kierunku Ziemi, przez co światło staje się jaśniejsze z tej strony, z drugiej strony, gdy gaz się oddala, światło ciemnieje - ten efekt nazywamy efektem Dopplera.
20130117
Obserwowalny Wszechświat - to co widzimy
To co widzicie u góry to widzialny kosmos (włamałam się do NASA, by to zdobyć... a tak naprawdę to nie). Osoba, której się nie powie, co jest na danym zdjęciu może przypuszczać, że to rozkład neuronów, rozkład jakichś innych komórek... albo nawet sieć dróg. Mylący jest układ galaktyk, w jaki się one naturalnie układają
Należy pamiętać, że widzialny Wszechświat jest ograniczony do prędkości światła: oznacza to, że części Wszechświata, z których światło nie dotarło nie widzimy (14 miliardów lat świetlnych od nas, dlatego przypuszczamy, że tyle lat ma Wszechświat, bo dlaczegóż mielibyśmy wziąć za pewnik, że Wszechświat jest jeszcze starszy, skoro tego nie widzimy? Nie ma takiego powodu, więc dopóki sami się nie przekonamy, to nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie). Za tym wszystkim idzie istotny fakt, a mianowicie - w zależności od tego o ile lat świetlnych jest oddalony dany obiekt, o tyle lat w przeszłość go widzimy, bo tyle zajęło światłu droga od źródła do naszego oka. To z kolei oznacza, że tak naprawdę nie wiemy, jak teraz wygląda Wszechświat i możemy się jedynie domyślać, jak teraz wygląda (szczególnie te najstarsze części Wszechświata). Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że już nigdy nie dowiemy się co jest dalej, za 14 miliardami lat świetlnych (dokładniej 13,7 miliarda), bo nie tyle co ludzkość musiałaby przetrwać, a nasza cywilizacja (możliwa katastrofa i cywilizacja od jaskiń od nowa, bo ile ludzi jest posiadających wiedzę fizyczną, chemiczną, biologiczną, z której mogliby coś stworzyć? Bardzo mało, a nie ma gwarancji, że oni przetrwają), bo musielibyśmy przetrwać z nasza wiedzą dotychczasową (przynajmniej) minimum KILKASET MILIONÓW LAT. Także nie dość, że nie znamy rzeczywistego wyglądu Wszechświata w czasie teraźniejszym, to i tak się nie dowiemy, co jest dalej (jeśli jest...).
Obserwowalny kosmos zawiera w sobie:
1. 10 milionów supergromad galaktyk
2. 25 miliardów grup galaktyk
3. 350 miliardów dużych galaktyk
4. 7 trylionów galaktyk karłowatych
5. 3*10^22 gwiazd.
20130115
Pulsar Vela
Pulsar Vely ma średnicę 12 km (ten punkt na samym środku księżycowego kształtu) i masę większą od Słońca (o gęstości nie wspominam) oraz obraca się z prędkością 1 obrót na 89 milisekund.
Największa struktura we Wszechświecie - 73 kwazary (eng)
Kwazar to nie gwiazda, raczej rodzaj ogromnej "fabryki" energii(fale elektromagnetyczne) z masywną czarną dziurą w środku. Kwazary zalicza się do galaktyki aktywnej.
Dlaczego Wszechświat jest pełen materii, a nie anty-materii?
Niestety jeszcze na 100% nie wiadomo, niemniej jednak są prowadzone badania, które pomogą w przyszłości określić to. Sekret tkwi w antyneutrinie.
Może powinniśmy wyjaśnić najpierw, czym jest materia i anty-materia, zanim odpowiemy sobie na główne pytanie? Idąc tropem Wikipedii, materia: "w potocznym znaczeniu: ogół obiektywnie istniejących przedmiotów fizycznych, poznawalnych zmysłami[1][2]. W fizyce termin "materia" ma kilka znaczeń.", natomiast antymateria: "układ antycząstek. Antycząstki to cząstki elementarne podobne do występujących w zwykłej materii (koinomaterii), ale o przeciwnym znaku ładunku elektrycznego oraz wszystkich addytywnych liczb kwantowych (np. izospinu, dziwności, liczby barionowej itp)."
Krótko mówiąc materia to wszystko co jesteśmy w stanie poznać - od krzesła po powietrze (cząsteczki powietrza) - czyli zajmuje "miejsce" w świecie trójwymiarowym (tak definiowana jest objętość danego obiektu), oraz posiada masę. Wg najnowszej definicji, wszystko co ma grawitację (a co za tym idzie masę), wytwarza energię (termodynamika, fale elektromagnetyczne- wszystko się ze sobą łączy). Można nawet jeszcze inaczej napisać: tam, gdzie istnieje czas, tam jest materia (energia/ład/homeostaza dąży do entropii, a więc istnieje zmiana, ruch, przemiany, praca (niekoniecznie w znaczeniu fizycznym), do czasu, aż będzie chaos, nic konkretnego i przestaną zachodzić jakiekolwiek procesy... wszystko się zatrzymuje jednocześnie przestając istnieć, zatrzymuje się czas (grawitacja też przestaje istnieć, ), itp..tak to rozumiem - Wszechświat rozumiem jako całość, to w sumie tylko moja teoria to co napisałam wyżej, cała homeostaza we Wszechświecie musiałaby się przekształcić w chaos).
Jak sama nazwa wskazuje, antymateria to "rzecz" przeciwna materii. Proton, elektron, neutron - materia, gdy się zetkną z antymaterią (antyproton, antyneutron, antyelektron - pozyton) wydzielają ogromne ilości energii (anihilacja, dlatego takie pożądane źródło energii). Należy pamiętać, że z punktu widzenia antymaterii, to materia jest antymaterią i na odwrót, należy pamiętać, że to tylko umowna nazwa. Obie materie są względem siebie niczym odbicie lustrzane.
Większość Wszechświata składa się prawie tylko i wyłącznie z materii: co sprawia, że materia dominuje nad antymaterią, a nie na odwrót? Czemu jest taka różnica? Przecież na samym początku Wszechświata istniała antymateria i materia: musi istnieć coś, o czym nie wiemy, czynnik, zmienna, która spowodowała rozprzestrzenienie się materii.
Uwaga fizyków skupiła się na anty-neutrinie, cząsteczce prawie "bezmasowej" sugerując, że neutrino samo dla siebie może być antyneutrinem. Antyneutrina zostały zaobserwowane w podziemnym detektorze-reaktorze antyneutrin zlokalizowanym 55 km od Hong Kongu. Antyneutrina wędrowały od reaktora do detektora, dzięki temu można było zaobserwować ich dokładną drogę, a w szczególności obliczyć prawdopodobieństwo przechodzenia z jednego zapachu do drugiego (oddziaływania słabe). Naukowcom udało się dokładnie obliczyć to prawdopodobieństwo (które okazało się znacznie większe, niż przypuszczali) i ma w przyszłości posłużyć do kolejnych badań nad antymaterią i materią oraz dać odpowiedzi na pytania, które naukowcy zadają sobie od lat.
A na koniec ciekawostki:
Masa materii i antymaterii
Kolejny eksperyment pozwalający poznać różnice pomiędzy materią i antymaterią
Pierwsze mierzenie antyatomu
Może powinniśmy wyjaśnić najpierw, czym jest materia i anty-materia, zanim odpowiemy sobie na główne pytanie? Idąc tropem Wikipedii, materia: "w potocznym znaczeniu: ogół obiektywnie istniejących przedmiotów fizycznych, poznawalnych zmysłami[1][2]. W fizyce termin "materia" ma kilka znaczeń.", natomiast antymateria: "układ antycząstek. Antycząstki to cząstki elementarne podobne do występujących w zwykłej materii (koinomaterii), ale o przeciwnym znaku ładunku elektrycznego oraz wszystkich addytywnych liczb kwantowych (np. izospinu, dziwności, liczby barionowej itp)."
Krótko mówiąc materia to wszystko co jesteśmy w stanie poznać - od krzesła po powietrze (cząsteczki powietrza) - czyli zajmuje "miejsce" w świecie trójwymiarowym (tak definiowana jest objętość danego obiektu), oraz posiada masę. Wg najnowszej definicji, wszystko co ma grawitację (a co za tym idzie masę), wytwarza energię (termodynamika, fale elektromagnetyczne- wszystko się ze sobą łączy). Można nawet jeszcze inaczej napisać: tam, gdzie istnieje czas, tam jest materia (energia/ład/homeostaza dąży do entropii, a więc istnieje zmiana, ruch, przemiany, praca (niekoniecznie w znaczeniu fizycznym), do czasu, aż będzie chaos, nic konkretnego i przestaną zachodzić jakiekolwiek procesy... wszystko się zatrzymuje jednocześnie przestając istnieć, zatrzymuje się czas (grawitacja też przestaje istnieć, ), itp..tak to rozumiem - Wszechświat rozumiem jako całość, to w sumie tylko moja teoria to co napisałam wyżej, cała homeostaza we Wszechświecie musiałaby się przekształcić w chaos).
Jak sama nazwa wskazuje, antymateria to "rzecz" przeciwna materii. Proton, elektron, neutron - materia, gdy się zetkną z antymaterią (antyproton, antyneutron, antyelektron - pozyton) wydzielają ogromne ilości energii (anihilacja, dlatego takie pożądane źródło energii). Należy pamiętać, że z punktu widzenia antymaterii, to materia jest antymaterią i na odwrót, należy pamiętać, że to tylko umowna nazwa. Obie materie są względem siebie niczym odbicie lustrzane.
Większość Wszechświata składa się prawie tylko i wyłącznie z materii: co sprawia, że materia dominuje nad antymaterią, a nie na odwrót? Czemu jest taka różnica? Przecież na samym początku Wszechświata istniała antymateria i materia: musi istnieć coś, o czym nie wiemy, czynnik, zmienna, która spowodowała rozprzestrzenienie się materii.
Uwaga fizyków skupiła się na anty-neutrinie, cząsteczce prawie "bezmasowej" sugerując, że neutrino samo dla siebie może być antyneutrinem. Antyneutrina zostały zaobserwowane w podziemnym detektorze-reaktorze antyneutrin zlokalizowanym 55 km od Hong Kongu. Antyneutrina wędrowały od reaktora do detektora, dzięki temu można było zaobserwować ich dokładną drogę, a w szczególności obliczyć prawdopodobieństwo przechodzenia z jednego zapachu do drugiego (oddziaływania słabe). Naukowcom udało się dokładnie obliczyć to prawdopodobieństwo (które okazało się znacznie większe, niż przypuszczali) i ma w przyszłości posłużyć do kolejnych badań nad antymaterią i materią oraz dać odpowiedzi na pytania, które naukowcy zadają sobie od lat.
A na koniec ciekawostki:
Masa materii i antymaterii
Kolejny eksperyment pozwalający poznać różnice pomiędzy materią i antymaterią
Pierwsze mierzenie antyatomu
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












