Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biologia. Pokaż wszystkie posty

20140914

Człowiek używa 10% mózgu - mit, czy prawda?

Zacznijmy od pewnych faktów:

1. Można zwiększyć skuteczność uczenia się poprzez pisanie ręczne. Czyli nie tylko czytać, ale też jednocześnie pisać. Dzieje się tak dlatego, że uruchamia się więcej obszarów mózgu (odpowiedzialnych za ruch ręki i pisanie, a nie tylko za uczenie się poszczególnych umiejętności). Można więc zwiększyć % używanego w  danym momencie mózgu zwiększając jednocześnie jego wydajność i możliwości intelektualne (nie wnikam, czy efekt jest chwilowy, czy trwa dłużej).

2. Osoby, które są taksówkarzami lub umieją żonglować mają powiększony (fizycznie) hipokamp - obszar odpowiedzialny za uczenie się (pamięć) i orientację przestrzenną. Oznacza to, że można powiększyć określone obszary mózgu, co z kolei prowadzi do zwiększania aktywnego % mózgu w trakcie danej aktywności (którą w drodze ćwiczeń wykonuje się coraz lepiej). Jest to trochę bardziej skomplikowane, więc zachęcam do odwiedzenia linków.

3. Osoby używające mnemotechnik używają podczas uczenia się więcej obszarów mózgu, niż osoby, które ich nie używają - aktywność mózgu się zwiększa. Czyli jest możliwe zwiększenie możliwości intelektualnych swojego mózgu.

4. Istnieje obszar mózgu, który jest odpowiedzialny za nic (albo przynajmniej nie zostało to jeszcze odkryte). Niestety badanie nie zostało opublikowane. Jego wyniki zostały ogłoszone na spotkaniu Society for Neuroscience. No i jak się okazuje mogły być wynikiem błędu. Także ogólnie podchodziłabym do tego sceptycznie, ale myślę, że jest to warte wzmianki, zwłaszcza w temacie o używaniu 10% mózgu.

5.Sport zwiększa potencjał umysłowy i u starszych ludzi powoduje spowolnienie demencji starczej.

6. Żucie gumy zwiększa zdolność uczenia się, szybkość reakcji i zapamiętywanie.

7. IQ testy dają różne wyniki w zależności od środowiska i okoliczności - akurat tutaj jest tyle dowodów, że aż nie wiadomo, co zalinkować. Na wynik testu mogą mieć wpływ takie czynniki, jak to, czy na ścianach w pokoju, w którym robi się test powieszone są jakieś obrazki, albo od tego, czy prowadzący wspomina płeć, lub rasę. W niektórych warunkach można mieć większe IQ nawet o kilka punktów bez uprzednich ćwiczeń.

8. Neuroplastyka. Pod wpływem odpowiedniego pobudzenia danych obszarów w mózgu, dany obszar się zmienia - zwiększa, albo zmniejsza (na przykład). Oznacza to, że wszystko, co robimy, przeżywamy ma wpływ na budowę anatomiczną naszego mózgu. Osoby chore na depresję mają inny mózg, baletnice mają inny mózg, matematyczki mają inne. Każdy człowiek może się czegoś uczyć, mózg nie jest taki sam przez całe życie - dzięki temu możemy być coraz lepsi w danych fachu i dzięki temu mamy różne osobowości. Oznacza to, że wraz z treningiem zmienia się wielkość obszaru mózgu, który jest odpowiedzialny za daną czynność/pracę/cokolwiek. Gdyby neuroplastyki nie było, to bylibyśmy tacy sami przez całe życie. Różne zdarzenia życiowe nie powodowałyby u nas żadnej reakcji w postaci depresji, nerwicy, szczęścia, stresu pourazowego. Natomiast jeśli ktoś miałby depresję, albo inną chorobę psychiczną, bądź zaburzenie, to niemożliwym byłoby wyleczenie takiej osoby. Dzięki neuroplastyce, czyli poprzez modyfikację własnego zachowania, przyzwyczajeń możemy zmienić budowę naszego mózgu, zwiększyć, lub pomniejszyć odpowiednie obszary. Gdyby nie ona, nie moglibyśmy się niczego nigdy nauczyć, nie moglibyśmy przyswoić wiedzy. Każdego dnia bylibyśmy tacy sami. Gdyby nie ona, być może każdy człowiek byłby inny, ale pozostawałby taki sam do końca życia. Kwestią sporną pozostaje od kiedy taki człowiek miałby być niezmienny. Jak wiemy człowiek rodzi się, jako noworodek, potem jest niemowlakiem, potem dzieckiem, potem nastolatkiem, potem dorosłym. Czy w momencie, jak kończy 20 lat, jej/jego mózg przestaje się rozwijać? Nie, i dobrze o tym wiemy.

Ofiary wylewów mają najwięcej do powiedzenia w tym temacie. Długa i mozolna rehabilitacja pozwala zdrowej tkance mózgowej przejęcie ról martwych obszarów mózgu. Warto wspomnieć, że zazwyczaj upośledzone są czynności motoryczne (chory nie wie, jak się ubrać, posługiwać widelcem), a nie intelektualne (ale jest to również możliwe).

Fakt istnienia neuroplastyki ma daleko idące konsekwencje. Oznacza to bowiem, że nie tylko geny mają wpływ na budowę naszego mózgu, ale i środowisko ma ogromny na to wpływ. To ogromne pole do popisu dla wszelkich naukowców, badaczy, między innymi socjologów, feministek, nadzieja dla dyskryminowanych kobiet, mniejszości i osób czarnych. Oznacza to, że jeśli chcą ich życie należy tylko do nich i nie są oni ograniczeni swoją płcią, rasą, seksualnością, bądź inną szufladką.

9. Podczas wakacji możesz stracić nawet 20 punktów IQ. Oznacza to, że Twoje zdolności intelektualne osłabiają się (z różnych przyczyn).

10. Są ludzie, którzy mają mniej, niż 100% mózgu i żyją. Nie potrzeba zatem posiadać 100% mózgu, żeby żyć, funkcjonować w społeczeństwie i być produktywną jednostką.

a) Facet z mózgiem mniejszym o 50%-75%. Co prawda miał IQ na poziomie 75, ale nie był uważany za niedorozwiniętego - nie miał taki objawów po prostu! Naukowcy komentują to tak, że mózg jest niesamowicie plastyczny i z czasem funkcji części uszkodzonej/usuniętej mózgu zostają przejęte przez resztę zdrowej tkanki.

b) Dziewczynka, która żyje z połową mózgu:



Nie bez skutków ubocznych:

"Of course, the operation has its downside: "You can walk, run—some dance or skip—but you lose use of the hand opposite of the hemisphere that was removed. You have little function in that arm and vision on that side is lost," Freeman says.
Remarkably, few other impacts are seen. If the left side of the brain is taken out, "most people have problems with their speech, but it used to be thought that if you took that side out after age two, you'd never talk again, and we've proven that untrue," Freeman says. "The younger a person is when they undergo hemispherectomy, the less disability you have in talking. Where on the right side of the brain speech is transferred to and what it displaces is something nobody has really worked out."

Mózg jest najbardziej plastyczny w najmłodszych latach, dlatego najłatwiej mają osoby urodzone z defektami mózgu (znaczy wiadomo - najlepiej jest urodzić się bez żadnego defektu!). Jednak są znane przypadki osób po wylewie (czyli mają praktycznie martwą jakąś część mózgu), które po rehabilitacji (która może trwać zaledwie parę tygodni, jak jest intensywna) odzyskują wszystkie utracone funkcje i zdolności. To jest możliwe.

c) Kobieta posiadająca... 10-15% mózgu. Warto wspomnieć w takich przypadkach, że jest obalany tutaj mit o tym, że to wielkość mózgu odpowiada za inteligencję (chociaż są przesłanki ku temu, że wielkość pewnego obszaru w korze przedczołowej jest skorelowana z inteligencją). Ta kobieta posiadając tak mały mózg powinna być kompletną idiotką, lub wręcz rośliną. Ten przypadek jest o tyle niesamowity, że miała ona IQ 113 - czyli IQ większe od przeciętnego człowieka posiadającego 100% mózgu!!! Myślę, że można śmiało powiedzieć, że ona używała tylko 10% mózgu...

d) Kobieta bez móżdżka. Co prawda rozwijała się, jako dziecko, trochę później, niż inne dzieci, ale nie należy się temu dziwić - w końcu jej mózg musiał się całkiem inaczej rozwinąć...

Ok. Pewne fakty mamy za sobą. Jak widać można zwiększyć oraz zmniejszyć potencjał intelektualny swojego mózgu, często dzieje się to poprzez zwiększenie (lub zmniejszenie) odpowiednich obszarów mózgu, a co za tym idzie zwiększa się % używanego mózgu w czasie treningu/ćwiczenia (ogólnie używania mózgu podczas tej czynności). Oznacza to, że jeśli nie weźmiemy twierdzenia o 10% mózgu zbyt dosłownie, okazuje się, że jest on prawdą, nie mitem. Trzeba oczywiście zaznaczyć, że nie jest on w swojej naturze ścisły, bo można się spotkać z jego wieloma wersjami (a to, że człowiek używa 15% mózgu, 27% i tak dalej). Można więc przyjąć, że chodzi ogólnie tutaj o to, że człowiek ma jakiś niewykorzystany potencjał intelektualny i można swój potencjał zwiększyć. I jest to prawda.

Dlatego bardzo mnie dziwił ostatni wysyp artykułów, albo raczej ich treść. Artykułów nawiązujących do filmu o Lucy, która używa więcej, niż 10% mózgu i która ma niesamowite zdolności intelektualne (filmu nie oglądałam, więc dokładnie nie wiem), artykułów, które twierdziły, że jest to nieprawda i że to mit, że używamy tylko 10% mózgu. Autorzy tłumaczyli to między innymi tym, że mózg cały czas działa i jest żywa tkanką i przez to zużywa bardzo wiele energii i w związku z tym byłoby to nieefektywne z ewolucyjnego punktu widzenia, by używać tylko 10% mózgu. Wychodzi więc na to, że te osoby zrozumiały to twierdzenie inaczej, niż ja - nie, jako stwierdzenie, że nie wykorzystujemy całego potencjału mózgu, tylko twierdzenie, że większość naszego mózgu w ogóle nie pracuje, a więc jest martwa. Albo, że pracuje, tylko kompletnie nic nie robi i za nic nie jest odpowiedzialna, a energię na przeżycie sobie pobiera. Nie wiem skąd te osoby wysnuły taki wniosek, skoro nawet domniemani twórcy (znalazłam parę teorii na temat tego, skąd ten mit się wziął...) nie mieli tego na myśli, a właśnie chodziło im o skrywany potencjał intelektualny w ludzkim mózgu...



Te osoby również twierdziły, że używamy non-stop całego swojego mózgu (i znowu nawiązywały do ewolucji) i owszem, podkreślały, że są obszary, które się uaktywniają w momencie pewnych czynności i tak dalej. Czyli stwierdziły: "To twierdzenie to mit, używamy ciągle 100% mózgu, bo ewolucja! Ale w sumie podczas każdej czynności masz tylko część mózgu aktywną.". To naprawdę zagadkowe, zaprawdę powiadam Wam.

Ale serio... zastanówmy się teraz nad pewną hipotetyczną sytuacją. Załóżmy, że człowiek faktycznie ma 90% mózgu nieaktywne - absolutnie nigdy on nie jest aktywny i nie mają te obszary absolutnie żadnej funkcji, one po prostu są i pobierają energię. Niedawno, w 2014 roku, stworzyli nowe obrazowanie mózgu i właśnie wyszedł ten wstrząsający fakt - przypominam, że jesteśmy dalej takimi samymi ludźmi i tak dalej. Wcześniejsze obrazowania były wadliwe, głupie, w ogóle bezsensu. To fakt: człowiek ma 90% mózgu bezużyteczne. I teraz pytanie: czy ewolucja mogłaby do czegoś takiego dopuścić?

Uważam, że absolutnie tak. Człowiek nie ma żadnych wrogów, nawet wcześniej w prehistorii spokojnie działalność człowieka powodowała wymieranie gatunków. Ewolucja nie ma sensu. Ewolucja nie jest ukierunkowana. Nie wszystko w ewolucji ma uzasadnienie. Wystarczyłoby, że nie byłoby presji - nie mamy naturalnych wrogów (oprócz siebie), środowisko przekształcamy, jak chcemy. Wystarczy, że 10% mózgu wystarcza - a skoro starcza i daje radę, to po co ma się to zmieniać? Nie umierają osobniki o energochłonnych i bezużytecznych mózgach i wszystkie durnie żyją sobie szczęśliwie. Z resztą punkt 10 mojego wywodu wyraźnie pokazuje, że można mieć naprawdę mały mózg i wciąż w miarę normalnie funkcjonować.

20140514

Męska głupota w swojej chwale...

W dzisiejszych czasach, gdy obserwuje sie kolejne pełne werwy i przekonania o swojej racji krzyki osób, które uważają świat nauki za jeden wielki spiseG, można naprawdę zwątpić w inteligencję ludzką. Ale tak naprawdę zwątpić.

Już nawet nie chodzi mi o konserwatystów.

Reptilianie. Antyszczepionkowcy. UFO. Chemtrails. Depopulacja. GMO. Ewolucja nie istnieje. Feminizacja mężczyzn, BOŻE. HAARP. Płaska Ziemia. Antykoncepcja to ZUO. Kontrola umysłu przy pomocy specjalnegourządzeniabardzoskomplikowanego. Lek na raka istnieje. GENDER. Energia waginy. Astrologia.

Dzięki wielu tęgim umysłom nasza wiedza o Wszechświecie nie tyle co powiększa, a staje się coraz bardziej szczegółowa, a co za tym idzie: wysublimowana, wręcz wyrafinowana. Ze względu na to, że aby pojąć to wszystko potrzeba czasu i wysiłku umysłowego oraz swoistej dyscypliny umysłowej, większość ludzi nie tyle co nie jest wystarczająco inteligentna, co po prostu idzie najprostszą, bo emocjonalną, drogą w poznawaniu Wszechświata i przyjmowania do siebie informacji. Oczywiście można uznać, że ludzie są po prostu zbyt tępi na to, by pojąć to wszystko. Tutaj właściwie zachodzimy już o temat samej inteligencji i czym jest - bo żeby określić daną głupotę ludzką należy to zrobić. Napisałam przecież, że dzisiejsza wiedza jest coraz bardziej wysublimowana. Nie jest to jednak kwestia tylko tego - jak już wspomniałam tej wiedzy jest coraz, ale to coraz więcej. Gdy ludzie są zajęci codziennością, wkurwieni piorą swoje skarpety i narzekają przy tym na niskie dochody, nie chce im się przeszukiwać godzinami skomplikowanych publikacji naukowych i wybierać ziarna od plew. I tutaj można mieć pretensji do dziennikarzyn-nierobów-beztaleńć, którzy po prostu dają ludziom gówno, a nie wiedzę.

Zmierzam w tym wszystkim do tego, że istnieje w pewnym sensie coś takiego, jak cała wiedza o Wszechświecie, która jest gromadzona i powiększana przez naukowców i amatorów pasjonatów, oraz coś takiego, jak pewien limit wiedzy, który jest, bez względu na to czy z powodu braku czasu przeciętnego zjadacza chleba, jego charakteru, tudzież inteligencji (jej braku), mniej więcej "stały". Stałość oznacza to, że średnio intelektualne możliwości ludzi za bardzo się nie zwiększają, a jednocześnie każdego dnia rośnie wiedza o Wszechświecie.

Zaraz. CO?

Cofnijmy się paręnaście wersów wyżej. Jeszcze wyżej.

Czy ja napisałam ENERGIA WAGINY? Jakże taka głupota mogła mi się wymknąć, haha, przecież nie ma czegoś takiego... w sensie ludzie w to nie wierzą... Zaraz...

Nie, to nie może być prawda. Kropla zimnego potu spływa mi po rozgrzanym czole. Kręgosłup sztywnieje pod wpływem skurczu mięśni, w brzuchu czuję motylki. O Mój Boże. Myślałam, że poznałam najgorsze przypadku męskiej głupoty. Myslałam, że poznałam wszystkie najgłupsze formy konserwatyzmu. Myliłam się.




UWAGA! PONIŻSZE LINKI MOGĄ USZKODZIĆ WASZE ZDROWIE, A TAKŻE PSYCHIKĘ!!! WCHODZICIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!!


Pierwszy.
Drugi.


Skąd się biorą takie bzdury w umysłach facetów? Poważnie się pytam. Nie wiem, czy jest mi ich bardziej żal, czy sie ich bardziej boję, czy jestem w szoku, czy jestem zdziwiona, czy co. Przecież taki męski umysł skoro może spłodzić coś takiego, to wszystko może wymyslić. A co za tym idzie usprawiedliwić. Na przykład zabójstwo swojej partnerki, albo gwałt... a i nie takie rzeczy się już działy. Brak mi słów. Nie twierdzę, że nie ma tępych kobiet, ale prosze tylko zauważyć, że w jednym z wątków to TYLKO i wyłącznie faceci popierają tę teorię argumentując sakramentalnym: "To po co błona dziewicza? Ta teoria wcale może nie jest taka głupia...". No, męska logika, że ja pierdolę. Wydaje mi się, że nie tyle co chodzi tutaj o mizoginię, a zwykły strach o spłodzenie swojego dziecka i wychowywanie cudzego. Jednak, gdy dokładniej przestudiujemy tę "teorię" mozna mieć coraz więcej wątpliwości, co do zwykłego strachu mężczyzn o swoje ojcostwo...

Ja tylko mam takie pytanie: jakie jest ewolucyjne uzasadnienie dla istnienia jąder, które bolą, gdy się je za bardzo gniecie, nie mówiąc o uderzeniu? Przecież nie sa najważniejszą częścią ciała do przetrwania. Najważniejsza jest głowa. Czemu głowa nie napierdala tak bardzo mocno przy uderzeniu? Znaczy boli, ale nie aż tak. Powiem Wam czemu. Mam teorię, która potwierdzi moje przypuszczenia.

Dawno, dawno temu kobiety ruchały tylko i wyłącznie posłusznych mężczyzn. Tacy, którzy robili wszystko na ich zawołanie. W związku z tym potrzebowały czegoś do dyscypliny mężczyzn - żeby ci faceci nie fikali czasem. Nie mogło być to coś, co same posiadają, bo mogłoby sie to odwrócić przeciwko nich. Zaczynały więc selekcjonować mężczyzn o najbardziej wrażliwych na ból jądrach i tylko z nimi się rozmnażały. Mimo niskiej pozycji społecznej tacy mężczyźni mieli i tak więcej praw, niż "niewrażliwcy", którzy do końca życia pozostawali prawiczkami. W ten sposób, dzięki sztucznemu doboru naturalnemu kobiety wykształciły w mężczyznach niezawodny sposób na posłuszeństwo: kopnięcie w bolące jaja. Ze względu na to, że ból jest niezwykle dotkliwy, warunkowanie uległości zachodzi bardzo szybko w męskiej psychice.

Możecie się ze mną nie zgadzać, ale jak wytłumaczycie istnienie takich bolących jąder u facetów? Coś w mojej teorii jednak jest...



20140508

Największe osiągnięcia ludzkości

Bez względu na to, czy odkrycia i praca naukowa przyczyniły się do zmiany świadomości społecznej, czy reformacji społecznej, czy odkrycia stanowią "coś" same w sobie podstawowego i jednocześnie przełomowego.

Podejrzewam, że nie można być przy czymś takim obiektywną. Mimo to, starałam się, jak najlepiej uzasadnić moje decyzje i racjonalnie podejść do tematu. Bardzo ciężko jest ocenić, co jest ważniejsze, co mniej ważne i co miało większy wpływ. Jestem pewna tylko i wyłącznie 1 i 2 miejsca, przy reszcie miałam dużo wahań, czy może czegoś nie przesunąć wyżej, niżej, itp..

Miałam też, na przykład, problem z Newtonem, albo Pitagorasem, albo Kopernikiem. Chciałam początkowo umieścić Newtona w tym rankingu, tylko, że grawitację każdy człowiek rozumie od urodzenia...

Doszłam do wniosku, że nie mogę tak sobie wybierać jakichś osiągnięć i odkryć, bo wydają mi się fundamentalne (chociaż i tego nie udało mi się uniknąć! - a tak mi się przynajmniej wydaje). Nie mogę w oderwaniu od ludzi, od społeczeństwa rozpatrywać "wielkość" danego osiągnięcia. Pitagoras stworzył podstawy matematyki, zgadza się, ale zrobiło to także wiele innych społeczeństw przed nim, a poza tym... nie miał on znowu tak "trudno". Kopernik z kolei dosłownie "wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię". On w obliczu pingwinów narażał wręcz życie głosząc prawdę. On zmienił ludzkość i to dosłownie.

Nie oznacza to oczywiście, że będę brała tylko to pod uwagę. Są takie odkrycia i takie wynalazki, które same w sobie zmieniły świat i postrzeganie go, albo, na przykład, umożliwiły rozwój innych, nowych technologii.

Miałam nie pisać długich wstępów, no cóż... Zapraszam.


7. Teoria ewolucji - Darwin, Buffon, Lamarck.

Zwolennicy błędnie rozumianej ewolucji zdają się być religiantami z podejściem "religia jest dla głupców, więc wynajdę coś bardziej 'naukowego', by poprzeć moją mizoginię". Bo tak, nie należy do wątpliwości fakt, że wszelako pojęty Darwinizm zapoczątkował ruch "determinizmu" i "biologizmu" - czyli wszystko jest PO COŚ, wszystko musi mieć CEL. Z drugiej strony mamy wylęgarnie "sceptyków" ewolucji, którzy za grosz nie mają pojęcia o jej mechanizmach, ale są przekonani o jej nieprawdziwości. Bez względu na te "niedogodności", albo zwłaszcza na tę głupotę i specyficzną odpowiedź społeczeństwa, należy umieścić teorię ewolucję w tym rankingu.

6. Wynalezienie szczepionki.

Dzięki temu ludzkość nie jest cyklicznie dziesiątkowana (chociaż powinnam napisać milionowana), a w czasach globalizacji i łatwości z jaką ludzie mogą się przemieszczać jest to bardzo ważne. Może się to jednak zmienić z powodu antyszczepionkowców, którzy narażają przez swoją ignorancję na śmierć nie tylko swoje dzieci, ale także innych...

5. Ludzie nie są najważniejsi, czyli teoria heliocentryczna - Kopernik, Galileusz, Kepler, Hooke.

Nie tylko wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Kopernik podważył dosłownie całą religię, cały ówczesny światopogląd. Olać ruszenie Ziemi - Kopernik ruszył umysły ludzi, a to znacznie trudniejsze...

4. Teoria względności, czyli światło jest "constant" - Galileusz, Mileva Maric (prawdopodobnie), Albert Einstein, Henri Pincare, Lorentz, Maxwell i inni.

Dosłownie zmieniła postrzeganie świata i pozwoliła na używanie nowych technologii (GPS chociażby). Zupełnie inne, z naszego punktu widzenia, "nienaturalne" podejście do natury czasu i przestrzeni było nie tylko szokujące i samo w sobie kreatywne, ale dosłownie stało się pożywką dla wszelkich filozofów i inżynierów.

3. Odkrycie z czego zbudowany jest Wszechświat - Hel i Wodór.

Uważane za najważniejsze osiągnięcie astronomii. Jeden z najwspanialszych naukowców wszechczasów.

2. Epoka informacji.

Oczywiste. Nie wiem szczerze mówiąc od czego zacząć. Nie ulega wątpliwości, że programistki i ogólnie informatyka szeroko pojęta odmieniła oblicze naszego świata. Zintensyfikowała dobre i złe rzeczy. Internet, jako broń obosieczna służy wręcz nieskończonym możliwościom. Programowanie różnych urządzeń, jak i komputerów umożliwia... wszystko. Jesteśmy jedynie ograniczeni przez wyobraźnię i... właściwości fizyczne komponentów. Dzięki nim nasze życie stało się o wiele łatwiejsze, ale z drugiej strony pojawiły się inne problemy, nie tylko czysto związane z charaterem sieci. Jak wspomniałam Internet to broń obosieczna.
Co ciekawe, przez pierwsze kilkadziesiąt lat istnienia programowania zawód ten był uważany za zawód kobiecy. Byłam również zainteresowana tym, czemu programy nazywają się software, bo mam dziwne podejrzenie, że wzięło się to z "kobiecego" charakteru tego zawodu... nie mogłam jednak nic znaleźć.

1. Feminizm.

Feminizm dosłownie zmienił całe nasze społeczeństwo fundamentalnie. Zmienił wiele na lepsze. Pozwala zużywać potencjał połowy ludzkości w sposób nigdy wcześniej nieużywany. Feminizm nie tylko przysłużył się kobietom, ale także mężczyznom. To wszystko udało się osiągnąć dzięki antropologom, psychologom, feministkom, politykom, historykom, naukowcom i miliona "zwykłych" kobiet. Całą walka o liberalizację kobiet nie obyła się bez ofiar śmiertelnych. Nie obyło się bez rytualnych gwałtów służącym ukaranie feministek. Nie obyło się... bez wojen. Gender, STOP rasizmowi, STOP homofobii - to wszystko zawdzięczamy feminizmowi. F., jako forma walki z patriarchatem i rządów białych, heteroseksualnych mężczyzn pozwolił na większe tolerowanie gejów, lesbijek, czarnych.

Słowo "osiągnięcie" wskazuje na fakt dokonany: coś się stało i zostało osiągnięte, zrobione. Tak jednak nie jest. Feministki mają bardzo dużo do roboty i ostatnie kilkanaście lat walki to tylko początek żmudnej i systematycznej pracy nad społeczeństwem.

Gdy piszę "feminizm", nie chodzi mi tutaj tylko o feminizm polski, albo europejski, amerykański, ale globalny, w którym kobiety ze wszystkich państw łączą się i walczą o swoje. To kobiety zmieniają świat. To kobiety są przyszłością i to kobiety będą tej przyszłości nadawać ton. Nie można mówić o feminizmie tylko i wyłącznie w kontekście pierwszego świata, bo to problem całej ludzkości. W czasach, gdy mogę w ciągu kilkunastu godzin znaleźć się po drugiej stronie globu nie można mówić o tym, że feministki osiągnęły już wszystko i nie ma co robić. Nie można mówić, że nie mamy narzekać, bo kiedyś nie miałyśmy żadnych praw. Mężczyźni również mieli kiedyś gorzej, czy ktokolwiek mówi im, że mają nie narzekać, bo gdzieś tam w Afryce mogą zostać za bycie chrześcijanami zostać ukamieniowani? Albo kiedyś tam, jeśli nie byli duchownymi mogli zostać spaleni na stosie za głoszenie prawdy naukowej?

Twierdzenie, że feminizm nie jest już potrzebny jest niezwykle krzywdzące nie tylko ze względu  na swoistą ignorancję, ale także ze względu na miliardy ofiar patriarchatu na całym świecie i tu pewnie kogoś zadziwię - także w Polsce. Takie opinie nie tyle, co ewentualnie pokazują, że seksizm nie istnieje i feminizm nie ma racji bytu, tylko bardziej świadczą o samym głosicielu kłamstw. Taka osoba po pierwsze nie ma pojęcia o życiu kobiet. Po prostu. Nie ma również za grosz empatii, bo wystarczy jedynie spróbować stłumić swoje uprzedzenia i strach, po czym racjonalnie określić poziom i sposoby życia kobiet w społeczeństwie. Są takie problemy kobiet, które nigdy mężczyzn nie dotkną i nawet nie chodzi mi tutaj o czystą biologię (na przykład miesiączkę), ale o "zwykłe" uprzywilejowanie mężczyzn.

Co ciekawe, ci sami mężczyźni głoszący jakże światłe i niepoprawne politycznie poglądy o głupocie kobiet, a szczególnie głupocie feministek (bo nie mają prawa istnieć ze względu na to, że kobiety już mają wszystkie prawa, a cała reszta to przywileje sprawiające, że kobiety stoją "wyżej") zarzucają, że te nie zajmują się "prawdziwą" dyskryminacją kobiet w Islamie, tudzież w Afryce, albo Indiach. Czyli feminizm jest bez sensu wtedy, gdy nam to pasuje - gdy możemy skrytykować feministki za to, że są "niekompetentne" (co jest nieprawdą) nagle, jak za sprawą magicznej różdżki feminizm jest bardzo potrzebny. Nie wiem, jak nazwać taką postawę. Hipokryzją? Rozdwojeniem jaźni? Brakiem konsekwencji? Słabą mocą mózgu? Inteligencją nie potrafiąca przetrawić zbyt dużej ilości danych i wyciągnąć logicznych wniosków? Są różne hipotezy - nie żartuję. Nie jestem pierwszą, która zauważa irracjonalność mizoginii.

Należy przy tym zauważyć, że mężczyźni czują nieposkromioną chęć wpierdalania się tam, gdzie ich nikt nie chce. Oni muszą wyrazić swoje zdanie na temat feminizmu - tak, jakby ktoś ich prosił. Oni muszą naprostować wszystko, muszą się przyczepić byle czego, muszą przekręcić fakty i je zmanipulować, a najlepiej - sfałszować! Już samo kłamanie i zmyślanie przeróżnych historyjek mających na celu oczernianie kobiet świadczy o tym, że nie mają oni argumentów, a co za tym idzie nie mają racji. Muszą "argumenty" wymyślać, żeby o czymkolwiek dyskutować. Nie mogą znieść tego, że są tematy i sprawy społeczne, w których mimo, że są głównym tematem rozmów, jako rozmówcy nie są mile widziani. Sami nie mają problemu z tym, żeby w debacie na temat legalizacji aborcji brali udział sami mężczyźni.

Z jednej strony można poddać ich postawę rozważaniom i zadać sobie pytanie: dlaczego? Nie jest to ani łatwe, ani banalne pytanie. Z drugiej jednak strony postawa frustratów i skrzywdzonych przez los mężczyzn nie jest jedynym powodem, dla którego feminizm jest potrzebny przecież.

Wbrew pozorom nie uważam, że mężczyźni nie są... mile widziani w feminizmie. Jeżeli robią swoją pracę w odpowiedni sposób, są mile widziani. Zwrot "odpowiedni sposób" jest kluczowy.

Należy zwrócić uwagę na to, że w większości przypadków mężczyźni mają postawę obronną i atakując kobiety, bądź feministki w różny sposób (czy to "rozsiewając" kłamstwa, wysyłając groźby, bądź "po prostu" gwałcąc). Oni uważają, że się bronią i to jest ciekawe. Czy wynika to ze strachu przed zmienieniem statusu Quo? Przecież Hitler atakując Polskę też uważał, że jest to akt obronny! Z czego to wynika? Przecież, jak się spojrzy na wojnę, jako formę zdobywania wpływów, albo jakichś zasobów i bogactw, trzeba przyznać, że nie jest to zbyt racjonalny sposób. Znacznie lepszym sposobem z matematycznego punktu widzenia jest altruizm odwzajemniony. W praktyce oznaczałoby to swego rodzaju sojusz, albo handel. Logicznie rozumując musi być jakiś dodatkowy czynnik, dodatkowa zmienna, która sprawia, że wojna wydaje się być taka... odpowiednia i ważna. W końcu mężczyźni rozpoczynający wojnę uważają, że robią to w imię ratowania świata! Coś tu jest nie tak.

Wiele osób, a także zawodowych historyków uważa, że wojna jest potrzebna (albo była), bo "napędza" gospodarkę. Jest to moim skromnym zdanie oczywista bzdura, ponieważ o wiele więcej można by osiągnąć dzięki współpracy. Twierdzenie, że wojna jest potrzebna, bo napędza gospodarkę, jest jak twierdzenie, że Kościół jest niezbędny do tego, żeby pomagać innym ludziom, chociażby ludziom w Afryce. Można pomagać ludziom bez Kościoła, tak samo można napędzać gospodarkę bez wojny.

Można też powiedzieć: "Zaraz, przecież to rządzącym przy korycie zależy, by mężczyźni byli upośledzeni intelektualnie, rządzący są wyrachowani i indoktrynując mężczyzn i kobiety będą mieć zawsze pretekst do wywołania wojny, wystarczy, że wmówią ludziom, że mają wspólnego wroga (terroryzm, feminizm, ateizm, Żydzi), który może być powodem domniemanej zapaści cywilizacyjnej, czyli straszliwego niebezpieczeństwa". Ta hipoteza zakłada, że mężczyźni stojący u władzy są wyrachowani i ich działania są wykalkulowane. Problem polega na tym, że wojna nie jest racjonalna, jak już wcześniej wspomniałam (chociaż nie tylko o to chodzi, wiele elementów wojny jest po prostu zamachem na moralność, jest wybuchem emocji, strachu i agresji, folgowaniem najobrzydliwszym instynktom, jej forma często nie ma nic wspólnego z racjonalnością i logiką). Wnioski mogą być takie, że albo rządzący (albo sterujący rządzącymi) są debilami, albo wcale nie są wyrachowani i ich pierdolenie o potrzebie wojny i tak dalej jest czysto emocjonalne i należy taki ewentualny konflikt rozpatrywać nie pod względem gospodarczym, politycznym, ekonomicznym, a psychologicznym.

Innym ciekawym wyjaśnieniem agresji i strasznych rzeczy, jakich dopuszczają się ludzie jest hipoteza mówiąca o tym, że wszystko zależy od zewnętrznych warunków. Sztandarowym przykładem tego zjawiska jest słynny eksperyment więzienny. Krótko mówiąc chodzi o to, że największy wpływ na człowieka ma środowisko w danej chwili i zwykł, przeciętny obywatel może się w każdej chwili zamienić w seryjnego mordercę. Co ciekawe, nie wszyscy reagują w ten sam sposób. Pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego znaczna większość jest konformistami, a jedynie pojedyncze jednostki są w stanie sprzeciwić się tyrani i przemocy? Charakter? Wpływ wychowania?

Czy to chodzi rozpoczęcie wojny, czy tak "trywialną" sytuację, jak żartowanie z ofiar gwałtów, albo wyśmiewanie mężczyzn odbiegających od ogólnego wzoru "męskości" (a to za chudy, a to za łagodny, za mało agresywny, ubierający się w złe kolory, potrafiący znaleźć kompromis, co jest złe, rzecz jasna) zawsze można dojrzeć te same zwroty i te same postawy. Jeżeli nie wiecie, o co mi chodzi wystarczy przejrzeć wpisy pewnego blogera - jest to idealny przykład takiego punktu widzenia. Chodzi mi o jego opinie na temat feminizacji Europy (bo to bardzo złe), potrzebie wojny, potrzebie "przywrócenia męskości". Jest to bardzo niebezpieczne - te same "trendy" zachodziły w trzeciej Rzeszy i te same "trendy" zachodzą teraz wśród wszelkich konserwatystów, mizoginów, nacjonalistów, religiantów, narodowców, a także... zwolenników psychologii ewolucyjnej. Jest w interesie nas wszystkich, by "rozprostowywać" kłamstwa tych panów oraz wypominać wszędobylski strach i irracjonalność ich przekonań.

To prawda, że UE jest stosunkowo łagodną "instytucją", ale nie jest to spowodowane feminizacją. Zdecydowaną większość głów państw w Europie stanowią mężczyźni. W parlamentach państw Unii Europejskiej również większość stanowią mężczyźni. Ba! W samym parlamencie Europejskim większość posłów to faceci. W rzeczywistości postawę złagodzenia stosunków przypisuje się głównie zaostrzeniem przepisów przeciwko przemocy wobec dzieci.

Bardzo wiele mężczyzn, prawdopodobnie na skutek dzieciństwa pełnego przemocy i/albo (ewentualnej) wrodzonej wrażliwości na zaniedbania rodziców czują ogromny strach przed kobietami, co skutkuje mizoginią, strachem przed wszelkimi zmianami, czyli zachowaniem statusu quo, irracjonalnością w myśleniu i zachowaniu, marnowaniu energii na nienawiść wobec kobiet (bo nie lubimy tego, czego się boimy), agresywnością i nieustanną postawą obronną. Nie tylko dotyka to kobiet (co jest oczywiste), ale także mężczyzn przecież. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar przemocy obu płci. Patriarchat jest szkodliwy dla ofiar gwałtów obu płci, czego zdają się nie zauważać mizogini, którzy z jednej strony wyśmiewając zgwałconych mężczyzn twierdząc, że "faceta nie da się zgwałcić", a z drugiej mają czelność wypominać feministkom, że mają "w dupie" gwałty na facetach. Zdają się przy tym wygodnie zapominać, że większość gwałtów na mężczyznach "wykonują" sami mężczyźni, że feministki też się tym zajmują oraz to, że jakby się tym faktycznie nie zajmowały, to absolutnie nie jest to ich obowiązek. Oburzeni gwałtami na chłopców i mężczyznach faceci starają się ten temat poruszać "poważnie" tylko i wyłącznie w kontekście gwałtów na kobietach.

Bez względu na to, jaki jest powód takiego, a nie innego obrazu świata, takiego a nie innego obrazu Polski, potrzebujemy feminizmu. Potrzebujemy zdrowego rozsądku.

Dopóki przyczyny przemocy nie zostaną usunięte, dopóty będzie potrzebny feminizm.

Jakakolwiek krzywda mężczyzn ze względu na ich płeć nie wynika z feminizmu, a patriarchatu.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat dyskryminacji i seksizmu w dzisiejszym świecie, bardziej szczegółowo wszystko jest opisane na blogu Demoniczne Samce i zachęcam do odwiedzenia go.

20130831

Biologiczne (molekularne) komputery vs komputery kwantowe + "trochę" filozoficzne głuptolenie

Podział na biologię i fizykę jest ludzki, a więc sztuczny. Natura to jedność i tutaj jedno wynika z drugiego i tak dalej. Rośliny nie byłyby roślinami, które znamy, gdyby nie zasady, które wg nas mieszczą się w granicach fizyki oraz/lub chemii. Natura to system, całość i nie ma w niej podziału na dziedziny nauki, które myśmy wymyślili. Nie istnieją nawet gatunki, czy też rodziny zwierząt. To wszystko NIE ISTNIEJE NAPRAWDĘ. Jeśli chcesz poznać zasady rządzące Wszechświatem, spróbuj wyjść poza schemat i kulturowe uwarunkowania, a zapewniam Cię, że dostrzeżesz rzeczywistość zupełnie inaczej. Dodatkowo jest to niezłe ćwiczenie dla umysłu - wychodzenie ze stereotypów, schematów... zadawanie pozornie głupich i "oczywistych" pytań wcale nie jest głupie, a czasem może wprawić w konsternację znawców tematu i profesorów, gdy okaże się, że nie potrafią odpowiedzieć.


20130404

Odtworzenie ludzkiego mózgu

Żeby ułatwić sobie zobrazowanie o czym mówimy pomyślmy o mózgu, jako o maszynie, której nośnikiem, środowiskiem, w którym funkcjonuje jest tkanka organiczna.

W jaki sposób w ogóle można by odtworzyć mózg? Można by to zrobić poprzez:

1. Odtworzenie jego struktury tworząc organiczny mózg

2. Odtworzenie jego struktury tworząc elektroniczny mózg

Te dwie strategie różnią się nośnikiem informacji. Ta pierwsza ma tą wadę, że trzeba taki organiczny mózg odżywiać - normalnie służy do tego ludzki organizm, podejrzewam, że w takim przypadku nie będzie to potrzebne i będzie można się posłużyć gotową pożywką...

20130218

DNA, jako nośnik danych - 154 sonety Szekspira

Właściwie napełnia mnie to autentycznym podnieceniem i ekstazą - nie będę tego ukrywać, wbrew powszechnej pruderii i nakazowi hamowaniu się. DNA, jako nośnik danych? Bioprocesory? CO?! Nie jestem w stanie określić, jakiej energii mi to dodaje, tak pobudza wyobraźnię i jak jeszcze więcej miłości daje (TO TEN JEDYNY ;___;) do nauki... aż nawet nie...



Od dawna fascynuje naukowców niezwykłość natury i jej rozwiązań: od wielu wynalazków ludzie ściągali pomysły prosto z natury...

Ewolucja "doprowadziła" (oczywiście nieświadomie i bez jakiegoś kierunku - po prostu jako odpowiedź na czynniki środowiskowe) do wielu niezwykłych udogodnień (oraz utrudnień). Na razie nie będziemy się skupiać na szerszym zagadnieniu jako takim, a jedynie na DNA - jego odczytywaniu i ekspresji. Właściwie zastanawiające jest, dlaczego wcześniej nikt na to nie wpadł.

Nie da się ukryć, że kwas deoksyrybonukleinowy (polecam przeczytać hasło, szczególnie zwrócić uwagę na transkrypcję, translację i rolę RNA oraz różne rodzaje RNA) jest wręcz doskonałym nośnikiem danych, który jest w stanie przenosić informacje z pokolenia na pokolenie - żeby było jasne, tych osobników które przeżyją. Ponadto ważną rolę w ewolucji (długofalowych zmianach w DNA, przystosowywaniu się) mają mutacje samego DNA. Samopowielającym się nośnikiem informacji jest wirus (który z resztą może mieć w sobie jako nośnik informacji DNA i RNA). DNA, aby zostać powielonym i żeby trwać potrzebuje do tego żywych organizmów, które będąc śmiertelnymi, w jakiś sposób (płciowy, bądź bezpłciowy) muszą tworzyć nowych "przedstawicieli" danego DNA - nie można powiedzieć, że to DNA jest samopowielające... w końcu całe opakowanie w postaci żywego mięsa, które potrafi o sobie bardziej lub mniej decydować w zależności od gatunku ma wolną wolę, niezależną od DNA (zakładając, że wolna wola w ogóle istnieje i nie wnikając w aspekty tego zagadnienia) - może na przykład wybrać być bezdzietnym z wyboru...

Przejdźmy do rzeczy: miliardy informacji mogą być przechowywane w takich niciach DNA przez bardzo wiele lat (dziesiątki tysięcy lat). Oprócz sonetów Szekspira naukowcy przenieśli na nici DNA plik audio z przemówienie Martina Luthera Kinga oraz opisaną przez Watson i Cricka możliwą strukturę DNA.

Jeden gram DNA może przechowywać więcej danych, niż milion dysków CD. Jeden z sonetów Szekspira waży 0,3 milionowych milionowych (nie wiem, czy dobrze to zostało odmienione) grama. Ponadto wystarczy, że będzie się przechowywać je w zimnym, suchym i ciemnym miejscu.

W jaki sposób dokładnie naukowcy przenieśli te dane na DNA:

"The scientists developed a code that used the four molecular letters or "bases" of genetic material – known as G, T, C and A – to store information.
Digital files store data as strings of 1s and 0s. The Cambridge team's code turns every block of eight numbers in a digital code into five letters of DNA. For example, the eight digit binary code for the letter "T" becomes TAGAT.
To store words, the scientists simply run the strands of five DNA letters together. So the first word in "Thou art more lovely and more temperate" from Shakespeare's sonnet 18, becomes TAGATGTGTACAGACTACGC." - czyli oznacza to, żeby móc odczytać dane trzeba będzie znać odpowiednie "kody" - czyli odszyfrowywanie danych (co oczywiście nie jest żadną nowością - jeśli chcemy przechowywać dane gdzieś indziej, niż kartka papieru, bądź mózg, to jest to mus).

Niestety jeszcze takie modyfikacje są za drogie, by wprowadzić je na większą skalę... myślę jednak, że to kwestia czasu.




Bioinżynieria - obwód "logiczny" posiadający pamięć

Inżynierom udało się stworzyć "genetyczny" obwód w komórkach bakterii (poprzez odpowiednie pobudzanie enzymów odpowiedzialnych za tworzenie DNA), który nie tylko postępuje logicznie, ale też zapamiętuje wnioski/rezultaty (zakodowane w DNA i są powielane przez wiele pokoleń).

Tego rodzaju wynalazek może być używany w długofalowym planowaniu z użyciem takich właśnie biologicznych sensorów (rozpoznawanie danych substancji chemicznych), obwodów cyfrowo-analogowych oraz do programowania komórek macierzystych w odpowiedni typ komórek. Ponadto przydatny będzie w tworzeniu różnego rodzaju sztucznych sprzężeniach zwrotnych, tworzenie "bramek" - dopóki dany związek chemiczny jest wykrywany obwód jest otwarty (albo na odwrót).

Dany obwód mógłby na przykład poprzez reagowanie na odpowiedni związek chemiczny informować o tym otoczenie wytwarzając fluorescencyjne białko (GFP).
Pamięć o danych, o tym co aktywuje dane białka są przechowywane w DNA.

Polecam zapoznać się ze szczegółami: Źródło

20130205

Meduzoid - meduza stworzona z z komórek serca szczura




Specjalne włókna zmieniają kolory, gdy się je rozciąga






Te włókna zostały stworzone poprzez nakładanie wielu warstw polimerów na szklany rdzeń, który został potem usunięty. W zależności od grubości włókna odbija ono fale elektromagnetyczne z całego spektrum widzialnego.

Nie jest to jakaś nieznana, absolutnie nowa technologia całkowicie wymyślona przez człowieka. Struktura włókien bazuje na rozwiązaniach i strukturach znajdowanych w naturze, naukowcy jedynie połączyli ją z "rozciągającym się włóknem".

Roślina Margaritaria nobilis posiada mało wartości odżywczych w porównaniu ze swoimi konkurentami, ale naśladuje kolorem wartościowsze owoce. Ptaki żywiące się tymi niebieskimi owocami mylą Margaritaria nobilis z bardziej odżywczymi odpowiednikami i w ten sposób roznoszą ich pestki. Jeśli chodzi o rośliny, kolor jest bardzo ważnym czynnikiem odkąd zwierzęta wykształciły narząd wzroku, który pozwala im rozróżniać fale elektromagnetyczne w zależności od długości fali, co daje efekt różnych kolorów. Właśnie struktura powłoki tej rośliny i sposób odbicia światła sprawił, że roślina stała się inspiracją do stworzenia nowej technologii.





Właściwie na czym polega struktura skórki tego przypominającego kolorem muchę owocu? Powierzchnie komórki skórki tworzą powtarzający się, zakrzywiający się wzór, które powodują interferencję fal elektromagnetycznych. Zauważono, że wiele warstw takich komórek cylindryczną architekturą, wyjątkowo regularną. Naukowcom udało się to zrekonstruować używając mechanizmu roll-up.

20130125

Naukowcy szukają kobiety(surogatki), która nosiłaby neandertalskie dziecko

Naukowcy twierdzą, że maja już technologię, która pomoże sklonować neandertalczyka(niem.) potrzebują tylko kobiety, która by tego neandertalczyka urodziła.


Wirtualna rekonstrukcja neandertalskiej ciąży:






Może warto przypomnieć na czym polega klonowanie i czemu potrzebna są do tego poród i ciąża.

Klonowanie polega na wszczepieniu gotowego jądra komórkowego posiadającego genom do bezjądrowej komórki jajowej. Z tego powstaje gotowa zygota, która właśnie potrzebuje odpowiedniego środowiska, by się rozwinąć: macicy.

Neandertalskie dzieci mają bardziej podłużną głowę, poród jest łatwiejszy, bo dziecko nie musi być obrócone, ponadto takie dziecko się szybciej rozwija i dojrzewa, jak już się urodzi. Oczywiście taka hipotetyczna kobieta przeszłaby cesarkę.

Wcześniej udało się sklonować wiele zwierząt, ssaków, między innymi owcę Dolly.

Ciekawe co na to rasiści, naziści, nacjonaliści. Ci to będą mieć niezły orzech do zgryzienia, kto wie, czy ludzie nie woleliby neandertalczyków małych, którzy szybciej dorastają. Chociaż... myślę, że dopóki taki neandertalczyk będzie biały, nie powinno być problemu.

20130119

Wykłady Dawkinsa o ewolucji


Znakomitych pięć odcinków "Dorastać we Wszechświecie", które w obrazowy, przystępny sposób wyjaśniają nam ewolucję i powstanie człowieka. Nawet jeśli uważamy, że wiemy wszystko o ewolucji warto obejrzeć, mimo wszystko: chociażby dla wspaniałych okazów zwierząt, które są dla przykładu prezentowane (orzeł, wąż, patyczaki (właściwie stado patyczaków, które prawie oblazły Dawkinsa :P)), dla ciekawych momentów: "używałeś kiedyś komputera z myszą?" oraz doskonałego obrazowania ewolucyjnych zjawisk: jak powstało oko, na przykład. W bardzo dobry sposób (dzięki komputerowym programom) uzmysławia nam liczby związane z ewolucją (ile komórek ma człowiek, jak długo zajęłaby ewolucja danego do danego gatunku), dzięki czemu jest znacznie łatwiejsza do zrozumienia, jako fakt, a nie "teoria".

20130111

Czy będziemy kiedyś cyborgami? Ulepszeni ludzie.

Poprzez wkładanie implantów do mózgu można wiele funkcji mózgu, które zanikły w wyniku urazów, wypadków (czegokolwiek), przywrócić. Pojawia się całkiem racjonalne pytanie, czy można w ten sposób dodać inne funkcje zdrowemu i w pełni sprawnemu mózgowi, bo i dlaczego nie? Możliwości już są, to tylko kwestia programowania.

Kontrolowanie robota za pomocą myśli - rozwiązanie dla ludzi sparaliżowanych.

Drugi przypadek.

Nie jest to do końca to, co chcielibyśmy osiągnąć w ulepszaniu mózgu, są to zaledwie zalążki i początki tych technologii. Nie jest to coś co bezpośrednio wpływa na mózg (nie naprawia paraliżu u jego przyczyny, bardziej daje eliminować objawy), a jedynie jest jego "przedłużeniem", omija wadę i nie naprawia mózgu: zamiast tego na zupełnie innym poziomie zastępuje dysfunkcje, w tym wypadku paraliż kończyn.

Istnieją różne potencjalne sposoby "ulepszenia mózgu" (odpowiednia dieta, nauka gry na instrumencie, nauka języka - udowodniono, że te dwie czynności, intensywnie przeprowadzane najbardziej pobudzają mózg), jednak skupmy się na bardziej inwazyjnej i inżynieryjnej metodzie: implantach domózgowych, które nie tylko mogą potencjalnie ulepszyć nasz mózg, ale też zmienić jego umiejętności/właściwości (chociaż naukowcy głównie skupiają się na zlikwidowaniu paraliżu, co z resztą podkreślają, a nie na ulepszeniu człowieka).

Zróbmy może przegląd ostatnich osiągnięć z tej dziedziny ze świata nauki:

Neurobiolodzy Matti Mintz z Uniwersytetu Tel Aviv i Paul Verschure z Uniwersytetu  Pompeu Fabra w Barcelonie starają się stworzyć implant domózgowy, który naśladuje przepływ impulsów w móżdżku, obszarze odpowiedzialnym za ruch. Należy mieć na uwadze fakt, że akurat ten implant ma służyć raczej do nauczenia się nowych funkcji motorycznych, a nie do odnowienia ruchu w kończynach. Naukowcy wbudowali chip do mózgu szczura (coś w rodzaju... części sztucznego móżdżku, zaprogramowanie jednego rodzaju ruchu), znieczulili żywy, prawdziwy móżdżek szczura i próbowali nauczyć go odruchu warunkowego z z bezwarunkowego - mrugnięcia z powodu dmuchnięcia powietrza do oka (wysuszenie) na mrugnięcie z powodu odpowiedniego dźwięku. Gdy implant i móżdżek były wyłączone szczur nie mrugał (nie mógł się nauczyć mrugać), natomiast, gdy implant został włączony, szczur zaczął uczyć się mrugania na odpowiedni ton tak, jak normalne, zdrowe zwierzę.

Amerykanom udało się powiększyć zdolności do podejmowania decyzji u małp o 10%.
Naukowcy dali małpom popularną, znaną pewnie wszystkim grę w dopasowywanie tych samych obrazków w pary, przy jednoczesnym monitorowaniu kory mózgowej (odpowiedzialnej za podejmowanie decyzji). Sygnał w mózgu różnił się dla decyzji poprawnej i niepoprawnej. Naukowcy po wszystkim ponownie dali zagrać w grę małpie, ale tym razem przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji naukowcem poprzez wszczepioną elektrodę (niestety jeszcze nie chip/implant, ale podejrzewam, że to kwestia czasu, problemem może okazać się, jak dostarczyć energię do takiego implantu oraz, co bardzo ważne, bio-zgodność, nie mówiąc już o tym, że taki zaprogramowany implant mógłby być zhackowany... a z takim człowiekiem można by robić wszystko, problemy etyczne typu, nowa rasa ludzi, dodatkowe różnice między ludźmi, od kiedy człowiek jest maszyną pomijam, bo to nie ma znaczenia z praktycznego punktu widzenia - my ludzie wszystko musimy "skatalogować", nazwać) pobudzali mózg "prawidłowym" impulsem, którego wynikiem było wybranie przez małpę prawidłowego obrazka.

To może pomóc w przyszłości w leczeniu Alzheimera... oraz w produkcji ludzi, którzy mogą informacje z pamięci krótkotrwałej przekształcić w pamięć długotrwałą. Jak już wspomniane wyżej, nie jest to implant wszczepiany do mózgu, na razie tylko pewien sposób i próba ulepszenia mózgu. Ta technologia jest jeszcze w powijakach, bo nie oszukujmy się, tak naprawdę niedawno zaczęliśmy się rozwijać technologicznie.

Kolejnym sposobem na zwiększenie wydajności mózgu jest tzw. tDCS (Transcranial direct-current stimulation), które jest dosyć niedostępne i drogie dla przeciętnego człowieka, niemniej jednak... może sobie kupić i zrobić takie coś w domu :P

Skupiłam się tutaj w głównej mierze na rzeczywistych, dotychczasowych osiągnięciach, unikając na razie teoretycznych rozważań, które zapewne bardziej nadawały się do książki fantasy, co nie znaczy, że muszą być "gorsze". Należy pamiętać, że wszelkie "ulepszenia" mózgu stanowią naprawdę niezwykle szeroki temat: od suplementów diety, sport, aż po zamienienie człowieka w robota, bądź jego myśli w wiązkę elektromagnetyczną. Takie zawężenie tematu to realnych osiągnięć niezwykle ułatwia i jednocześnie porządkuje dyskusje (co, powtarzam, nie znaczy, że jest gorsza, tylko już w życiu tyle dyskusji na ten temat przeprowadziłam, że wolałabym w końcu, żeby była prowadzona na bardziej przyziemnym poziomie :-)).

20130108

Ziemia wielkim, żyjącym organizmem? - hipoteza Gai

Hipoteza, która mówi nam, że Ziemia to nie tyle co zwykła planeta, skała, na której dzieje się życie, ale ze względu na interakcje jakie te organizmy wraz z naszą planetą przeprowadzają, cały glob jest uważany za żywy ORGANIZM. Nie miejscem, na którym dzieje się życie, ale miejscem współdziałającym z życiem, co jednocześnie sprawia, że podtrzymuje to życie i reaguje na różne zmienne, dostosowuje się.

Takie rozumowanie znacznie odbiega od naszego utartego myślenia (o tym czym jest życie) i dodatkowo większość (zdecydowana większość) ludzi jest konserwatywna w poglądach i ciężko znosi jakiekolwiek próby zmiany sposobu myślenia (naukowcy nie są od tego wolni). Bądźmy otwarci i jednocześnie krytyczni, racjonalni i logiczni, jeśli chodzi o myślenie, interpretowanie, analizowanie. Kreatywność nie polega na zastoju, na lenistwie, na wygodnictwie. Nie bójmy się wykraczać poza ramy... wciąż jednak pamiętając, by wszystko było w ramach logiki.

Co zatem sprawiło, że taka hipoteza w ogóle powstała? Co skłoniło ludzi do takiego pomysłu? Zacznijmy od początku, od początków życia na Ziemi.

3,8 miliarda lat temu małe organizmy (sinice) zaczęły przekształcać, poprzez wydzielanie tlenu, naszą planetę, a konkretniej jej atmosferę. Dało to podwaliny dla organizmów bardziej złożonych, organizmów takich, jakie znamy. Wtedy rozpoczął się bardzo powolny i jednocześnie samoistny proces "terraformowania" naszej planety. Od tego czasu, wszystkie organizmy, które powstały na Ziemi były częścią Gai i wpływały na zmiany w niej zachodzące, homeostazę. Analogicznie, jeśli Gaia jest wielkim organizmem, to zwierzęta i rośliny są zróżnicowanymi komórkami pełniącymi różne funkcje w danym organizmie, to jest Gai.

Autorem tej teorii jest James Lovelock, który w 1960 roku został poproszony przez NASA i Jet Propulsion Laboratory do pomocy przy wykrywaniu życia na Marsie. Lądownik Viking nie wykrył żadnego śladu życia w ziemi marsjańskiej, co przewidział Lovelock analizując skład atmosfery Marsa: stwierdził, że jest ona "martwa". Równie dobrze lądownik Viking mógłby wylądować chociażby na Antarktydzie i nie stwierdzić żadnych oznak życia - gdyby jednak analizowała atmosferę zamiast grudek ziemi, zapewne stwierdziłby atmosferę nie tyle co sprzyjającą życiu, ale wytworzoną przez życie. Zauważył, że planeta to nie tylko skała pokryta żyjątkami, ale całe środowisko współpracujące i jest ściśle powiązane w harmonii z organizmami żywymi takimi jak zwierzęta i rośliny. Oczywiście wcześniej ludzie wiedzieli, że to wpływa na siebie wszystko, ale nikt nie zdołał tego nazwać, zauważyć i połączyć w jedną wielką całość, "zrozumienie".

Ten pogląd zakłada, że życie opiera się na prawach fizycznych i chemicznych Wszechświata (niemniej jednak należy pamiętać, że złożone atomy mogą posiadać różne właściwości, nie da się przewidzieć efektu działania złożonego obiektu, coś może być zbudowane z tych samych składników, ale mieć zupełnie odmienne właściwości).
Zakładając, że życie to swoista homeostaza, zespół zorganizowanych zmiennych, powiązanych ze sobą i współdziałających między sobą (sprzężenia dodatnie i ujemne), można uznać, że Ziemia jest jak najbardziej bytem żyjącym, ale dosyć nietypowym, odkąd to organizmy żywe sprawiają, że Ziemia "żyje", ewoluuje? Współpracuje? Zaraz, zaraz... czyż atomy, które w jednej kombinacji są "martwe", w innej nie tworzą istoty żyjącej (pod wpływem zmiany środowiska)? Czyż te same atomy w jednej kombinacji tworzą związek, który nie tworzy organizmów, a w innej tworzy związek dający podwaliny życiu, któremu znamy? Jak płynna jest granica pomiędzy życiem, a nie-życiem?

Tak samo nerki, wątroba, białe krwinki - czyż nie służą one Twojemu organizmowi, znacznie większej, niż one same homeostazie? Pamiętaj, że są to komórki żywe (które z resztą umierają ciągle, odnawiają się, ale czy to oznacza, że człowiek wraz z nimi umiera? z pewnością występuje wymiana atomów, ale człowiek jako istota, żyje ciągle i nie ma codziennie "przerwy" w postaci śmierci osobnika). Hipoteza Gai mówi wręcz o tym, że należy na życie jako takie spojrzeć z zupełnie innej, nieznanej dotąd człowiekowi perspektywy - nie jak coś, co jest wraz ze zmianą środowiska i postępem czasu coraz bardziej złożone, a jako coś bardziej organicznego, szerszego, nie liniowego. Oznacza to, że Gaia jako organizm, posiada swoistą "świadomość" i "reguluje" to co się ma dziać na Ziemi, tak, jak człowiek z mózgiem decyduje o swoim organizmie (co, pozwolę sobie wtrącić, z mojego punktu widzenia nie tyle co jest przesadą, a nie do końca prawdą, co wyjaśnię niżej). Należy zmienić dotychczasowe poglądy na temat świadomości, życia. Zwolennicy hipotezy Gai przekształcili tą hipotezę coś na kształt filozofii wręcz i sugerują, że Gaia może być częścią jakiegoś większego życia, na skalę galaktyczną. No cóż, ciekawe spojrzenie, inne... ale czy coś więcej? Czy to tylko inna interpretacja, systematyzacja zjawisk przyrodniczych, praw natury, które już znamy? Czy ta interpretacja może prowadzić do czegoś więcej, niż zmiany interpretacji (która sama w sobie jest odkryciem nowego zjawiska przecież... i co?) świata? Czy tylko (aż) do zmiany świadomości i postrzegania świata?

Moim skromnym zdaniem, przesadą jest uważanie, że Ziemia jest wielkim organizmem żyjącym (już z założenia błędna hipoteza), co nie zmienia faktu, że jest ona, jej składniki, ŚCIŚLE POWIĄZANA z życiem zwierząt i roślin. Równowaga klimatyczna istnieje i jest wytworzona przez organizmy żywe, a atmosfera wytworzona przez nie daje życie organizmom. Nawet można powiedzieć, że to nie ma znaczenia, czy Ziemia jest organizmem żywym, czy nie, najważniejsze, w jaki sposób oddziałuje praktycznie na życie. Najważniejsze jest to jak działa, a nie jak jest usystematyzowane w naszej świadomości. Co to zmieni, że nazwiemy Ziemię wielkim organizmem? Sprawi, że zaczniemy lepiej kontrolować pogodę? Sprawi, że zaczniemy kontrolować dzięki temu płyty tektoniczne i trzęsienia Ziemi?

Ok... wszystko ładnie, pięknie, tylko że... to wszystko są założenia (właściwie wiele założeń, nie wszystkie). Założenie, że organizmy żyjące wpływają, na przykład, na ruch tektoniczny planety (który nie wiadomo skąd się wziął tak naprawdę, nie ma innej planety, która ma coś takiego - przynajmniej nie jest znana przez nas). Nie ma żadnych dowodów, żeby sprawdzić, czy Ziemia byłaby taka sama bez życia, nie wiadomo, czy Ziemia jako planeta zachowywałaby się tak samo? A może jak Mars, albo Wenus? Dopóki nic nie jest w 100% pewne takie rozważania są ciekawą interpretacją, hipotezą... którą oddziela od gdybania tylko cieniutka linia (pomijając fakt, czy w ogóle takie gadanie nie jest stratą czasu). Dopóki jest niesprawdzalna, nie możemy z całą pewnością stwierdzić, czy Ziemia faktycznie tak oddziałuje  organizmami żywymi (zwierzętami i roślinami), jak zakłada hipoteza Gai. Najlepszy eksperyment, który by to sprawdzał (nieosiągalny dla naszego niskiego rozwoju technologicznego) jest terraformowanie, weźmy na ten przykład, planety Mars i rejestrowanie tego, co się z nią dzieje. Na razie jednak wszelkie zbyt daleko idące interpretacje są zbędne i niebezpieczne wręcz . Na razie można to potraktować jako pobudzającą wyobraźnię ciekawostkę.